wtorek, 3 września 2013

Książkowe reality show - Igrzyska Śmierci. Suzzane Collins

Pamiętam jak w liceum przerabialiśmy „Lalkę” Bolesława Prusa i nasza polonistka (kolejna osoba po mamie i siostrze, która zaraziła mnie czytaniem :)) powiedziała, że czyta ją praktycznie co roku – gdy przerabia ją z kolejnymi klasami. Pomyślałam sobie, że moja nauczycielka chyba się nudzi. Jak można czytać jedną książkę non stop? Po dziesięciu (no prawie) latach już wiem. I ja trafiłam na swoją „Lalkę”.
Rocznie czytam kilkanaście (w porywach do dwudziestu kilku) książek, chciałabym więcej, ale niestety brak czasu i tak dalej. Nie wiem tylko jaki wpływ na moje statystyki ma fakt, że jedną z tych książek czytam trzy, pięć albo i osiem razy w roku?
Moją „Lalką” są „Igrzyska Śmierci” Suzanne Collins  oraz ich kontynuacje „W pierścieniu Ognia” i „Kosogłos”, chociaż najchętniej wracam do pierwszej części (pierwszy raz przeczytałam ją we wrześniu 2009). Na nią zawsze znajdę czas, odmówię sobie nowej – która krzyczy do mnie z księgarnianej wystawy, a sięgnę znowu po nią. Jak ona to robi?

Na początku nie wiedziałam nawet do jakiego gatunku ją zaliczyć – gdzieś tam pojawia się informacja, że to fantastyka, ale ani to fantasy – bo gnomów i krasnoludów tu nie uświadczysz, ani science fiction – żadnych odległych galaktyk czy świetlnych mieczy – a z nowoczesnej technologii  - co najwyżej prysznic z hydromasażem i telewizor na całą ścianę (no dobra, jest jeszcze poduszkowiec). Można ją zaliczyć do literatury postapokaliptycznej, antyutopijnej, futurystycznej - Tylko, że ta przyszłości jest przerażająco podobna do teraźniejszości. Ja trzymam ją obok innych poruszających tematykę reality show - pisałam o tym tutaj.
Opis fabuły powtórzę za wydawcą:
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Igrzyskach śmierci, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny a musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest prawdziwa walka o przetrwanie...
Od siebie tylko dodam, że czyta się ją z zapartym tchem, pochłaniałam słowa z jednej strony i nie mogłam się doczekać, co będzie na następnej. Bo w tej książce – co kartka to niespodzianka – rzadko miła. Pełna napięcia i zwrotów akcji, nie raz można się uśmiechnąć (mimo wszystko) a wielokrotnie wzruszyć. A jej kolejne części tylko utwierdzają w przekonaniu, że Suzanne Collins jest naprawdę utalentowana pisarką.
Domyślnym odbiorca tej książki jest młodzież – ale starsza, czy raczej dojrzała – tu nie ma miejsca na czary, wampiry, wróżki, upadłe anioły. To poważna sprawa – a fabuła jest głębsza niż krwawa jatka na igrzyskach – to książka o ludziach i  ludzkości, uczuciach, pieniądzach, władzy, polityce, głodzie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz