wtorek, 26 listopada 2013

Konkurs z okazji setki lajków na fejsie :)

Tak jak obiecałam robię konkurs, by podziękować za pierwszą setkę lajków na facebooku (która teraz już jest ładnie przekroczona). Zadanie konkursowe w pewnym stopniu dotyczy nazwy mojego bloga, a także ma służyć temu byśmy trochę się poznali.
Napiszcie w komentarzach (na blogu, nie na fb) co chowacie do szuflad? Albo co w nich znaleźliście robiąc porządki, co was zaskoczyło. Jeśli odpowiedzi towarzyszyć będzie jakaś historia - proszę bardzo. Nagrodzę najciekawszą moim zdaniem odpowiedź :)
A teraz nagroda. Dla zwycięzcy przyszykuję zestaw mola książkowego, tj.: książka (nowa lub z mojej biblioteczki) kubek (na kawę lub herbatę) i zakładka do książki (nie taka znowu oczywista). 
Niniejsza fotografia jest tylko ilustracją do tekstu - to nie zdjęcie nagrody. Tę dopiero wybiorę - postaram się ją dobrać charakterologicznie do zwycięzcy. Nawet jeśli się nie znamy - za podpowiedzi posłuży mi Twoja odpowiedź na pytanie, to jak prowadzisz bloga (jeśli masz) lub profil na fb lub jakimś portalu społecznościowym. Na odpowiedzi czekam do soboty do godziny 23.59. W niedzielę trzeba będzie wybrać zwycięzcę :) Odpowiedzi wrzucaj w komentarzu wraz z odnośnikiem do miejsc, które pozwolą mi Ciebie bliżej poznać :)

Wyniki w niedzielę, zwycięzcę uprasza się o przesłanie adresu najpóźniej do wtorku wieczorem. Potem wybiorę nowego zwycięzcę :)


6 komentarzy:

  1. Witam Cię serdecznie :)
    Ja w swojej szufladzie mam dosłownie wszystko. Kiedy robię w niej porządek, zawsze trafiam tam na dwa bilety do kina, na film "Listy do M.". Jest to film, na który wybraliśmy się z moim chłopakiem. Bardzo miło wspominam ten wieczór, być może dlatego, że całe kino było dostępne tylko dla nas :)

    Oto mój blog: http://skrytkaslow.blogspot.com/
    Serdecznie Cię zapraszam do odwiedzania, ale również wzięcia udziału w moich konkursach :)
    Pozdrawiam,
    Katarzyna K

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę od informacji, która nada sens całej historii. Przez 16 lat mojego życia nie znałam ojca. Mama uważała, że to zły człowiek, i że nie jestem jeszcze na tyle dojrzała, żeby poznać swój "drugi korzeń". Pogodziłam się z tym, i było to dla mnie zupełnie naturalne... Do czasu. Pewnego dnia, podczas generalnych porządków, w szufladzie mamy znalazłam pięknie zapakowany pęk listów. Być może nie powinnam tego robić, ale zaczęłam je czytać. To były listy, które mój anonimowy ojciec pisał do mojej mamy zanim jeszcze przyszłam na świat. Okazało się, że kochał ją nad życie - ale miał żonę i dwójkę dzieci. Listy przepełnione były pięknymi słowami - tata pisał niebanalne wiersze, które chwyciłyby za serce każdą wrażliwą kobietę. Dzięki temu znalezisku ojciec stał się dla mnie bardziej realną postacią, co skłoniło mnie do tego, żeby odnaleźć go, i wbrew zaleceniom mamy "podlać uschnięty korzeń". Po wielu godzinach analiz, rozmów i przemyśleń, dotarłam do prawdy. Poznałam jednego z najważniejszych mężczyzn w moim życiu. Ten. zgodnie z tym co mówiła mama, okazał się naprawdę złym człowiekiem. Mimo to cieszę się, że jest - a wszystko za sprawą sterty papierów znalezionych właśnie w szufladzie. (uwaga! to jest historia w stu procentach prawdziwa!) samejsobie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w szufladach trzymam dosłownie wszystko, bo można do niej coś tak po prostu wrzucić, zamknąć i po sprawie. Ale zdecydowanie najdziwniejszą rzeczą, jaką znalazłam w jednej z moich szuflad podczas tegorocznych wiosennych porządków był paznokieć. (miała być najdziwniejsza, jest najdziwniejsza - jeżeli coś teraz jesz, przełknij zanim będziesz czytać dalej ^^)


    Zaczęło się od tego, że jakieś 5-6 lat temu miałam jakąś poważną imprezę i kupiłam sobie (a w zasadzie mama mi kupiła, bo w wieku 12 lat jeszcze sama na zakupy nie chodziłam) takie złote balerinki. Były prześliczne – od razu mi się spodobały. Dopiero później zauważyłam, że czubki są zbyt nisko w porównaniu z moimi dużymi palcami u stóp i gniotły mnie. Nic jednak nie powiedziałam rodzicom, bo nie byli do tych butów przekonani, a ja bardzo chciałam je mieć. Nie miałam wyjścia – musiałam iść na ten bal w nowych balerinkach, żeby się nie zorientowali, że coś jest nie tak.

    Z początku miałam szczery zamiar tańczyć na bosaka, ale okazało się, że całą podłogę pokrywała jakaś lepiąca warstwa – prawdopodobnie coś się komuś rozlało i nie zostało w porę wytarte. Skutek był taki, że nie mogłam pozbyć się gniotących butów. Starałam się nie krzywić przy każdym kroku i w ten sposób wytrwałam cztery godziny. Po zakończeniu balu podeszła do mnie mama i z uśmiechem zapytała jak mi się tańczyło. Nie mam pojęcia, czy wiedziała, czy tylko to tak zabrzmiało. Byłam wtedy naprawdę wściekła na samą siebie za te balerinki, ale nie mogłam przyznać rodzicom, że mieli rację, kiedy mówili, że trzeba je oddać, i odpowiedziałam mamie, że świetnie.

    Kiedy wróciłam do domu czym prędzej pozbyłam się nieszczęsnych butów i nazajutrz już zupełnie nie pamiętałam o sprawie.

    Przypomniała mi się dopiero cztery miesiące później, kiedy zauważyłam, że paznokieć na jedym z dużych palców u nogi lekko odstaje u dołu. O mały włos a zaczęłabym krzyczeć – tak się przestraszyłam. Byłam przekonana, ze to objawia się jakaś choroba. Ale nie – mam uświadomiła mi, ze tylko paznokieć mi odchodzi i powinnam go oderwać, zeby nowy rósł szybciej. Nie potrafiłam się na to zdobyć, więc paznokieć sam po kilku tygodniach odpadł od palca. Z początku bałam się spojrzeć w tamto miejsce, obawiając się, że ujrzę żywe mięso albo coś. Ale nie, pod spodem miałam już normalny paznokieć. Nowy. A stary schowałam w stare pudełeczko po kolczykach i schowałam, przekonana, że to dobry pomysł.

    I tym oto sposobem kilka miesięcy temu znalazłam w szufladzie stary paznokieć. Prawie od razu go wyrzuciłam, bo niedorzecznym wydał mi się pomysł trzymania paznokcia na pamiątkę, ale najpierw uśmiechnęłam sie do siebie na wspomnienie tamtego uporu w sprawie balerinek.


    Mam nadzieję, ze Cię nie zanudziłam moją historią i nieuporządkowaną narracją (nie, nie mam talentu :>). Jeśli chodzi o miejsca, o które prosiłaś... Prowadzę tylko bloga recenzenckiego (http://endlessbooks.blogspot.com) wiec nie wiem, czy to Ci wystarczy. W razie czego pisz: natalierosa96@gmail.com

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie <3
    Nats ^^ (zdrobnienie od Natalie wymyślone przeze mnie xD)

    PS. Mogłabyś wyłączyć potwierdzenie obrazkowe przy dodawaniu komentarzy? Byłoby łatwiej :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, jeszcze blogowy Facebook (do którego linka nie nie pamiętam, ale znajdziesz na blogu odnośnik po lewej stronie :>) - tam jeszcze możesz mnie trochę poznać :3

      Nats

      Usuń
  4. W moim malutkim pokoju jest jedna jedyna szuflada, która jest dla mnie niezmiernie ważna. Trzymam w niej najważniejsze memu sercu rzeczy. Nikomu nie pozwalam do niej zaglądać, chronię ją lepiej niż własną prywatność. Co w niej jest?
    Zdjęcia taty, który zmarł, gdy miałam pięć lat. Mimo tego, iż było to dawno temu bardzo odczuwam jego stratę. Był mi bliższy niż mama. Po prostu lepiej się z nim dogadywałam. Jako dziecko? Tak. To on się mną opiekował, czytał mi pierwsze książeczki, robił kakałko, odprowadzał do przedszkola. Był najważniejszy i nadal tak jest.

    W szufladzie leżą listy. Przyjaciół i znajomych z którymi piszę, z którymi już nie utrzymuję kontaktów, którzy mnie olali dla nowych znajomości... Listy są cząstką człowieka, mając je przy sobie, tak blisko, czuję się jakby te osoby były obok mnie.

    Są również zdjęcia mojego najlepszego przyjaciela, który... Cóż, od pewnego czasu go nie ma. Boję się, że jeśli nie będę miała tych zdjęć, nie będę na nie spoglądać co wieczór to o nim zapomnę. Zapomnę? Nie chciałabym do tego dopuścić.

    Obok zdjęć leżą sobie różne identyfikatory z konwentów, spotkań, imprez charytatywnych... Te ostatnie są dla mnie najważniejsze. Uczestnicząc i pomagając w takich imprezach czuję, że chociaż przez chwilę jestem komuś potrzebna. Każdy człowiek chyba lubi czuć się potrzebny...

    Co tam jeszcze... Zapakowany w folie i owinięty wstążeczką leży sobie spokojnie pukiel włosów przyjaciela z obozu :P Było to tak: Jedliśmy sobie "coś". Nie wiem dokładnie co to było, w każdym bądź razie Tomusiowi wciąż i wciąż wpadały włosy do zupy i się irytował. Wtem moja koleżanka wstała, pobiegła do namiotu i niepostrzeżenie obcięła mu ten pukiel, który najbardziej mu przeszkadzał. Na szczęście zdążyłam go złapać i obiecałam mu, że będę ich strażnikiem. No i tak ich pilnuję ^^

    Jest mnóstwo zdjęć z biwaków/obozów harcerskich, które przypominają mi jak świetnie się bawiłam będąc w harcerstwie. Przypominają ilu poznałam nowych ludzi, nawiązałam przyjaźni, przeżyłam cudownych chwil...

    Jest też kubek. Z pandą. Kiedyś na obozie kolega miał taki uroczy kubek z pandą, tak się nim fascynowałam, że w końcu mi go dał :P Jako że bardzo lubię herbatkę różnego rodzaju, kubek leży sobie w szufladzie i czeka na jakiś wyjątkowy smak.

    Eh.. no i chyba ostatnią z najważniejszych jest książka o elfach, którą dostałam od najlepszej swego czasu kumpeli na urodziny rok temu. Książka dla dzieci. Miała dla mnie wielką wartość, teraz tylko przypomina o tym, dlaczego nie potrafię ufać ludziom i jacy niektórzy mogą być fałszywi.

    To w sumie tyle. Uwielbiam dostawać kubeczki, mam nadzieję, że mi się poszczęści :3

    Pozdrawiam,
    Amy
    http://flirty-z-ksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Co chowam do szuflad? Wszystko… Od paragonów z różnych sklepów, po bilety do kina, kapsle z Tymbarka, wyrwane kartki, na których zapisywałam w pośpiechu jakiś „dong” (pomysł). Zdarza się też, że upycham do szuflad książki, które aktualnie czytam, a które już nie mają swojego miejsca na półce… Bo listonosz akurat przyniósł nową dostawę. Ale przede wszystkim w szufladach mam dokumenty. Od świadectw, dyplomów, rozliczenia ostatniego roku… Po kartki, gdzie wydrukowałam sobie ostatni artykuł z e-magazynu, do którego czasem podsyłam swoje teksty.
    Ogólnie swoje szuflady porównałabym do torebki Hermiony. Jest w nich wszystko. A w dodatku zawsze wiem, w której co się znajduje i mimo, że panuje tam istny chaos – uważam, że mam to wszystko księgowo poukładane i nie gubię się w tym chaosie nawet przez jedną sekundę.

    A gdzie mnie możesz znaleźć?
    Np. tu: http://eyesofsoul.cytaty.info/
    Tu znajduje się składowisko „dongów”, które już zostały przeze mnie odsiedziane, przekształcone, sprawdzone, wyprzecinkowane i w końcu opublikowane.
    Oprócz tego jestem też tu:
    http://herbatkauheleny.pl/news.php
    Jako zuchwały recenzent poezji, a czasem nawet i prozy.
    A ostatnio najczęściej jestem tu:
    http://recenzencki.wordpress.com/
    i tu:
    https://www.facebook.com/Recenzencki
    Jako że swoje najmłodsze dzieci trzeba pielęgnować. :)


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń