piątek, 10 stycznia 2014

Spady pokonkursowe: "Wartość" - fragment 3.

Wciąż trzymam się postanowień :) Piątki mają być twórcze i są. Zapraszam do przeczytania trzeciego fragmentu opowiadania pt. "Wartość".


Fragment 1 i informację skąd to opowiadanie się wzięło możecie przeczytać w TYM POŚCIE
Fragment 2 - TUTAJ

Wartość - fragment 3
Amelia Kesz usadowiła się wygodnie w rozkładanym fotelu w gabinecie odnowy biologicznej. Nie wierzyła w żadne siły wyższe, ale gdyby miała powiedzieć, jak wygląda raj, to dla niej właśnie tak. Tu mogła się zrelaksować, mnóstwo osób biegało przy niej, aby zapewnić jej komfort. Masowali ją, dbali o skórę, włosy i paznokcie, a kiedy miała ich dość, po prostu dawali jej święty spokój, żeby  popijając owocowy koktajl mogła posłuchać relaksującej muzyki. Dziś była właśnie w takim nastroju, że wolała pobyć sama. Ta kretynka z hipermarketu nieźle napsuła jej krwi. I jeszcze naraziła autorytet przed synem. Nie żeby miała z nim szczególnie dobry kontakt, ale wolała wierzyć, że jest dla niego jakimś tam wzorem.
Dlaczego ona musi spotykać na swojej drodze takich ludzi? Faktem jest, że miała dobrze usytuowanych rodziców, którzy znali pewne ważne osobistości, ale to był tylko przypadek. A zarzucenie jej, że osiągnęła coś przez łóżko? To już przesada. To jej sprawa z kim sypia. A że lubi seks, sypia z kim popadnie. Swoją drogą, dobrze było by mieć pewność kto jest ojcem Kevina. Westchnęła ze złością. Znowu tłumaczyła się sama przed sobą. Nienawidziła tego. To wszystko przez tę kobietę. Powinna wziąć pod uwagę jaki zaszczyt ją spotkał, że pracuje w markecie, który powstał z myślą o ważnych osobistościach. Przeciętny Kowalski możne tam sobie co najwyżej półki pooglądać.
- Cholera - zaklęła pod nosem na dźwięk telefonu.
Znowu zapominała go wyłączyć, a przecież miała odpoczywać. Nie musiała sprawdzać kto dzwoni – poznała po melodii, a właściwie po imitacji baraniego śmiechu. Eryk Nuworysz jest całkiem dobrym pracownikiem i niezłym prowadzącym, ale trafił do branży przez jeszcze większy przypadek niż ona. I choćby nie wiadomo jak się starał, zawsze będzie mu wychodziła słoma z butów. Kupował sobie każdy nowy gadżet i chwalił się nim, jak dzieci zegarkiem po komunii w PRL-u. Wrzucał do sieci filmiki z poradami „gwiazdy” dorabiając na kliknięciach. Żenada.
- I jak tam? Wszystko dopięte na ostatni guzik? – zaczęła bez powitania. – Nie mogę doliczyć się uczestników, kto jest ostatni?
- Fajna kobieta, pięknie gra i śpiewa. Naprawdę utalentowana – podkreślił.
- Nie szukamy ludzi z talentami, tylko z historią – przewróciła oczami. - Mają chodzić na imprezy, gościć w śniadaniówkach, pozować do zdjęć. Słowem mają na nas zarabiać. Jak stwierdzimy, że potrzebują talentu, to wydamy im książkę lub nagramy płytę. Najpierw musimy zarobić, potem zajmiemy się inwestowaniem. I tak już wpakowaliśmy w to sporo kasy. – Tyle lat w branży i jeszcze niczego nie pojął.
- Ale dostała od jurorów przepustkę do kolejnego etapu – tłumaczył. - Musimy ją pokazać.
- To ja mówię, co musimy pokazać, a nie jurorzy.
- Ale ona jest już przygotowana – nie dawał za wygarną. Amelii przeszło przez głowę, że pewnie kobieta jest biedna, a ten ma sentyment do biedaków. - Przecież to już jutro.
Cisza.
- Ale znajdzie się jakaś historia – westchnął. - Jest samotną matką, znaczy rozwódką, nie ma kasy, a synkowi chcę dać gwiazdkę z nieba.
Czyli miała rację. Biedota.
- W końcu mówisz do rzeczy. Tylko zadbaj, żeby synek był na sali.
- Oczywiście.
I pamiętaj o finale Nuworysz. Jak się postarasz, to może jeszcze raz ponegocjujemy w kwestii wynagrodzenia za twój udział.

Czwarty, ostatni fragment za tydzień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz