poniedziałek, 17 lutego 2014

Ale o co chodzi? - "Talizman z jeziora", Agnieszka Kumor

Tytuł: Talizman z jeziora

Autor: Agnieszka Kumor
Liczba stron: 159
Wydawnictwo: G+J Książki


Ale o co chodzi?


 Nie zrozumiałam tej książki. Naprawdę. Nie wiem, o czym miała być i dlaczego na okładce jest opis: "Baśń ery internetowej". Nie chcę powiedzieć, że była o niczym, bo to bolesne stwierdzenie, ale  dużo jej brakuje, by móc powiedzieć, że była o czymś... 

Zacznijmy od tego, że książka jest bardzo krótka, co nie znaczy, że można ją przeczytać w krótkim czasie. Akcja w ogóle nie wciągała, ani jednej strony nie przerzuciłam z zapartym tchem, by dowiedzieć się co jest na następnej. Początkowo pomyślałam, że możliwe, iż było to opowiadanie i albo wyszło ciut za długie, albo autorka dopisała trochę treści, by wyszła z tego krótsza, ale jednak książka.
Ale był tu ogromny miszmasz, wielu bohaterów (jak w Shreku, ale z odwrotnym skutkiem), jednak do żadnego nie można się przywiązać, polubić go lub nie. Kilkustronicowe opisy wnętrz i raptem akapit akcji na którą czeka się trzy rozdziały. Wszystko tu było nie na swoim miejscu.
Główna bohatareka, o której wiemy tyle, że jest aktorką, (pochodząca z Polski, mieszkająca w Paryżu - zupełnie jak autorka...), zostaje wciągnięta w działania pewnej grupy przyjaciół. Grupy stojącej przed misją połączenia pary, która ich zdaniem powinna być razem, ale minęły się drogi tych dwojga. Dlatego nasi bohaterowie musieli naruszyć prawa jakimi rządzi się czas, by przeznaczeni sobie mogli być razem. Brzmi trochę jak przepis na ksiązkę fantasy z nonsensopedii? (pisałam o tym tutaj) I niestety tak to wyglądało. To, że ów para - Emma i Thomas powinni być razem zostaje nam przedstawione jako fakt, jako prawda oczywista, nie mieliśmy okazji tego poczuć, dopingować zakochanym, zatęsknić za tą miłością, przeżywać ich rozłąkę. Więc tak czytaliśmy  zmagania bohaterów, którzy przemierzali tajemnicze pokoje paryskiej biblioteki, podziemne korytarze Szkocji, stawiali czoła Losowi i co tam jeszcze -  tylko my nie wiedzieliśmy po co.

Co jeszcze mam powiedzieć? Język przecięty, okładka i tytuł mogłyby wyglądać/brzmieć inaczej i tak samo pasowały, by do treści jak obecnie... O zakończeniu wolę się nie wypowiadać... tutaj, bo... /Właśnie planuję wprowadzenie pewnej nowości na blogu, tj. recenzji spojlerowej - gdzie z góry uprzedzam zdradzam zakończenie i wszystkie ważne wątki, by móc bez poczucia winy podziwiać tudzież zmieszać z błotem ten czy inny pomysł autora. Zapraszam niebawem/

Jedynie te cytaty przykuły moją uwagę:

'Oskarżenie przyjaciela o zdradę, to poważna sprawa, ale oskarżenie fałszywe, to już katastrofa"

"W momentach krańcowych popełniamy różne głupstwa, ważne żeby się potem do nich przyznać"

Nigdy wam nie powiem nie sięgajcie po tę czy inna książkę bo nie warto, bo różne gusta mamy. Może przeczytacie i przyznacie mi rację, może nie zgodzicie się ze mną. Moje zdanie znacie.

Ocena tradycyjna: 2/10

Ta książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu..

*** Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu zostawisz komentarz ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz