środa, 12 marca 2014

Gadżety mola książkowego: kadzidełka

Lubicie sobie tworzyć nastrój do czytania? O relaksacyjnej kąpieli pisałam tutaj, ale nie tylko w wannie można zafundować sobie książko-aromaterapię (i nie tylko książkami).
Ja właśnie sztacham się :) kadzidełkami o zapachu... kawy.


 No bo wiadomo, książki plus kawa to idealne połączenie. Ale jak wypiło się już kilka filiżanek czy kubków czarnego napoju, to wtedy zostaje tylko jego aromat. 
Właściwie to chciałam temat potraktować bardziej ogólnie - jako zapach, no jednak to nie gadżet więc padło na kadzidełka, ale i o świeczkach będzie.

Kadzidełka albo się kocha albo nienawidzi, ja należę do tej pierwszej grupy. Ci, którzy ich nie znoszą, jak np. mój mąż czy mama (więc czy mieszkałam z nią czy pózniej z nim, nie mogę zbyt często się nimi raczyć), mówią, że są duszące, boli ich głowa, czują znużenie itp. 
Fakt, niektóre zapachy są naprawdę ostre i mogą niemal doprowadzić do stanu upojenia, ale takie kawowe na przykład, powinny raczej stawiać na nogi. Tak przynajmniej jest napisane na opakowaniu. Czy działają tak rzeczywiście jeszcze nie wiem, zaopatrzyłam się w nie dopiero wczoraj, a "zażywam" dziś. Właśnie teraz pisząc tego posta. W każdym razie muszę przyznać, że jestem teraz jakby żywsza niż na początku pisania, ale istnieje też prawdopodobieństwo, że nakręciłam się pisaniem, a nie kadzidełkiem.

Najbardziej lubię kadzidełka wydzielające świeże zapachy: wiosenne kwiaty, cytrusy, morskie bryzy itp. Te mocne drażnią również mnie. Ale lubię też świąteczne aromaty: pomarańcze, jabłko, cynamon itp. W ogóle to kadzidełka lubię właśnie porą jesienno - zimową, więc ten wpis to dzisiaj tak przez przypadek, ale trafiłam na te kawowe patyczki i stwierdziłam, że muszę je sprawdzić. Czy pachną kawowo? Powiedzmy...  Gdybym miała je oceniać, to nie zebrałyby jakieś super ekstra noty.
Wiosenną porą ( a to co mamy teraz wypada już tak nazwać) i latem preferuję raczej świeczki, też o świeżych zapachach, ale najbardziej kocham żywe kwiaty!
Nic nie pachnie piękniej niż konwalia lub maciejka. Kiedy byłam nastolatką mama pod moim oknem posiała maciejkę. Pachniała prześlicznie, najintensywniej wieczorem. Siedziałam przy otwartym oknie na parapecie, czytałam i wąchałam :)

Wybaczcie, ale zdjęcie nie jest tych moich kadzidełek, tylko z
bazy foto, ale nie ma mojego męża, a razem nim jego komórki, którą robię zdjęcia. Nie dorobiłam się aparatu. A mój telefon się do tego nie nadaje. Ale z drugiej strony, jakby był mąż nie mogłabym używać kadzidełek :) Fotkę tych moich wrzucę potem, jak wróci małżonek. Jakby kto pytał, kupiłam kadzidełka, jak na mola książkowego przystało - w Empiku.

A Wy? Lubicie sobie "poniuchać" przy czytaniu? Myślicie, że kawowe kadzidełka mogą zadziałać jak kawa? Ponoć jest też odświeżacz powietrza o zapachu starych/nowych książek. Wąchalibyście? Czekam na Wasze opinie.

2 komentarze:

  1. U mnie podobnie: ja lubię, mąż nie, dziecko nie i tym samym niestety właściwie nie palę kadzidełek poza letnimi wieczorami w ogrodzie. Mój ulubiony i właściwie jedyny zapach, jakiego używam, to drzewo sandałowe. A w domu tylko świece zapachowe, delikatne: róża z konwalią, wanilia z pomarańczą, lawenda, biała lilia, zielona herbata :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię kadzidełka, ale przy czytaniu książek mnie niestety męczą. Fajnie zastępuje się je zapachowymi świeczkami, których mam w pokoju od groma (pokój jest malutki jak norka myszy więc tym łatwiej zrobić klimat :P)
    Pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń