wtorek, 15 kwietnia 2014

Wcale nie tak wietrznie... Wiatr, M. Ciszewski

Tytuł: Wiatr. Gra o najwyższą stawkę
Autor: Marcin Ciszewski
Wydawnictwo: Znak literanova
Liczba stron: 400



Co mogę powiedzieć o tej książce? Jest dobra. I to właśnie w niej najbardziej drażni... Autor skojarzył mi się ze... szkolnym kujonem. Takim, który nauczył się wszystkiego, co do joty, wykuł na blachę i w sumie nie ma się do czego przyczepić, nic - tylko postawić najlepszą ocenę. Tylko w odpowiedzi takiego ucznia, brakowało.... ucznia, nie było nic od niego. Tu tak samo. Książka napisana bezbłędnie. Ale jutro o niej zapomnę...




Opis za wydawcą:

Jakub Tyszkiewicz nie chciał tam jechać. Nadkomisarz wolałby spędzić wolny czas z ukochaną żoną, ale dał się namówić na imprezę na Kasprowym Wierchu.

Kiedy wściekłe porywy wiatru odetną szczyt od reszty świata, miejsce zabawy zamienia się w pułapkę. Ktoś atakuje Tosię, jedną z imprezowiczek. W budynku wysiada prąd, a w stronę Kasprowego zmierza ciskany wichrem wagonik kolejki linowej.

Kto jest na tyle zdeterminowany, aby podjąć się samobójczej podróży kolejką?
Kto pośród uczestników przyjęcia odpowiada za tajemnicze ataki?
Jak uciec z pułapki bez wyjścia?



Jak już wspomniałam wszystkie składniki na dobrą książkę sensacyjną znalazły się w tej pozycji - była zagadka i teoria spiskowa (o tym więcej w recenzji SPOILerowej) Był gliniarz twardziel z dobrym kumplem też gliniarzem, który życie za niego odda i świetną żoną, która jest najseksowniejsza i najinteligentniejsza i na świecie i chce właśnie jego. Było stopniowo budowane napięcie, powoli łączone wątki i postacie, które w odpowiednim czasie wskakiwały na swoje miejsce w układance.  Do tego niesprzyjające warunki atmosferyczne.... I naprawdę nie mówię tego wszystkiego z ironią. Tak wiem, że zdarzało mi się w recenzjach się nabijać z tzw. podręcznikowego bohatera kryminałów,  ale tym razem szczerze mówię, że tworzyło to spójną całość. Naprawdę było dobrze, ale tak... nie wiem... Jak taki szkolny kujon właśnie... za grzecznie. Dodam też, że całkiem nieźle się czytało, narracja ok, dialogi w porządku.

Niemniej autor utarł mi nosa i udało mu się mnie wkurzyć... Bowiem  najbardziej niedopracowany w tym wszystkim był... tytuł. Ciszewski ma na swoim koncie jeszcze m.in.  książki pt. "Upał" i "Mróz" i zanim sięgnęłam po tę, pomyślałam to, że to bardzo proste i dobre tytuły... O ile nawiązują od panujących w książce warunków atmosferycznych. I jak się domyślam w "Upale" jest upalnie, a w "Mrozie" mroźno, a w Wietrze jest... znowu mroźno. W ogóle nie czułam tego wiatru między stronami. Coś tam było na początku, że to niby w sumie przez wiatr i niby wiało tym wagonikiem, ale jeśli miałby na moją wyobraźnię podziałać opisy, to wg dominował tam chłód - i to sam z siebie, a nie spowodowany wiatrem. Szkoda tytułu moim zdaniem, trzeba było go zostawić na książkę, której akcja naprawdę rozgrywałaby się podczas jakiegoś tornada czy innego huraganu...


Ocena tradycyjna: 6/10
Moja ocena: półka


Za możliwość przeczytania książki dziękuję...
Czytalskiemu :) Dzięki za pożyczenie!

4 komentarze:

  1. Nie czytałem książek Ciszewskiego, ale po przeczytaniu Twojej recenzji sięgnę po jego książki w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moja recenzja zachęciła Cię do lektury. Jak wspomniałam to moja pierwsza tego autora, ale nie wykluczam, że sięgnę po kolejne :)

      Usuń
  2. A ja się postaram dostarczyć tej lektury :) W końcu zamówiłem "Mróz" :)

    OdpowiedzUsuń