piątek, 6 czerwca 2014

Czary (nie czarny!) kryminał - "Trzeci Znak", Y. Sigurdardóttir


Czary i kryminał, a do tego skandynawski – czy ja mogę chcieć czegoś więcej? Jak tylko przeczytałam opis książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I tak się przypadkiem zdarzyło, że pierwszą część serii, której bohaterką jest prawniczka Thora przeczytałam jako drugą, a jej tytuł to „Trzeci znak”. Taka wyliczanka :)
Przeczytaj też: Gadżety mola książkowego: przypominajka

Tytuł: Trzeci Znak

Tytuł: "Trzeci Znak"
Autor: Yrsa Sigurgardóttir 
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 380

Moja ostatnia recenzja dotyczyła książki „W proch się obrócisz” Yrsy Sigurdardóttir. Styl autorki mi się spodobał, więc kiedy ujrzałam w bibliotece na półce kolejną jej książkę nie wahałam się. A jak już zobaczyłam tematykę, to nie było opcji, bym jej nie przeczytała. Czy dostałam, czego chciałam?







Opis z okładki:



„Policja znajduje zmasakrowane zwłoki Niemca studiującego w Reykjaviku historię Islandii. Aresztuje domniemanego sprawcę zbrodni, dealera, który wcześniej sprzedał studentowi narkotyki. Chłopak nie przyznaje się do winy. Majętni rodzice ofiary, niezadowoleni z wyników dochodzenia prowadzonego przez policję, sami zlecają śledztwo młodej prawniczce Thorze. Ujawnia ono, że zamordowany zdążył zebrać wiele informacji na temat starych dokumentów o sekretnych obrzędach i rytuałach odprawianych na wyspie. Był członkiem tajemniczej grupy Islandczyków zafascynowanych wydarzeniami z przeszłości: torturami i egzekucjami. Kto pragnął śmierci Niemca? Czy to morderstwo ma coś wspólnego z tragicznymi wydarzeniami, jakie miały miejsce dawno temu w kraju, w którym na stosach ginęli mężczyźni, a nie kobiety, jak w całej Europie? Czy to możliwe, że w Reykjaviku jeszcze uprawia się czary?”


Na początek szybko odpowiem na stawiane wyżej pytanie. Tak, dostałam, co chciałam, choć motyw o czarach zdominowany był przez historię, kroniki i stare listy, ale nie zabrakło i opisów obrzędów. Fabuła natomiast ciekawa,  ciekawsza nawet niż…  No właśnie, przepraszam za porównania do  „W  proch się obrócisz”  , ale nie mogę się powstrzymać. 

Jak więc mówiłam fabuła ciekawa, chce się kartki przerzucać dalej. I naprawdę ciężko  mi było wykryć sprawcę – zagadka kryminalna była więc moim zdaniem lepiej skonstruowana niż w poprzedniej części. Ale tam z kolei wyraźnie było widać poprawiony warsztat literacki autorki. „Trzeci znak” to debiut, więc autorka pewnie jeszcze się nie wyrobiła, bo znalazło się też kilka hmm…,  jakby to powiedzieć, tandetnych wątków, ale w pierwszej książce można to wybaczyć.  Zauważalny jest progres więc to bardzo dobrze o autorce świadczy, żałuję tylko, że ja nie mogłam tego doświadczać w odpowiedniej kolejności.


Ale wątek kryminalny to oczywiście nie wszystko. Nie zabrakło tu ambitniejszych motywów. Ten najbardziej rzucający się w oczy to miłość rodzicielska, a raczej jej brak. Czy rodzice mogą zwyczajnie nie kochać swojego dziecka? Albo nie, czy mogą przestać je kochać? Co musi się stać, by synek mamusi stał się czarną owcą w rodzinie? Stosunki w rodzinie Haralda z jednej strony są wątkiem pobocznym, ale z drugiej...


Co ciekawe sytuację rodzinną obserwujemy również u głównej bohaterki Thory, której syn też przysporzył pewnych kłopotów, ale on mógł liczyć na  wsparcie matki. Co poza tym? Był i wątek miłosny (Thora jest rozwódką), który z jednej strony był pełen poczucia humoru, które mi się podobało, a z drugiej to właśnie tu miały miejsce te tandetne momenty (o tym w SPOILerowej).


Styl poprawny, szybko się czyta, choć jak wspomniałam w trzeciej części serii warsztat się jeszcze poprawił. Nie jest to arcydzieło, powiedziałabym, że książka jest przeciętna, ale z racji, że zawiera w sobie trzy cechy, od których zaczęłam ową recenzję oceniam ją nieco ponad przeciętną. A do serii z Thorą wrócę. Mam za sobą pierwszą i trzecią część, czas na drugą :)


Ocena tradycyjna 6/10



W przypadku „W proch się obrócisz" nie napisałam recenzji SPOILerowej, dlatego teraz zrobię SPOILerową łączoną o obie.


Ta książka bierze udział w wyzwaniu przeczytam ile mam wzrostu – 2, 6 cm

Przeczytałeś recenzję? Zostaw po sobie ślad. Będzie mi bardzo miło :)

4 komentarze:

  1. Bardzo lubię skandynawskie kryminały. Chętnie sięgnę i po ten jeśli nadarzy się okazja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. miło, że napisałaś. Ja skandynawskie uwielbiam. Marzę o podroży w tamte strony i zastanawiam się jak piękne muszą być te kraje skoro pisząc kryminały, pisząc o trupach, morderstwach itp. autorzy potrafią przebić nastrój piękna, spokoju, ukojenia. Cenię warsztat skandynawskich autorów, naprawdę się wyróżnia, ale te kryminały kocham głównie za stworzony w nich klimat :) A Yrsę polecam!

      Usuń
  2. Fabuła brzmi ciekawie, o autorce wcześniej nie słyszałam, ale myślę, że trzeba by się zaznajomić z jej twórczością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też odkryłam ją całkiem niedawno, ale polecam :)

    OdpowiedzUsuń