wtorek, 22 lipca 2014

(Ich) Troje, Sarah Lotz - recenzja

Hmm... chyba jakiś nowy cykl utworzę pn. inspiracje :) Do przeczytania tej książki skłoniły mnie recenzje przeczytane na Recenzencki i Z książką w dłoni. Miałyście racje Kasie :) (obie Katarzyny) to bardzo dobra książka.


Ciężko mi było wziąć się za tę recenzję, bo nie chciałam kopiować dziewczyn - one powiedziały już, co myślę. Spróbuję jednak dodać swoje trzy grosze :) Najpierw fabuła, oczywiście.

Tego samego dnia, na czterech kontynentach dochodzi do czterech katastrof lotniczych. Giną tysiące ludzi, ale ocalało troje, a właściwe Troje - dzieci. Wyszły z tego praktycznie bez szwanku. Takie wydarzenie nie może pozostać bez echa. A ile ludzi, tyle teorii. Najgłośniejsze są trzy: zamach terrorystyczny, znak od Boga o zbliżającym się końcu świata i atak obcych. W przypadku tych dwóch ostatnich troje dzieci ma być a) Jeźdźcami Apokalipsy b) kosmitami. Które waszym zdaniem jest najbardziej prawdopodobne?

Jaka szkoda, że dowiedziałam się ze wspomnianych recenzji, że ta książka to fikcja. Sprawia wrażenie dobrego kawałka literatury faktu. Książka składa się ze zlepku zeznań, wywiadów, rozmów z osobami powiązanymi w ten czy inny sposób z którąś z katastrof, np. rodziną i znajomymi ofiar; śledczymi i dziennikarzami pracującymi przy sprawie i "ekspertami" od końca świata czy kosmitów. 
I choć forma trochę przypomina mi "Carrie" Stepehna Kinga (wiadomo - wszystko, co najlepsze wymyślił już ktoś inny) to myślę, że i tak można mówić tu o powiewie świeżości, przynajmniej w kontekście tego, co teraz pojawia się na księgarnianych półkach.

Ta książka tak naprawdę jest o ludzkiej psychice, o radzeniu sobie ze stratą bliskich i o tym, że ktokolwiek by za tym nie stał - my, zwykli ludzie i tak jesteśmy pionkami w czyjeś grze. Kiedy czytałam "Troje" po głowie chodziły mi dwa sformułowania: "samospełniające się proroctwo" i "Jak trwoga to do Boga". Przedstawiciele różnych związków wyznaniowych - czego można było się spodziewać - wykorzystali tragedię do głoszeniach swoich prawd. Dziwne było to, że nagle tylu ludzi się nawróciło. Co było tego przyczyną? Czy stojący za tym kaznodzieje byli tak dobrymi manipulatorami czy może ludzie nagle naprawdę uwierzyli i wystraszyli się, że lada dzień staną przed obliczem Boga? To bardzo ciekawe zjawisko społeczne. 
Drugim, jeszcze ciekawszym zdają się być sytuacje, które miały miejsce w tzw. międzyczasie. Głoszono kolejne klęski i niepokojące zachowania ludzi. Dziwnym trafem wiele z tych przepowiedni zaczęło się spełniać - część z nich na siłę podciągano do teorii, ale były i takie będące ich wynikiem. Samospełniające się proroctwo..
Świetna książka.
Ale, ale... Minusy też się znajdą. Jak dla mnie końcówka była nieco przedobrzona, sfiksowana, za bardzo kosmiczna. Ale to mniejszy minus i nie przeszkadzało mi tak bardzo jak styl autorki. Że zły? W żadnym razie - bardzo dobry. Czytało się świetnie. Ale taki sam w relacjach samej autorki, siedemdziesięcioletniej kobiety opiekującej się schorowanym mężem, nieco próżnego, ale i wrażliwego artysty geja, prostytutki czy dewotki. Oczywiście każda z osób mówiła z własnej perspektywy wplatając w swojej wypowiedzi tematy odpowiednio: choroba męża, role filmowe, życie seksualne czy kościół. Ale mówili o tym w ten sam sposób, żadnego charakterystycznego wypowiadania się, powiedzonka, wtrącenia. Za to punkt mniej.
 Mam jeszcze pewne wątpliwości co do chronologii, ale nie chcę tu motać, toteż o tym będzie w SPOILerowej, która ukaże się niebawem.
Ukłon należy się też w stronę wydawnictwa - świetna oprawa i PR, z tego co słyszałam od recenzentów współpracujących z wydawcą. Brawo.


Ocena tradycyjna 9/10

8 komentarzy:

  1. Poczułem się zachęcony do lektury, ale w bibliotece tego nie mają :( Trzeba będzie jakiegoś ebooka znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, co prawda ten egzemplarz nie mój, ale wiesz.. Znam kogoś, kto zna kogoś... Może coś się uda :)
      Pozdrawiam, Szufladopółka

      Usuń
    2. To polecam się pamięci i chętnie udostępnię coś z mojej biblioteczki :)

      Usuń
  2. Jestem już świeżo po lekturze. Niebawem i moja recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie zachęciła co czytania recka jednej z bloggerek. Nie żałowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie książka warta przeczytania.
      Pozdrawiam,
      Szufaldopółka

      Usuń
  4. A ja się ciągle waham...

    OdpowiedzUsuń