niedziela, 3 sierpnia 2014

Moje wielkie literacko-słowiańskie wakacje cz.3

To trzeci w cyklu, a drugi z wizyty w Biskupinie i Wielkopolsce wpis. W poniedziałek do pracy i do tego czasu na żadne wyjazdy się już nie zanosi, ale lato trwa, więc może coś jeszcze się uda.
Póki co:
Pierwsza część tutaj, druga tu, a trzecia poniżej:

W niedzielę (27.07) pozwoliliśmy sobie pospać do 7.30. Wtedy to zwlokłam się z łóżka, by zrobić nam kawkę parzoną po turecku. Tylko taka nas obudzi :) Trzeba było wypić i pakować manatki, przed nami kolejny dzień wrażeń.


8. Promem na Ostrów

To tu zaczęliśmy istnieć jako państwo. Choć chrzest niejako zakończył czasy Świętowida Peruna i Welesa, które tak mnie fascynują nie znaczy to, że nie chciałam odwiedzić tego miejsca. Czułam obecność Mieszka, mówię wam :)

Byliśmy ograniczeni czasem, więc pojechaliśmy tak, by wejść zaraz po otwarciu o 10.00. No i nam się udało, akurat jakaś wycieczka, więc nie to, że znalazł się ktoś, kto mógł zrobić nam rodzinne zdjęcia i... przewodnik , więc udało się podsłuchać to i owo :)

Zwiedzanie rozpoczyna się przeprawą promową. Musieliśmy wejść tu:


Odpływamy...

 

 Na wyspie witają nas trzy ogromne postaci:



Poproilismy kogoś o zrobienie fotki, uciął nam nogi :)



A tu palatium Mieszka I i garść informacji, co to takiego:




Książę Mieszko I i Księżniczka Dobrawa


Był też domek na kurzej łapce dla naszej małej czarownicy ;)



8.5 Bilet kupiliśmy w pakiecie, to znaczy zaliczyliśmy też skansen etnograficzny. Co prawda nie było tam słowiańskich chat. Ale te z XVIII I XIX wieku też były całkiem interesujące.



Panienka z... ławeczki :)

9. Szlak Piastowski w pigułce

Najchętniej odwiedziłam cały Szlak Piastowski, ale w spokoju, bez spoglądania na zegarek. Tym razem nie było mi to dane, kiedyś jeszcze spróbuję. Ale kto powiedział, że nie da się zobaczyć wszystkich tych miejsc w półgodziny. Nieco mniejszych co prawda, ale jednak. W tym celu trzeba odwiedzić Park Miniatur Szlaku Piastowskiego w Pobiedziskach. Dzięki temu odwiedziłam np. Bibliotekę Rakowieckich i kilka innych miejsc, które były mi bardzo nie po drodze. :)



I wróciłam do Biskupina :)

1649 A Palatium z Ostrowa Lednickiego  w całości wygląda tak
10. Poznań bez koziołków na deser

To była a właściwie taki dodatek -  czasu było już niewiele, byliśmy zmęczeni głodni, a trzydzieści kilka stopi te nie poprawiało samopoczucia. Więc nic spinaliśmy się na zwiedzanie kolejnych muzeów, choć zaszłabym chociaż do  Musiała wystarczyć nam starówka - i to bez koziołków, bo tylko w południe się trykają, ale i tak było miło. Wracaliśmy równiutkie pięć godzin (łącznie z postojami). Spod poznańskiego rynku wyjechaliśmy o 16.40, a pod domem byliśmy 21.40. A rano mąż do pracy. I powiedzcie, że nie jest kochany. To on, mój rycerz :)


Czekam na opisy waszych wakacyjnych wojaży. Piszcie, gdzie byliście i co zwiedzaliście i bez skrępowania wrzucajcie linki w komentarzach :)

2 komentarze:

  1. Cudowna wyprawa:)) Czytając o Pobiedziskach, zaraz przypomniała mi się seria Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, której akcja, w kilku książkach właśnie tam się rozgrywa. Marzy mi się odwiedzić Wielkopolskę, a jakoś ciągle nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastycznie jest być w miejscach związanych z książkami. W zeszłym roku zwiedzaliśmy Szlak Mazurskich Legend - z książką o tym samym tytule w dłonie. Było świetnie. Ja też nawet nie podejrzewałam, że w końcu uda mi się zwiedzić te tereny. Ale to był spontan. Mąż nie miała urlopu -ja tak i siedziałam z córcią nudząc się - więc spontan: jedziemy na weekend i koniec. I pojechaliśmy. I nie od dziś wiadomo, że spontany są najlepsze :) Marzy mi się jeszcze podróż szlakiem skandynawskich kryminałów, ale to już więcej czasu potrzeba i kasiory :) Tak więc Joasiu, gdzie jedziesz w ten weekend? :) /Pozdrawiam, Szuflapodółka

    OdpowiedzUsuń