środa, 22 czerwca 2016

Zakładam buty!

Pamiętacie mój post "O tym, jak szewc bez butów chodził"? Nareszcie znowu mogę je założyć. Znowu mogę zacząć czytać i pisać o czytaniu, bo pracę dyplomową pt. "Promocja czytelnictwa w mediach społecznościowych" obroniłam wczoraj (21.06.) na piątkę. I tak oto zostałam magistrem socjologii. Po dziewięciu latach od zdobycia licencjatu z dziennikarstwa i komunikacji społecznej.

I tak, nie boję się powiedzieć, że jestem z siebie dumna. A może jednak - usatysfakcjonowana świadomością, że było warto. Wiem, że na tym tylko skorzystam. Jestem starej daty i wierzę, że studia to coś więcej niż papierek. Nie boję się też powiedzieć, że nie było łatwo.

Studenckie czasy - najpierw mamy na etacie (pierwszy rok), a potem na macierzyńskim, ale za to z dwójką dzieci (drugi rok) to dopiero hardcore. Nieprzespane noce nie są tu  synonimem imprez. A sobota spędzana tradycyjnie na sprzątaniu i zakupach przeniosła się do biblioteki (Choć to akurat było przyjemne. Przy okazji - dzięki Cyprian Norwid, fajny z Ciebie chłopak ;)) 
Na szczęście miałam IPS (indywidualny program studiów) - genialny wynalazek. Ale chociaż miałam usprawiedliwione nieobecności, to robota sama się nie zrobiła. Zaliczać egzaminy, pisać prace zaliczeniowe i magisterską trzeba było.
Oczywiście sama tego chciałam, bo niepełne wykształcenie wyższe bardzo mi ciążyło. Nie chcę więc, żeby zabrzmiało to jak ból d. - to nie w moim stylu ;)

Ale to ogromny ciężar powiedzieć pięcioletniej córce, "Kochanie, nie teraz. Nie mogę, się z Tobą pobawić, bo uczę się/piszę pracę/przeprowadzam wywiad pogłębiony (!). Powiedzieć, to córce, która właśnie została starszą siostrą i jak nigdy potrzebuje uwagi. 
To taka hipokryzja, by zwracając w swojej magisterce uwagę na to, jak istotna jest socjalizacja czytelnicza, mówić swojemu dziecku: "A może dzisiaj na dobranoc obejrzymy bajeczkę, bo mama nie ma siły na czytanie..."
Pewnie dlatego, kiedy wczoraj usłyszałam od mojej pani promotor, że stanęłam na wysokości zadania, niemal się rozpłakałam. (To było bardzo miłe, dziękuję pani profesor :)).


Ale spokojnie, tytuł magazyniera nie uderzył mi do głowy. Wciąż jestem pewna siebie, ale pokorna ;) I wiem, że nie pisałabym dzisiaj tego posta, gdyby nie grupa wspaniałych ludzi, na których mogłam liczyć.  I tak, jak zapowiadałam na FB, teraz będą podziękowania rodem z gali rozdania Oskarów ;)

Przede wszystkim, mam najlepszego męża na świecie. Już mu to mówiłam, ale za wsparcie organizacyjne i psychiczne jakie mi dawał, należą mu się publiczne podziękowania. Dziękuję Kochanie :*.

W imieniu moich córeczek: cioci Ewie, babci Krysi z Młynar oraz dziadkom z Bartoszyc dziękuję za sprawowanie opieki nad nimi, kiedy ja już nie ogarniałam. 
Ponadto mama i siostra przekazały mi we krwi łączenie obowiązków domowych i/lub służbowych z nauką, więc po prostu musiałam kontynuować ich dzieło ;)

Ani za wspólną naukę przez telefon :) i Agacie za notatki też należą się podziękowania! 

Sylwii N. i Olci P. - cudownym przyjaciółkom, które tak daleko, bo w Olsztynie i Toruniu, słuchały cierpliwie, kiedy po raz enty dzwoniłam, żeby im powiedzieć, że rzucam to w cholerę.

Alternatywni - dziękuję za zrozumienie, że było mnie trochę mniej w naszych działaniach. Szczególnie podczas Wielorzecza.Teraz nadrobię, wiecie to.

Kierowniczce w pracy (bez wazeliny, naprawdę jest super :) ) za wyrozumiałość i elastyczny grafik.

I Wam kochani Czytelnicy za to, że to czytacie. Za to, że zostaliście.

A na deser czas, by podziękować moim Badanym. Cudownym molom książkowym, którzy poprzez swoją pasję promują czytanie, dzięki którym miałam o czym pisać.

Oto Oni:

Blogerzy:

Wiktoria  - Przeczytaj mnie
Krzysztof - Czytalski

Prowadzący akcje w social media:


Autorzy, którzy oprócz tego, że piszą, promują czytanie w SM:


Bardzo, bardzo Wam dziękuję! Analizowanie Waszych wypowiedzi w oparciu o teorie socjologiczne to był dla mnie zaszczyt <3

To tyle na dziś.









16 komentarzy:

  1. Gratulacje :) To teraz czekam na kolejną część "Potomków..." :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten mi nie da spokoju... ;) Dziękuję.

      Usuń
  2. Gratuluję Pani Magister!!! Jestem z Ciebie dumna :) Cieszę się, że mogłam Ci pomóc, to dla mnie wielki zaszczyt :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkie, ogromne gratulacje! :) Wiem, jak ciężko jest czasem same studia ogarniać, więc podziwiam umiejętność połączenia tego z posiadaniem rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje za wytrwałość. Mi bez obowiązków domowych ciężko było obronić pracę jak również ją napisać, więc tym bardziej szacunek za napisania pracy przy dzieciach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje!! :D To co teraz dalsza edukacje czy zaczynasz szukać pracy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, pracę to ja mam. Ale jestem na macierzyńskim do października, więc teraz czuję się trochę jakbym miała wakacje - pierwszy raz od czasów przełomu liceum i studiów - akurat czerwiec - wrzesień. Oczywiście jest to wolne od studiów i pracy, bo macierzyństwo dalekie jest od wakacji ;) Będą to więc cudne rodzinne wakacje.

      Usuń
  6. Dziękuję za podziękowania :-) Raz jeszcze gratuluję. Jak widzisz, czasem tu zaglądam ;-)

    OdpowiedzUsuń