wtorek, 12 lipca 2016

"Śmierć kolekcjonera" Agnieszka Pietrzyk [recenzja + nawiązania do spotkania autorskiego]

Lubię elbląską starówkę. Uważam, że jest piękna. Choć, jak mówi Nosensopedia, w Elblągu Stare Miasto jest nowe, a Nowe Miasto jest stare i nie sposób się z tym nie zgodzić. Niemniej lubię spacerować między tymi nowo-starymi kamieniczkami, wsłuchiwać się w odgłos stawianych kroków przechodząc tunelem Ścieżki Kościelnej, przechadzać się Bulwarem Zygmunta Augusta, wpatrywać się w odbijające się w jej toni światła nocnego miasta. Po prostu lubię Elbląg (podobnie jak Olsztyn, choć dla wielu taka podwójna sympatia się wyklucza) i dlatego musiałam przeczytać tę książkę.

W dzieciństwie mieszkałam na ulicy Barona. Moja przyjaciółka z tamtych lat miała na imię Estera i mieszkała na ul. Rechniewskiego. Jakie było moje zdziwienie, kiedy niemal na początku książki pojawiła się dziewczyna imieniem Ester, która mieszkała na Rechniewskiego. Taki przypadek! Aż mnie ciarki przeszły. A kiedy po kilu przerzuconych kartkach Ester leżała martwa w hotelowym pokoju...

Opis wydawnictwa:

Sąsiedzi w jednym z elbląskich mieszkań odkrywają parę powieszonych staruszków. Kilka godzin później środowiskiem zbieraczy rzadkich obligacji wstrząsa morderstwo jednego z kolekcjonerów. Ginie mężczyzna, który poprzedniego wieczoru wylicytował na hotelowej aukcji wyjątkowo cenny okaz papierów wartościowych.
Czy obie tragedie są ze sobą powiązane? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć komisarz Kamil Soroka, który łączy siły z prokurator Mileną Łempicką-Krol. Bagaż własnych doświadczeń i obsesji zaprowadzi ten duet w wiele ślepych uliczek. Czas działa na ich niekorzyść, a lista podejrzanych się wydłuża.

Śmierć kolekcjonera to mroczna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji powieść kryminalna, która wciąga czytelnika nie tylko wartką akcją, ale też specyficzną atmosferą rzadkiego hobby, podsycanego przez teorie spiskowe.


Tak wiem, przeczytałam ją już dawno, a jeszcze dawniej odbyło się spotkanie z autorką w Bibliotece Elbląskiej, do którego mam zamiar nawiązywać, ale powiedzmy, że to w ramach nadrabiania zaległości z okresu zanim "założyłam buty" (wyjaśnienie - KLIK). Jeszcze kilka takich recenzji może się zdarzyć.

"Śmierć kolekcjonera" to kryminał z rzędu tych, kiedy po nitce do kłębka śledczy dochodzą do rozwiązania zagadki. Oczywiście, Agnieszka Pietrzyk nie byłaby sobą, gdyby tej nitki porządnie nie poplątała. Gra z czytelnikiem to jej znak rozpoznawczy. Czytelnik raczej nie otrzyma napięcia i czytania na wdechu, za to porządny trening dedukcji i logicznego myślenia. Książka sprawia wrażenie obszernego raportu policyjnego opisującego jak pracujący przy sprawie policjant i pani prokurator dochodzili do finału.



W niektórych recenzjach spotkałam się z zarzutami, że pewne wątki nie zostały wyjaśnione bądź, że nie rozbudowano tych obyczajowych. Trzeba przyznać, że można odnieść takie wrażenie. Niemniej, jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że byłam na spotkaniu autorskim, podczas którego autorka powiedziała, że w wyniku prac redaktorskich z bólem serca musiała rezygnować z pewnych fragmentów. Co tam było w wersji roboczej wie więc tylko ona i wydawca ;)




To, o czym koniecznie trzeba wspomnieć to temat książki. Środowisko kolekcjonerów starych papierów wartościowych to albo całkiem nowatorski pomysł, albo przynajmniej niszowy. Ja się z tym spotkałam po raz pierwszy.
I tu nie ma o czym mówić - Agnieszka odrobiła pracę domową. Opisy zwyczajów kolekcjonerów, niepisanych zasad, sposobów licytowania są naprawdę bardzo ciekawe i wnikliwe. Naprawdę czytelnik może mieć poczucie, że dowiedział się czegoś nowego. W tym celu autorka przemierzała odmęty internetu, czytała fora i strony tematyczne. Moim zdaniem oddała klimat.

Wrażenie robią także opisy poszczególnych starych akcji. Drobiazgowe, z konkretnymi motywami czy kolorami to przykład niewiarygodnej dbałości o szczegóły. Biorąc pod uwagę, że autorka jest niewidoma, to już naprawdę chapeau bas.

Mi się książkę czytało dobrze i także zapraszam do lektury, Elbląga i miejsc, w których odbywa się akcja. W "Hotelu Pod Lwem" co prawda jeszcze nie byłam, ale w Mjazzdze, a i owszem. To elbląski klub muzyczny i obecny podczas spotkania autorskiego właściciel powiedział, że nie miał nic przeciwko temu, że jego lokal stał się miejscem akcji. Wszak, jak sam przyznał "dochodzi tam do wielu zgonów" ;)

Zgodnie z tradycją Agnieszki książek nie oceniam i jestem dość powściągliwa w recenzji. Ale polecam!

Zachęcam do przeczytania recenzji (TUTAJ) i relacji ze spotkania (TUTAJ) u Czytalskiego.





4 komentarze:

  1. W końcu :) I dziękuję za polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że na swoją chwilę na blogu czeka jeszcze Kryminalny Olsztyn... "Koszary" przeczytałam w styczniu chyba. PS: Spoko ;)

      Usuń
  2. Z chęcią poznam elbląski klimat tworzony przez autorkę. Książkę mam w planach już od pewnego czasu. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I oto kolejna książka do przeczytania.... Tylko kiedy to ogarnąć, jak tyle książek, a doba taka krótka???

    OdpowiedzUsuń