sobota, 13 sierpnia 2016

To, co czytam: "Motylek"? - Katarzyna Puzyńska


 Czy z każdej poczwarki będzie "Motylek"?

Wstępniak

Katarzyna Puzyńska już dawno była na mojej liście do przeczytania. Przypadek promocji jej książek, czyli akcję #czytamPuzynska opisywałam nawet w swojej pracy magisterskiej. Dlatego kiedy "Motylek" zatrzepotał do mnie skrzydełkami z bibliotecznej półki zaraz się za niego zabrałam. Napisanie recenzji z kolei ciągle było mi jakoś nie po drodze, ale oto jest.

Fabuła

"W mroźny zimowy poranek na skraju mazurskiej wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód. Szybko okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i potem upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Ofiary nie wydają się być ze sobą w żaden sposób związane.
Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę, zanim zginą następne kobiety.
Śledztwo ujawnia tajemnice mrocznej przeszłości zakonnicy, przy okazji odkrywając też mniejsze lub większe przewiny mieszkańców sielskiej – tylko na pozór – miejscowości"

Opis za wydawcą - Prószyński i S-ka

Opinia:

Na samym początku trzeba przyznać, że Katarzyna Puzyńska przyłożyła się do dwóch głównych składowych tej książki - zagadki kryminalnej i obrazu polskiej wsi. Zarówno wątek detektywistyczny, jak i tło obyczajowo - psychologiczne zostały przedstawione na wysokim poziomie.
Autorka powoli odsłaniała kolejne karty, a prowadząc narrację i opisując wydarzenie z perspektywy różnych osób pozwoliła czytelnikowi być o krok do przodu przed bohaterami. I co ważne - nie robiąc przy tym z policjanta idioty, który nie potrafi niczego wydedukować, podczas gdy czytelnik wrzeszczy do niego: "To X jest mordercą, a do potencjalnej ofiary: nie idź tam, bo Cię zabije. Po prostu powiedziała nam (niekoniecznie wprost) to, co ukryła przed bohaterami i zrobiła to raptem kilka akapitów wcześniej.

Tak, jak umiejętnie poprowadziła intrygę kryminalną, tak trafnie opisała życie i mentalność mieszkańców wsi. Pozorna sielanka na zewnątrz, tragedie dziejące się za ścianą, plotki jako główna atrakcja - jakie to prawdziwe. W pewnych momentach można co prawda dopatrywać się stereotypów, które jak wiemy są krzywdzące, mimo to uważam , że Katarzyna Puzyńska nie poszła na łatwiznę i włożyła dużo pracy w tworzenie sylwetek bohaterów. Szczególnie tych drugoplanowych. Główni natomiast poza sprawcą, który prowadził narrację pierwszoosobową, wydali mi się trochę zaniedbani. No właśnie, tu pojawia się jeszcze kwestia określenia, kto jest głównym bohaterem. Początkowo wydaje się, że to Weronika, wszystko kręci się wokół niej, poznajemy jej historię, to jej towarzyszymy w trcie akcji. Jednak kiedy pojawia się zagadka kryminalna na pierwszy plan wysuwa się prowadzący dochodzenie Daniel, a Weronika na przemian pojawia się i znika (rym przypadkowy ;)). 

W każdym razie, ciężko mi powiedzieć o nich coś więcej, są to dość zachowawcze postaci, wiemy oczywiście o nich to i owo, ale bardziej z opisu niż działań. Jak wspomniałam autorka skupiła się na psychice sprawcy i kilku pobocznych bohaterów, co było niezbędne do zbudowania atmosfery w książce, więc ostatecznie oceniam to pozytywnie. Z pewnością sięgnę po kontynuację i wierzę, że tam poznam bliżej zarówno Daniela, jak i Weronikę.

Minusy? Było w tej książce kilka szczegółów, szczególików wręcz, ale skutecznie mnie irytujących. Wszystkie miały związek z miejscem akcji. I nie chodzi nawet o to, że w tak małej wiosce trupy ścielą się gęsto (w końcu po „Motylku” są kolejne części serii), od tego jest przecież fikcja literacka. Jednak choć wiem, że to przecież „tylko” książka, a to książkowe Lipowo jest wymyślone, zachodzę w głowę, skąd w takiej zabitej dechami wsi, z jednym jedynym sklepem, wziął się prężnie działający posterunek policji. I to z pięcioma pracownikami (w tym sekretarką uczestniczącą w odprawie)? Całą książkę mnie to drażniło, a kiedy jeszcze potem doczytałam się, że w owej wiosce jest także kiosk z gazetami (błagam, gdzie by się taki utrzymał?) to poczułam normalnie złość na autorkę. Gdyby tak to jeszcze była gmina chociaż... Może to jakieś moje urojenia, wszak książkowe Lipowo ma swój pierwowzór. Możliwe, że w Polsce są wsie z jednym tylko sklepem, ale za to z osobnym kioskiem z gazetami oraz jednym kościołem i posterunkiem z pięcioma pracownikami (mimo wprowadzanych ciągle oszczędności). Jeśli tak, cofam wszystko i zwracam honor.


Ocena tradycyjna 6/10
Moja ocena: półka

***

Ta książka bierze udział w wyzwaniu #ksiazkawpodrozy organizowanym przez Awiolę z Subiektywnie o książkach i Paulinę z Czytaj na walizkach, w ramach którego w każdy tydzień wakacji czyta się książkę z innego gatunku. Tę przeczytałam w tygodniu z kryminałem, w którym przeczyłam także "Co nas nie zabije" - recenzja klik.

Update:Właśnie zauważyłam, że przez chwilę Daniel był w mojej recenzji Dominikiem. Wybaczcie, już poprawione ;)



2 komentarze:

  1. Książki Puzyńskiej jeszcze przede mną, ale myślę, że jeśli intryga jest dobra, a postaci ciekawe, to przymknę oko na drobne niedociągnięcia. ;)

    OdpowiedzUsuń