środa, 3 sierpnia 2016

"Płaczący chłopiec" Agnieszka Bednarska. Przeczytaj, ale nie wieszaj na ścianie.

Wstępniak:

O tym, że sięgnę po tę książkę dowiedziałam się, gdy tylko przeczytałam recenzję u Awioli z Subiektywnie o książkach. Musiałam jednak trochę na nią poczekać w bibliotece. A kiedy do mnie trafiła idealnie wpisała się w wyzwanie organizowane właśnie przez Awiolę i Paulinę z Czytaj na Walizkach - #książkawpodróży. Wybrałam ją na tydzień z horrorem, bo chociaż określana jest jako literatura obyczajowa, jej tłem jest wątek paranormalny, który naprawdę może przyprawić o dreszcze.

Fabuła (opis za wydawcą):

"Czy to możliwe, by na portrecie dziecka ciążyła straszliwa klątwa? A jeśli nie, to dlaczego wszystkie domy, w których pojawił się obraz, spłonęły?
Portret Dominika owiany jest mroczną tajemnicą, podobnie jak jego losy. Wiele osób szuka odpowiedzi na pytanie, czy pogłoski o klątwie są prawdziwe, czy stanowią jedynie wytwór wyobraźni. Prawdę chcą zgłębić Danielle, realistka od lat samotnie zmagająca się z życiem, i Susan Sparks, angielska arystokratka, która za błąd popełniony w przeszłości płaci wysoką cenę. Wywodzące się z odmiennych środowisk i różniące się niemal wszystkim kobiety łączy miłość do chłopca uwiecznionego na portrecie, a także pewność, że wyjaśnienie tajemnicy leży w historii dziecka sprzed lat"


Opinia:

Autorka umiejętnie, niezwykle interesująco, z dbałością o najmniejszy szczegół osadziła istniejący obraz i krążącą wokół niego legendę w swojej książce. W Wielkiej Brytanii mówi się o dziesiątkach przypadków pożarów miejsc, których ściany ozdabiał Płaczący chłopiec. I chociaż domy często spaliły się doszczętnie, obraz pozostawał nietknięty. Macie dreszcze? Ja też. W każdym razie, książkę czytało się tak, jakby ktoś wreszcie odkrył tajemnicę malowidła i teraz przedstawia nam wyniki swojej pracy. Naprawdę, tak jak ostatnio nie mogłam zdzierżyć kontynuacji dzieła przez innego autora (klik), tak teraz jestem zachwycona inspiracją. Głównie dlatego, że Agnieszka Bednarska zrobiła to z klasą.

Wracając do określenia gatunku - horror czy może jednak dramat obyczajowy? Według mnie idealne połączenie obu. Czy się bałam? Tak, chociaż to chyba nie do końca właściwe określenie. Raczej towarzyszyło mi ciągłe uczucie niepokoju. Przyśpieszony oddech, ukradkowe spoglądanie za plecy i nadwrażliwość na najmniejszy choćby dźwięk dobiegający z pogrążonego we śnie domu, to atrakcje, jakie serwuje nam autorka. Trzeba przyznać, że potrafi trzymać czytelnika w napięciu, ale jednak nie to najbardziej zapadło mi w pamięć. Z kart tej książki przede wszystkim wypływa cierpienie. Zarówno te tłumione w sobie, przykryte maską niezależnej, silnej kobiety, jaką pozornie była Danielle, jak i Dominika. Ten niesamowity płaczący chłopiec którego historię poznajemy stopniowo, wplecioną między akcję dziejącą się współcześnie - zarówno budzi przerażenie, jak i wywołuje ogromne współczucie. Odczuwałam tak silne poczucie niesprawiedliwości, że z jednej strony miałam ochotę wejść do książki i potrząsnąć niektórymi bohaterami, z drugiej byłam zła na autorkę, że nie ma litości dla tego dziecka. Za to wyobraźnię ma niesamowitą.



Całość łagodziły prowadzone przez Danielle próby rozwiązania zagadki - ten wątek niczym w porządnej sensacji rozbudza w nas zmysł detektywistyczny, natomiast tajemnicze, mistyczne tło oraz  historia chłopca z obrazu fundują nam kakofonię emocji. To naprawdę świetna książka, a kolejny plus daję jej za styl, który od razu zwrócił moją uwagę. Autorka obecnie (od 2005 roku) mieszka zagranicą, ale widać, że pielęgnuje język ojczysty. Ma bogate słownictwo i wie, że istnieje coś takiego jak synonim. Ponadto, pogodziła swoje dwa domy - pisząc po polsku osadziła akcję w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka obecnie i gdzie historia obrazu z klątwą budzi duże zainteresowanie. 

Kolejna rzecz, o której muszę powiedzieć, to okładka. I tym razem nie chodzi o to, jaka jest, ale jaka nie jest. A nie jest reprodukcją obrazu "Płaczący chłopiec", choć wydawałoby się to oczywiste. Nie wiem, czy to decyzja autorki czy wydawnictwa, czy powodem były formalności związane z prawami autorskimi. Wiem natomiast, że dobrze, że tak się nie stało. Gdyby płaczący chłopiec spoglądał na mnie z okładki odchodziłabym od zmysłów. Ponoć wpatrywanie się w portret chłopca, budzi u odbiorcy uczucie niezrozumiałego lęku i napięcia. Oczywiście czytając o nim w sieci omiotłam go spojrzeniem, a dzieło wydało mi się nawet wcześniej znane, ale szczególnej ochoty na wpatrywanie się nie miałam. Z tego samego powodu nie zamieszczę tu zdjęcia malowidła. Chcecie, to szukajcie sobie sami, jak jesteście tacy odważni...

Gdybym chciała znaleźć jakieś minusy, musiałabym się zwyczajnie przyczepić. A nie mam zamiaru, dlatego "Płaczącego chłopca" polecam wszem i wobec.


Ocena tradycyjna: 10
Moja ocena: wyższa półka

***

Ta książka wzięła udział w wyzwaniu #książkawpodróży organizowanym przez Awiolę z Subiektywnie o Książkach i Paulinę z Czytaj na walizkach. Więcej informacji u dziewczyn - TUTAJ i TU TEŻ

4 komentarze:

  1. Ja też się cieszę, że nie ma na okładce reprodukcji tego obrazu. To jedna z najlepszych książek, jaką czytałam w ostatnich latach. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo zachęcające, na pewno będę o niej pamiętać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam recenzję Wioli - tytuł jest na mojej liście do przeczytania. Uwielbiam takie klimaty, a ten tytuł przekonuje mnie brakiem kiczowatości, o którą nietrudno w przypadku horrorów :)

    OdpowiedzUsuń