poniedziałek, 7 listopada 2016

To, co czytam: Narodziny Gubernatora. Robert Kirkman, Jay Bonansinga

Wstępniak:

Zombie to najgłupszy z możliwych motywów w literaturze, kinie, popkulturze. Serio, długo tak myślałam. Na posilające się ludźmi potwory reagowałam z taką awersją, z jaką większość ludzi reagowała na wampiry po pojawieniu się "Zmierzchu". Moja siostra ma jednak dar przekonywania (albo ja słabą wolę ;)) i namówiła mnie na oglądanie serialu The Walking Dead. Opowiadała, że oczywiście zobaczę tam żywe trupy zjadające jeszcze bardziej żywych ludzi, ale że to w sumie nie o to chodzi. Że to takie tło tylko. Istotą jest przetrwanie w nowym świecie. Przekonywała mnie, że to serial o funkcjonowaniu ludzi po upadku cywilizacji. Cóż, tak się składa, że postapo, to już jakby bardziej moje klimaty. I nie robi mi różnicy czy ludzkość zdziesiątkował kataklizm, kosmici, epidemia eboli czy Szwędacze... No więc zaczęłam. to było w 2012, a teraz odliczam dni od poniedziałku do poniedziałku (nowe odcinki na Fox o 22.00), cierpiąc katusze w przerwach między sezonami. I chociaż serial opiera się na komiksie - nie czuję tej formy, więc nie sięgnęłam po pierwowzór. Ale na książkę ostrzyłam zęby już dawno. I tak zdobyłam ją w ramach blogowej akcji wymiany książek Przeczytaj&Podaj dalej. Wymieniałam się z Anią z http://nieidealnaanna.com/




Opis/fabuła:

Na początku był przełomowy i świetnie oceniany komiks…

Potem pojawił się rewelacyjny serial…

„Najlepsza nowość w telewizji.”
-- Entertainment Weekly

Aż w końcu przyszedł czas na pierwszą z serii powieści opowiadających historię kultowych postaci z uniwersum The Walking Dead.
Gubernator. Ten rządzący Woodsbury despota znany jest z własnego, chorego poczucia sprawiedliwości: w jej imieniu zmusza więźniów do walki z zombie ku uciesze miejscowych, a tym, którzy wejdą mu w drogę, odcina ręce i nogi. Kiedy tylko pojawił się w komiksowym cyklu Żywe trupy, został okrzyknięty przez magazyn Wizard "Złoczyńcą roku", a jego postać do dziś wzbudza wśród czytelników kontrowersje.

Nadszedł czas, by sięgnąć do korzeni. Dzięki książce, którą trzymasz w ręku, dowiesz się, jak Gubernator stał się tym, kim jest, jak trafił do miejsca, w którym po raz pierwszy ujrzeli go fani serii, i co sprawiło, że wykurzył Ricka i jego towarzyszy z ich bezpiecznej przystani.

Wybierz się w podróż po świecie, gdzie człowiek musi walczyć nie tylko o swoje życie, ale i duszę. Stań na krawędzi przepaści, na której dnie spoczywa ludzkość. Zobacz, jak powstaje legenda. Bądź świadkiem narodzin Gubernatora. 

źródło: opis wydawcy. Wydawnictwo Sine Qua Non 



Opinia:

Po nieco przydługim wstępie i równie obszernym opisie, czas na opinię. Choć o samych wrażeniach zbyt dużo do powiedzenia nie mam. To książka na jeden szybki kęs. Czyta się ekspresowo, prosty język, męski styl. Nie uświadczycie tu kilkustronicowych opisów scenerii ani traktatów filozoficznych o stanie ludzkiej duszy. Co w sumie dziwi, bo zważając na to, co ujęło mnie w serialu, a więc zachowania ludzkie oraz fakt, że sceneria jest raczej niecodzienna, postapokaliptyczne, wyludniałe, opanowane przez zombie Stany Zjednoczone - powinno być tego więcej. 
Trzeba przyznać, że takie wywody nie pasowałyby do fabuły - jest treściwie. Szybko i na temat. Z drugiej strony książka miała nam przecież wyjaśnić dlaczego gubernator stał się taki, jakiego znamy go z serialu. Bezwzględny i bezlitosny. Tego dowiadujemy się z akcji, bo tej z kolei nie brakowało. Autorom udało się stworzyć (czy z mojego punktu widzenia - zachować) nastrój. Był strach o to, co wyskoczy zza rogu, co się wydarzy w kolejnym akapicie. Za akcję i fakt, że bałam się własnego oddechu daję kilka ładnych punktów.
Jednak, jeśli chodzi o Gubernatora, no niby się dowiedzieliśmy, ale...
No właśnie pierwsze "ale" - element zaskoczenia, którzy zaplanowali autorzy wcale nie był taki zaskakujący. I drugie"ale". Tak, Gubernator przeżył sporo - jak większość ocalałych, każdy kogoś stracił, każdy był świadkiem strasznych rzeczy. Nie jestem pewna czy na etapie kiedy poznajemy gubernatora w serialu ekipa Ricka nie była po takich samych przejściach (choć fakt, tak naprawdę dostają w kość w sezonach 3+). Niemniej, doświadczenia Gubernatora nie są dla mnie usprawiedliwieniem jego zachowań. Choć trafia do mnie jedna ewentualność - całkowicie mu odje..., tzn. całkiem zwariował. Ale żeby to wiedzieć nie musiałam czytać książki. Co nie znaczy, że żałuję, że ją przeczytałam. W życiu. I po "Drogę do Woodbury" też zamierzam sięgnąć.

Książkę polecam fanom serialu jako materiał zastępczy, na przykład na przerwę między sezonami, po organizacji maratonu od pierwszego odcinka, jeśli wciąż będziecie na głodzie. Ale uwaga, nie da się tym delektować, to fast food raczej ;) Czyta się szybko, jest obrzydliwie smakowity, ale chyba dość szybko się zapomni. Lub jak kto woli, głód szybko da o sobie znać.

Moja ocena: półka 
Tradycyjna ocena: 6,5/10

5 komentarzy:

  1. A ja powiem przekornie, że lubię temat zombie w literaturze. Ale serialu nie oglądam, nie mam na to zwyczajnie czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem jakiś rok temu. Przyznam, że podchodziłem do tej książki z dużym sceptycyzmem, ale koniec końców było o wiele lepiej, niż się spodziewałem. No i nie traktowałbym tego jako swoisty prolog do serialu, bo pojawiają się pewne wątki, które dublują się z serialowymi, a jednak dzieli je sporawa przestrzeń czasowa.

    Nie zgodzę się co do rysu samych postaci, bo jednak warstwa psychologiczna jest widoczna i bardzo znacząca dla samej fabuły. A czy wydarzenia z książki usprawiedliwiają późniejsze zachowanie Gubernatora i czy jemu rzeczywiście odbiło? Polemizowałbym, bo serialowego uważałem Gubernatora za dobrego przywódcę. A że metody miał, jakie miał... cóż, "nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych środków".

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam okazji jeszcze. Ani jednego ani drugiego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja uwielbiam TWD. Najlepsza moim zdaniem ekranizacja świata zombie (zaraz obok 28 dni później). A Gubernator to rzeczywiście kawał sk...świetnej "złej" postaci i na swój sposób tragicznej bo chyba zbyt dosłownie przystosował się do panujących warunków tracąc przy tym delikatnie swoje człowieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam, jestem wręcz uzależniona. TWD odczarowało mi motyw zombie. Gubernator budził przerażenie, ale jak jesteś na bieżąco to wiesz, że przy Neganie Philip to najwyżej niegrzeczny chłopiec ;)

      /Pozdrawiam,
      Szufladopółka

      Usuń