sobota, 31 grudnia 2016

Gadżety mola książkowego: pieczątka EX LIBRIS

Nie wiem, jak Wy, ale ja musiałam to mieć. Własny Ex libris (ekslibris). Pewnie wiecie, co to jest, ale tytułem wstępu, krótko go opiszę. To imienne, często ozdobne oznakowanie książek, zazwyczaj z wyszukaną grafiką. Swoisty podpis. Zawiera imię i nazwisko bądź inicjały właściciela lub nazwę instytucji np. biblioteki, uniwersytetu itp. mającą w posiadaniu dany egzemplarz.
Dawniej spotykany jako mała karteczka przyczepiona do wewnętrznej okładki, teraz występuje czasem w formie naklejki lub, częściej, pieczątki. Właśnie taką mam ja.

Tradycja podpisywania książek w ten sposób sięga dalekiej przeszłości, w Polsce drugiej połowy XIV wieku. Początkowo miało to służyć jedynie wskazaniu właściciela danego egzemplarza, ale później coraz większą uwagę zwracano na walory estetyczne. Rękopisy były wszak swego rodzaju dziełem sztuki, artystyczne musiało być więc też znakowanie. Pierwsze w historii ozdobne ekslibrysy były najczęściej herbami właścicieli księgozbiorów, starannie zdobione były także księgi liturgiczne.

Jak czytamy w Wikipedii "posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych właściciela". Będę próżna i powiem, że takowe mam ;)
Pięknie wykonany Ekslibris znacznie podnosi walory artystyczne książki, a także sugeruje, że właściciel ma do niej bibliofilski stosunek. Dodatkowo, jeśli wskazuje że właścicielem jest/był ktoś znany zwiększa jej wartość materialną. Może i nie jestem sławna, herbu nie mam, ale logo i owszem, dlatego też jego fragment znalazł się na mojej pieczątce.




Inna sprawa, że takie oznaczenie ma zwyczajnie "pilnować" książki. To taka delikatniejsza wersja komunikatu "wróć do mnie". Rzadko, ale niestety zdarzało mi się, że moja książka zaginęła w akcji albo ktoś zapierał się, że to na pewno nie moja, że nie pożyczał ode mnie i ma taką samą (sic!). Wtedy ratować mogła jedynie plama po kawie lub resztki czekolady, a że staram się dbać o książki, to ciężko było znaleźć taki znak rozpoznawczy. Przez pewien czas najzwyczajniej w świecie podpisywałam książki, ale mam naprawdę paskudny charakter pisma, więc moje woluminy traciły na estetyce. Ekslibris był moim marzeniem, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Ale od czego jest święty Mikołaj. Wystarczy napisać list, tudzież złożyć zamówienie. I tak mój osobisty święty Mikołaj sprezentował mi imienną pieczątkę graficznie nawiązującą do logo mojego bloga. Cudnie! Dziękuję kochany Mężu! Więcej o świątecznych prezentach 2016 w tym poście - KLIK. Tam w komentarzach padało też pytanie o pochodzenie mojego gadżetu. Mąż zamówił go w lokalnej firmie produkującej pieczątki, która miała w ofercie ex librisy, choć  do wykonania jest pewnie w każdym zakładzie tego typu, tym bardziej, że miał własny wstępny projekt, a konktretnie właśnie moje logo. Przesłał plik, a potem wspólnie z firmą dobierali czcionkę, format, wymiary.
Swoją książkową pieczątkę można także zamówić w internecie, wiele ofert jest na allegro. Niektóre firmy mają kilkadziesiąt, a nawet kilkaset gotowych wzorów graficznych. Z książkami, biblioteczkami, kotami, kwiatami i co tylko chcecie. Do wyboru do koloru (tak, tusz też może być w przeróżnych barwach). Mi po cichu marzył się turkusowy, ale do końca nie byłam przekona. Ostatecznie padło na czarny i muszę przyznać, że to dobry wybór. Postawiona w książce pieczątka wygląda jak część grafiki, jakby książka wyszła z drukarni z moim podpisem :)
Jeśli chodzi o podpis, to nazwisko czy inicjały mogą być fragmentem stempla ale czasem można dostać gotowca, pieczątkę z napisem w stylu "Ta książka należy do........." i właśnie puste miejsce na odręczne wpisanie nazwiska. Ale do nie dla mnie. Raz, że wydaje mi się jednak mniej profesjonalne, dwa, jak wspominałam moje pismo raczej szpeci niż zdobi książkę.
Niektóre firmy dbają również o walory estetyczne samego stempla - oferują drewniane, rzeźbione, mogą być na przykład figurką sowy lub czarownicy. Do tego piękne, zdobione pudełka. No cuda. Podsumowując, (w google ;) ) jest w czym wybierać.





Zatem czeka mnie stemplowanie księgozbioru. Przy okazji w końcu oddam książki, które to ja pożyczyłam od innych i jakoś tak czekają na oddanie bądź przeczytanie.... Czasem przetrzymam, przyznaję się (tak dużo książek, tak mało czasu...), ale spokojnie nigdy sobie nie przywłaszczę nieswojej książki, także czekajcie na zwroty ;)


A Wy? Co myślicie o exlibris?  Gadżeciarstwo, snobizm czy must have mola książkowego? A może macie już takie? Pochwalcie się.


15 komentarzy:

  1. Przyznam, że bardzo podoba mi się taka pieczątka. Jednak gdybym miała stemplować teraz swoje kilka tysięcy książek, chyba padła bym ze zmęczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, mój księgozbiór to kropla w morzu w porównaniu do Twojego, ale i tak będę to raczej robiła ratami. Z pewnością będę tak oznaczać książki od teraz, a te z biblioteczki np. przy porządkach lub w wolnej chwili partiami :)

      Usuń
  2. Mam, zaprojektowany według mojego pomysłu i wykonany dla mnie przez Marzenę Ostrowską ( Studio Arctia ) kilka lat temu. Uwielbiam! Pisałam pracę licencjacką o ekslibrisach i wtedy zdecydowałam się na własną pieczęć. Nie wszystkie książki jeszcze oznaczyłam. Nad niektórymi się jeszcze zastanawiam, inne oznaczam praktycznie w chwilę po zakupie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ interesujący temat pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam szczerze, że już od dłuższego czasu rozglądam się za pieczątką szukam czegoś konkretnego, ale ciągle nie mogę się zdecydować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, skoro pieczątka ma zdobić cały nasz księgozbiór to musi być przemyślana decyzja. Ja lubię swoje logo, nie planuję go zmieniać, a nawet jeśli to i tak jest książkowe, więc uznała, że będzie w sam raz. Ale z gotowych wzorów też trudno byłoby mi wybrać... Tak więc powodzenia w poszukiwaniu swojego ekslibrisu :)

      Usuń
  5. To taki przyjemny dodatek do księgozbioru - sama nie posiadam i nie czuję potrzeby. Niektóre ekslibrysy to istne dzieło sztuki, byłam nawet na zajęciach związanych z tym tematem :)

    Aleksandra Wolińska

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam, ale jakoś nigdy mnie to nie kusiło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przyznaje się bez bicia, jestem książkową gadżeciarą ;)

      Usuń
  7. Jaka to wspaniała czynność, przeglądać swój księgozbiór i nadawać mu unikalny znak przynależności. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie w domu zawsze było mnóstwo książek. Pamiętam, że jako dziecko oglądałam je i na początku, ale też co jakiś czas w środku, miały pieczątkę z imieniem i nazwiskiem mojego taty. Właśnie po to, by wróciły do niego. Teraz, kiedy mam już swój dom, również jest mnóstwo książek - moich i męża. Na razie w stosach leżą na podłodze bo jeszcze nie mamy szaf i regałów ale przyjdzie na nie czas. Ja nie mam swojej pieczątki ale zdarzało mi się podpisać książki długopisem, gdy miałam wątpliwości czy wrócą. Niestety czasem to się zdarza. Do dziś nie mogę odżałować pięknego wydania "Krzyżaków"...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie must have! Też mam swój (dostałam na urodziny) i jestem zachwycona :) Choć nie zdołałam jeszcze opieczątkować całego księgozbioru :P

    OdpowiedzUsuń