sobota, 11 listopada 2017

To, co czytam: Dwa oblicza, Agnieszka Bednarska [recenzja przedpremierowa]

"Oto Dwa Oblicza (...) Jeśli chcesz zrozumieć tę nazwę, zapamiętaj, co widzisz, bo z drugiej strony zobaczysz coś zupełnie innego." s. 20.




Błąd. To słowo pełne negatywnych emocji. Przeraża. Kojarzy się z porażką, stratą, zaprzepaszczeniem szansy. Nie lubimy  popełniać błędów, wystrzegamy się ich, choć kiedyś ktoś mądrze powiedział, że człowiek uczy się na błędach. Ale na swoich. Cudze błędy nie mają daru przekonywania.
O książce:

Kiedy pod koniec życia nadchodzi czas podsumowań, nie każdy jest gotów zaakceptować ich wynik. Malwina nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Chciałaby dostać kolejną szansę, ale wie, że dla niej na zmiany  jest już za późno. Świat jednak pełen jest innych kobiet. Potrzebujących, zagubionych, na życiowym zakręcie, których życie wciąż można jeszcze naprawić! A Malwina nie spocznie, póki nie uczyni ich szczęśliwymi, chroniąc przed błędami, jakie sama popełniła.

Jak daleko można się posunąć w budowaniu czyjegoś życia? I co kryje się za potrzebą uszczęśliwienia innych? Czy jeśli nie można zaufać nikomu innemu, powinno się ufać miłej, starszej pani?

Mury zrujnowanego szpitala na wzgórzu skrywają tajemnice ze świata żywych i tych, co już odeszli. Każdy, kto przestąpi jego próg, będzie musiał zapłacić cenę, na jaką najczęściej nie jest gotowy.

                                                                                                             opis za wydawcą, Zaklęty Papier




Taką zagubioną kobietą jest Sonia. Dziewczyna młodo zaszła w ciąże, z chłopakiem, który okazał się przestępcą i trafił do więzienia. Jej świat wywraca się do góry nogami, musi rzucić studia, a matka i ojczym zamierzają oddać jej dziecko do adopcji. A właściwie sprzedać pewnej niemieckiej parze. Dlatego Sonia wychodzi pewnej nocy z domu i wsiada w pierwszy lepszy pociąg w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i córeczki. W poszukiwaniu nadziei, którą znalazła. Na imię jej Malwina.

"W tym wieku - powiedziała, myśląc o Soni - podejmuje się zazwyczaj złe decyzje, a potem dźwiga się ich konsekwencje (...) aby uchronić ją przed tym błędem, sama podjęłam decyzję"
s. 59.

Ale troskliwość starszej pani to pozory. Malwina jest rozgoryczona. Ma żal do życia i do siebie. Nie może sobie wybaczyć  naiwności młodzieńczych lat. Pragnie ratować innych przed powtórzeniem jej błędów. Wierzy, że tylko w ten sposób odzyska spokój. Cudze szczęście ma być jej szczęściem, a ich sukces jej prywatną zemstą na losie, który okazał się dla niej niesprawiedliwy i na tych, którzy ją zranili.  Musi tylko wszystko odpowiednio zorganizować, zaplanować, pokładać.  I robi to z coraz większym zaangażowaniem, determinacją, aż wreszcie obsesją. 

"Bycie dobrą matką to najtrudniejsze ze wszystkich wyzwań, 
trudniejsze nawet od bycia dobrą żoną" s. 23

Możliwe, że niektórych kusi, by przestrzec innych przed błędami, które sami popełnili. I z pewnością kierują nimi dobre intencje. Ale wiecie co wam powiem? Nie da się. Nawet nie dlatego, że ostrzegani nie chcą słuchać "dobrych" rad, ale dlatego, że się nie powinno. Czasem po prostu trzeba pozwolić ludziom na własne błędy i wyciąganie z nich lekcji. Szczególnie tyczy się to rodziców, którzy powinni odpowiedzieć sobie na pytanie czy naprawdę pragną dobra dziecka czy realizują własne, niespełnione marzenia i czy nie kieruje nimi chora ambicja. Silna potrzebna kontroli jest zgubna, głównie dlatego że kiedy ją stracimy pojawi się frustracja.

"Wszystko na świecie dzieje się do czasu" s. 22

Agnieszka Bednarska znowu to zrobiła. Zbudowała ten tajemniczy klimat na pograniczu jawy i snu., niesamowicie wciągając w historię, przekazując jednocześnie mnóstwo wartości. Zwraca uwagę na to jak łatwo można się zagubić. Podobnie, jak podczas lektury genialnego "Płaczącego chłopca", towarzyszył mi ciągły niepokój. Czytelnik czuje, że coś jest nie tak i tylko czeka aż się ujawni, uderzy, aż wydarzy się coś tragicznego. I tak się dzieje, ale niepotrzebne są tu żadne fajerwerki, czy krwawe sceny. Tu najbardziej wstrząsające są ludzkie zachowania i ich doświadczenia. 

Bohaterzy "Dwóch oblicz" to nie tylko Malwina i Sonia, choć te oczywiście były najwyraźniej wyeksponowane. Sonia - uprzejma, niewinna, choć czasami drażniła swą naiwnością i Malwina, która wywoływała skrajne emocje - raz współczucie, raz odrazę. Raz była doświadczoną przez los nieszczęsną staruszką, by zaraz potem zamienić się w wyrachowaną manipulantkę. Ale jest też milcząca Inka, nieco wycofany syn Malwiny, Artur i kilka innych osób wyłaniających się z kolejnych kart książki. I wszyscy mają bardzo złożoną osobowość, każdy z ogromnym bagażem doświadczeń, ze swoimi błędami, ale i z prawem do szczęścia, które skutecznie ich omijało.

Dostrzegłam jeszcze jedno podobieństwo do "Płaczącego chłopca" - przenikanie się gatunków dramatu obyczajowego z grozą. I tak jak w tamtym przypadku autorka zachowała klasę. Stary, opuszczony dom, a właściwie szpital, cmentarz na jego terenie i niestabilna emocjonalnie staruszka. Tak łatwo można było zrobić z tego horror klasy B. Ale tu nie ma miejsca na kicz. Całość dopełniał piękny, niemal poetycki styl, choć bez zbyt wyszukanych form - dzięki czemu książkę czytało się lekko, ale z poczuciem, że mamy przed sobą kawał dobrej literatury.

"Dwa oblicza" to książka o ludziach, o ich marzeniach i umiejętności radzenia sobie z problemami, godzenia się z przeszłością. A to, jak wiemy nie jest łatwe. Jednak konieczne, jeśli nie chcemy umrzeć za życia.

Tytuł: Dwa Oblicza
Autor:Agnieszka Bednarska
Wydawnictwo: Zaklęty Papier
Premiera: 20 listopada2017

Ocena tradycyjna: 10/10
Moja ocena: wyższa półka

Za przedpremierowy egzemplarz i cudną wysyłkę dziękuję Wydawnictwu Zaklęty Papier.



Książkę dla mnie zapakował Szaman ;)








sobota, 4 listopada 2017

To, co czytam: Stulatek,który wyskoczył przez okno i zniknął; Jonas Jonasson





Tuż po lekturze "Stulatka..." trafiłam na Facebooku na popularną książkową zabawę...

http://demotywatory.pl/4749802/Zamaskowani-ludzie-porywaja-cie-dla-okupu-Na-ratunek-wyruszaja

I od razu wiedziałam, że jestem uratowana. No bo taka ekipa mi się trafiła: Stulatek budujący bomby, wieczny student abstynent, jego brat oszust sprzedający pompowane wodą arbuzy, głupi jak but przyrodni brat Einsteina, szef grupy przestępczej, klnąca jak szewc Ślicznotka i jej słoń. Do tego policjant i i kilku przywódców państw. To właśnie zestaw bohaterów, w których w swojej książce upchał...

Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż... 

opis za wydawcą
 

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to typowa komedia omyłek, w której absurd przekracza wszelką granicę. Główny bohater, Allan Karlson od razu skojarzył mi się z Forestem Gumpem. Za każdym razem, nie wiedzieć czemu, trafiał w sam środek wielkich wydarzeń. Rzeczywiście nic dziwnego, że  przyjęcie w domu opieki w towarzystwie znienawidzonej pielęgniarki to za mało, by uczcić sto lat życia. Takiego życia.

Nie powiem, że wybuchałam niepohamowanym śmiechem. Raczej uśmiechałam się pod nosem, ale za to przez całą lekturę. Czterysta szesnaście stron.

Pomysłowość autora zdawała się rosnąć w miarę pisania.  Narracja była prowadzona zamiennie - raz z wydarzeń współczesnych, po wyjściu przez okno, a raz wracała do przeszłości Allana. Bez względu na okres życia, jego decyzje rozwalały system. Nie wiem jaką ideologię/światopogląd mogę mu przypisać. Nihilizm? A może po prostu był socjopatą? Ale przechodzenie z jednej strony na drugą podczas tej czy innej wojny traktował na poziomie tak istotnym, jak zmiana spożywczaka, w którym robi się zakupy. 



Pozostałych bohaterów autor również wykreował ciekawie, wyraźnie podkreślając ich indywidualizm. W stylu najbardziej spodobało mi się, kiedy przedstawiał myśli lub dialogi w narracji, a nie jako wypowiedź. Pełni funkcję puenty poszczególnych wydarzeń, epizodów. 

To świetna książka, kiedy potrzebujesz resetu, chcesz się odmóżdżyć lub nabrać do czegoś dystansu. Czytasz "Stulatka..." i nie dowierzasz.

Ocena tradycyjna: 7/10
Moja ocena: półka

niedziela, 22 października 2017

To, co czytam: Bliźnięta z lodu, S.K. Tremayne

"Śmierć tych, których kochamy jest o wiele gorsza niż nasza własna i... tak, wszelka miłość jest formą samobójstwa, niszczysz samego siebie, poddajesz się, z własnej woli zabijasz coś w sobie, jeśli naprawdę kochasz"





Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia.

opis wydawcy

Trudno było czytać mi tę książkę. Nie z powodu warsztatu pisarza, bo tu akurat nie mam zastrzeżeń. Tremayne świetnie prowadzi narrację, fabuła wciąga od samego początku, bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni, a nastrój... wow, naprawdę wsiąknęłam.
Ciężko mi było przejść przez samą historię. Jako matce. Moja starsza córeczka jest w podobnym wieku do bohaterki, Kirstie (Lydii?). I to, z czym musiało zmierzyć się siedmioletnie dziecko, jest nie do opisania. Jej cierpienie było wręcz namacalne, chciałam wejść do książki i ją przytulić, pocieszyć, a najlepiej stamtąd zabrać. Poczucie niesprawiedliwości i przygniatająca bezsilność to uczucia, które towarzyszyły mi niemal przez całą lekturę.

"Nie tyle moja własna śmierć jest nie do zniesienia, ile śmierć najbliższych. Bo ich kocham. I część mnie umiera razem z nimi. Dlatego można by powiedzieć, że wszelka miłość jest formą samobójstwa."


Momentami naprawdę ciężko stwierdzić czy jest to thriller psychologiczny czy jednak nie wkradły się tu elementy paranormalne. Bo czy możliwe, żeby rodzeństwo, nawet bliźnięta, miały ze sobą tak silną wieź, że porozumiewają się bez słów? Dlaczego  Kirstie twierdzi, że jest Lydią, czy to biedne dziecko traci rozum, czy może jej zmarła siostra jednak powróciła z zaświatów? Rodzice naprawdę się pomylili, a może stracili obie córki i to oni odchodzą od zmysłów. Autor do samego końca każe nam się zastanawiać, co tak naprawdę się stało.

"Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy, a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje."



I właśnie ta niepewność dodaje smaku do i tak mocnej już fabuły. Ze strony psychologicznej to poza kondycją dziewczynki niezwykle istotne są tu relacje rodzinne w ogóle. Na każdym poziomie. Małżeństwo Angusa i Sary zdawało się przetrwać tę ciężką próbę, jaką była śmierć dziecka, ale czy na pewno nie mają do siebie wzajemnego żalu? Czy to jeszcze miłość, czy tylko sztuczne podtrzymywanie rodziny dla dobra ich doświadczonej przez los córki?

Uwagę zwracają też stosunki pomiędzy poszczególnym rodzicem a Kirstie/Lydią. Nie do końca można powiedzieć tu o rywalizacji między matką a ojcem, ale zdecydowanie ich podejście się różni.
Pojawia się często poruszany przy temacie śmierci dziecka motyw "większego prawa" matki do rozpaczy. Ale Angus również cierpi po stracie i także ma świetny kontakt z żyjącą córeczką i chce, żeby po prostu zaczęła normalnie żyć. Sarę przygniata bezsilność, gdy widzi cierpiące dziecko i czasami pomaga jej na siłę.

Naprawdę jesteśmy świadkami rodzinnej tragedii, a kiedy dochodzimy do końca okazuje się, że było jeszcze trudniej niż nam się wydawało. Jak dla mnie to jest genialna książka, ale przestrzegam wszystkie wrażliwe osoby, szczególnie rodziców dzieci w wieku wczesnoszkolnym, to może być dla was wstrząs.


Ocena tradycyjna 9/10
Moja ocena: wyższa półka




piątek, 13 października 2017

Robiliśmy to przy ludziach!

We wszystkich możliwych miejscach publicznych. Na plaży, w pociągu, na przystankach autobusowych, w poczekalni. Oddawaliśmy się temu szaleństwu przez całe lato i.. robiliśmy to na głos!

Czytaliśmy książki! Wszędzie i wszystkim. Dzieciom w przedszkolach, pacjentom w szpitalach, seniorom w domach opieki, petentom w ZUS-ie, pasażerom w pociągu, przechodniom na ulicy. Drużyna  Pogromców Nudy ruszyła do działania i latem rozbrzmiał Głos Książki. Zapraszam na post podsumowujący internetową odsłonę akcji. Internetową, to znaczy taką, gdy Pomocników werbowałam przez internet, a efekty naszych działań publikowaliśmy w sieci. ;)


Pragnę podziękować wszystkim, którzy wstąpili do Drużyny Pogromców Nudy - jako Superbohaterowie-Sojusznicy, Pomocnicy i Promotorzy, a także wszystkim, którzy dołączyli do zabawy w odpowiedzi na rzucane przez nas wyzwanie. Nie było to może jeszcze pospolite ruszenie, ale czytali blogerzy, autorzy, przedstawiciele wydawnictw, instytucji, lokalnych mediów. I ważne było każde publiczne czytanie, każdy wpis  na blogu i post w mediach społecznościowych, który wzbudził zainteresowanie, komentarz, reakcję. Nie jestem w stanie przytoczyć tu wszystkich przykładów naszych woluminowych działań, bo raz, że post zamieniłby się w książkę ;), dwa, na pewno nie wspomniałabym wszystkich, a to byłoby nie fair. Przykłady akcji możecie zobaczyć w postach podsumowujących czerwcowe i lipcowe działania Pogromców Nudy albo wyszukać przez hashtag #głos książki, zajrzeć na grupę na Facebooku. Do tej pory nazywała się Woluminy. Głos książki - Pomocnicy, ale zmienię jej nazwę, by służyła też na inne akcje promujące czytelnictwo. Na moim blogu możecie też znaleźć relację z moich akcji pod etykietą "moje działania".



Najgłośniej chciałabym podziękować Gosi z bloga Antyterrorystka, dzięki niej rozczytał się cały Morąg. Szczęśliwe w Elblągu, w rodzimym mieście akcji, też miałam wsparcie, głownie Magdy z Kuchnia Magdaleny, ale pomogły i lokalne media (Dziennik Elbląski, Info.elblag,
Portel.pl, TRUSO.TV), wspaniała Biblioteka Elbląska, cudowne Stowarzyszenie Alternatywni, a także najlepszy Hotel pod Lwem :). Prężnie działała także Aleksandra z Czytelnicze Recenzje, zawsze  mogłam też liczyć na Agnieszkę z 321 START DIY i Martę z Bloga W sercu książki i Monikę Halmanową. Wspierały mnie też Dagmara Socjopatka i Klaudyna Kreatywa, a Agnieszka, czyli Lew Kanapowy zorganizowała u siebie Klub Czytającego Malucha i tam działała w ramach akcji  Dziękuję również wszystkim członkom facebookowej grupy i blogerom, którzy napisali na swoich blogach informacje o tym, że akcja ma miejsce.

Serdecznie dziękuję wydawnictwom, które przyłączyły się do akcji, wyraziły zgodę na publiczne czytanie książek, a część z nich (Adamada, Zakamarki, Oficynka, Nasza Księgarnia, Dreams i Albatros) przekazała nam książki, żebyśmy mieli, co czytać. Książki przekazałam zainteresowanym Sojusznikom, ale całkiem sporo ich zostało i wierzcie mi nie zmarnują się. Trafią oczywiście do Szpitala Miejskiego w Elblągu.



Podczas Festiwalu Literatury Wielorzecze, organizowanego przez Stowarzyszenie Alternatywni miało miejsce podsumowanie internetowej odsłony akcji, gdzie przedstawiłam trochę faktów, wspomnień z działań Drużyny Pogromcy Nudy i zdjęć, ale.... musiałam to uczcić także głośnym czytaniem. A że humory nam dopisywały pobawiliśmy się we wróżbę, typu otwórz książkę na xx stronie, a xx zdanie będzie oznaczało...  Nie powiem wam w jakie wróżenie się bawiliśmy, ale uśmialiśmy się do łez ;)

Kolaż zrobiony z fotografii Izabeli Matuszewskiej

Zakończenie głośnego czytania przez Drużynę Pogromców Nudy to nie koniec moich działań w ramach głosu książki i Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg, które otrzymałam na rozwój inicjatywy promującej czytelnictwo. Internetowa odsłona zarezerwowana była na miesiące letnie, kiedy aura sprzyjała działaniom na świeżym powietrzu. Ale tu cały czas się dzieje, we wrześniu byłam na szkoleniu z biblioterapii, w listopadzie ruszam na kolejny kurs, a w tak zwanym międzyczasie zadzieje się coś na graficznie (i merytorycznie też) na blogu.

Oczywiście nadal będę zabierała ze sobą książkę wszędzie, by w razie zagrożenia nudą móc ją wyciągnąć i poczytać. Wszystkim. Na głos. I na nową internetową akcję już tez mam pomysł, bo jak to się mówi, natura nie znosi próżni ;)

Wiem, nie będę oryginalna przytaczając słowa Wisławy Szymborskiej, że "Czytanie to najpiękniejsza zabawa jaką sobie ludzkość wymyśliła", ale kiedy to prawda. Czytanie to świetna rozrywka i oczywiście nie musi kręcić każdego, ale jeśli są ludzie, którzy jeszcze nie odkryli frajdy płynącej z czytania, to chcę im ją pokazać.
Jeśli gdzieś są osoby, które dziś nie czytają tylko dlatego, że ktoś kiedyś  zmusił ich do przeczytania książki, która ich nie zainteresowała, której nie zrozumieli, chcę im udowodnić, że czytanie może być fascynujące. Jeśli są osoby, które czytać i chciałby, i boją się, jeśli są na granicy sięgnięcia po książkę, to ja chcę z nimi ją przekroczyć. A te wszystkie zalety, jak pobudzanie wyobraźni, wzbogacenie słownictwa czy rozwój krytycznego myślenia to tylko skutki uboczne ;)






I jeszcze raz dziękuję wszystkim zaangażowanym. Jesteście cudowni!

Internetowe działania Drużyny Pogromców Nudy są częścią akcji "Woluminy. Głos Książki"

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg


wtorek, 19 września 2017

Literackie Wielorzecze

Przedstawiałam Wam już kilka dni temu program Festiwalu Literatury Wielorzecze, dziś będzie trochę bardziej opisowo. No i plakat... Prawda, że piękny? Przypominałam, że Szufladopółka objęła wydarzenie patronatem. Tekst moich Alternatywnych koleżanek ;) I koniecznie przyjeżdżajcie do Elbląga!




Weekend 22-24 września to kulturalna eksplozja w Elblągu. Wszystkich elblążan i nieelblążan Stowarzyszenie "Alternatywni" zaprasza na literackie święto, w czasie którego słowo będzie grało pierwsze skrzypce. Oprócz spotkań autorskich, paneli i prezentacji nie zabraknie miejsca na sztuki plastyczne, muzykę i teatr. Wszystko to podane ciekawie i różnorodnie - tak, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Osobnym rozdziałem są warsztaty, w tym roku będzie ich aż sześć. Co ważne, są odpowiedzią na potrzeby i mieszkańców, i naszych gości. Jeśli nie uda się komuś zapisać na warsztaty w specjalnym formularzu pod adresem lub w aplikacji Festiwal Literatury Wielorzecze, którą można pobrać pod adresem, to i tak może na zajęcia przyjść. Postaramy się dla każdego znaleźć miejsce.
     Wszystkich piszących - także do szuflady zapraszamy do wzięcia udziału w Turnieju Jednego Wiersza, 22 września w Mjazzdze od godz. 20. Podstawową zasadą jest to, że trzeba samodzielnie zaprezentować swój wiersz i zostawić jeden egzemplarz dla jury. Zgłosić się można przed samym Turniejem. To wyjątkowa okazja i fantastyczna zabawa.
    
     Alternatywni zapraszają wszystkich na niesamowitą przygodę, na wydarzenie, które powoli staje się wrześniową tradycją Elbląga, imprezą rozpoznawalną w całej Polsce. Zobacz, co przygotowaliśmy:
    
     Dzień pierwszy - 22 września

     Rozpoczynamy o godz. 16 na Dużej Scenie Teatru im. Aleksandra Sewruka - koncertem w wykonaniu fantastycznej pianistki Marty Ossowskiej-Utrysko. O godz. 17 spotkanie z Tomaszem Jastrunem poprowadzi Bogumiła Salmonowicz. Ten wyjątkowy poeta, pisarz i komentator wydarzeń społecznych to także rewelacyjny mówca. Od godz. 19 jesteśmy w Mjazzdze. Na początku zaprezentuje się grupa literacka związana (czasem luźno a czasem bardzo mocno) z Warszawą. To zespół przyjaciół, którzy prezentują różne stylistyki i odmienne kierunki, a ich nazwiska są rozpoznawalne na ogólnopolskiej scenie literackiej. O godz. 20 oddajemy mikrofon poetom. Na scenie Turniej Jednego Wiersza, czyli prezentacje, emocje i wrażenia. Oraz doskonała zabawa. W tym roku spotkanie poprowadzą Kamila Łyłka i Arco van Ieperen, czyli nie będzie nudno. Od godz. 21 zaczynamy część koncertową. Najpierw z południa Polski młoda, zadziorna nieszablonowa Justyna Sieniuć, po niej nieco bardziej liryczni prosto z Gdańska: Mirella Hinc i Janusz Pierzak. Po koncertach jury ogłosi laureatów Turnieju, a nagród jest naprawdę dużo.
    
     Dzień drugi - 23 września

     Od godz, 10 zapraszamy na pierwsze warsztaty: literackie – z Agnieszką Kosińską (Młodzieżowy Dom Kultury – Wyspa Spichrzów)oraz pisania recenzji krytycznych z Martą Osowską-Utrysko (Biblioteka Elbląska) . Imponująca oferta warsztatowa jest mocnym punktem V Festiwalu Literatury Wielorzecze, wyróżnia Elbląg na literackiej mapie Polski. Po warsztatach okazja do błądzenia palcem po mapie świata – o godz. 15 również w Bibliotece Elbląskiej spotkanie z podróżnikiem, reporterem i autorem książek podróżniczych - Romanem Warszewskim poprowadzi Arco van Ieperen. Od godz. 16 w sali kinowej Biblioteki spotkanie autorskie z Julią Szychowiak – promujące jej najnowszą książkę „Całe życie z moim ojcem”, które poprowadzi Anna Wierzchucka.
     Wieczór zapowiada się niezwykle intensywnie, Festiwal Wielorzecze zaczyna przypominać deltę wielkiej rzeki kultury, w zależności od zainteresowań można wziąć udział w wernisażu plakatu Sebastiana Baumana na Wyspie Spichrzów w MDK (sobota godz. 18), po którym przenosimy się do gościnnego Pubu Sąsiedzi, gdzie Zuzanna Gajewska podsumuje autorski projekt Woluminy. Głos książki.
„Bezdomni” Jacka Żukowskiego zadomowią się w Pubie Sąsiedzi o godz. 19.30. To okazja do obejrzenia posłuchania prezentacji Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. A ta ekipa co roku pokazuje się w zaskakujący dla wszystkich sposób. Po prezentacji (około godz. 20.30) płynnie przechodzimy do kolejnego punktu wieczoru – wykład Dariusza Rekosza – Magia Słowa – dlaczego przekleństwa są archaizmami?
     Godzinę później – o godz. 21.30 nadejdzie czas ogłoszenia wyników I Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Wielorzecze - spotkanie z laureatami poprowadzi Wojciech Boros. To punkt programu, na który czekają poeci dostrzeżeni w konkursie – dopiero w sobotni wieczór okaże się, czyje wiersze zdobyły uznanie jury.
     Po prezentacji ostatni element intensywnego wieczoru, a właściwie już wielorzecznej nocy: Myślibitwa – i inne inspiracje, koncert Tomasza Steńczyka z zespołem.
    
     Po krótkiej sobotniej nocy dzień trzeci festiwalu - intensywna niedziela – 24 września

     Rozpoczynamy warsztatami tworzenia komiksu – Daniel Odija i Wojciech Stefaniec, spotkanie w godz. 9 - 12 na Foyer Małej Sceny Teatru im. Aleksandra Sewruka.
     Od godz. 10 kolejne warsztaty:
     Możliwości popracowania nad autoprezentacją sceniczną w prezentacji tekstów literackich – na Małej Scenie Teatru pokaże Nina Dziwniel-Stępka.
     Szyfry w literaturze – warsztaty dla dzieci i młodzieży – w Bibliotece Elbląskiej poprowadzi Dariusz Rekosz.
     Warsztaty literackie z Tadeuszem Dąbrowskim w Młodzieżowym Domu Kultury (Wyspa Spichrzów) będą okazją do zmierzenia się ze słowem i wymiany doświadczeń oraz konfrontacji autor – czytelnik/słuchacz.
     Od godz. 12.30 zapraszamy do Hotelu Elbląg na spotkanie autorskie Okularnica z Elżbietą Wojnarowską – artystką z szerokim spektrum aktywności – od poezji, przez prozę, teatr i film po piosenkę autorską. Rozmowę poprowadzi Wojciech Pelc.
     Panel wydawców niezależnych o godz. 13.30 odbędzie się również w Hotelu Elbląg – będzie ostatnim punktem tegorocznego, piątego już Festiwalu Literackiego Wielorzecze. Spotkanie z Radosławem Wiśniewskim (Stowarzyszenie Żywych Poetów), Leszkiem Sarnowskim (Prowincja), Przemkiem Dębowskim (Karakter) prowadzi Tadeusz Dąbrowski (Topos)
     Na Festiwal Literatury Wielorzecze do Elbląga przyjadą z kraju reprezentanci różnych grup literackich, dla których ten Festiwal stał się ważnym punktem na literackiej mapie Polski. Organizatorzy z przyjemnością i ogromną ciekawością czekają również na tych, którzy do Elbląga przyjadą po raz pierwszy. Jest jeszcze czas na zmianę planów, lekką korektę trasy i obranie kursu na Wielorzecze.
    
     Projekt V Festiwal Literatury Wielorzecze jest realizowany przez Stowarzyszenie „Alternatywni” przy współudziale finansowym samorządu Miasta Elbląg, Fundacji PZU, Fundacji „Potrafisz Polsko”.
    
     Patronat Honorowy nad Festiwalem objęli: marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Gustaw Marek Brzezin oraz prezydent Miasta Elbląg Witold Wróblewski
    
     Współorganizatorami imprezy są: Braniewskie Centrum Kultury, Teatr im. Aleksandra Sewruka, Biblioteka Elbląska, Młodzieżowy Dom Kultury, Klub Muzyczny Mjazzga, Pub Sąsiedzi, Hotel Elbląg, Zespół Szkół Pijarskich.
    
     Przyjaciele i mecenasi:

     JetSystem, Restauracja przy Bramie, JABDA, Drogeria Jasmin w Elblągu, Projekt Poligraficzny EfEf, Pejakportfele.pl, LIDER – Roman Rynkiewicz, Hotel pod Lwem, Agencja Reklamowa Contact, Głogowskie Stowarzyszenie Literackie, Restauracja AmoreMio, rewizja.net, Woluminy. Głos Książki, Fundacja Lwie serce, Pisarze.pl, Grupa Literyczna Na Krechę, Szufladopółka.
    

 

Informacja prasowa: 
Anna Nawrocka i Dominika Lewicka - Klucznik, Stowarzyszenie "Alternatywni"

poniedziałek, 18 września 2017

To, co czytam: Dżozef, Jakub Małecki

"Tak obiektywnie, to może i jest to ciekawe, ale żeby nas aż tak wciągało? Tu chyba musi o coś innego chodzić" s.223


Nikt, nigdy nie zmuszał mnie do czytania. Nie było takiej potrzeby. Jeśli jakaś książka była nie do przebrnięcia po prostu ją odkładałam. Tę, chciałabym powiedzieć, także przeczytałam z własnej, nieprzymuszonej woli. A jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś trzymało mnie przy niej siłą. Że to nie ja trzymałam ją w rękach, a ona mnie.  I nie puściła, dopóki nie skończyłam.


"Mam na imię Józef! Dżozef!" s.76


Życie dwudziestotrzyletniego absolwenta szkoły zawodowej na warszawskiej Pradze nie jest łatwe. GRZECIO BEDNAR, bo o nim mowa, jednego dnia traci telefon, następnego dnia pracę, a trzeciego trafia ze złamanym nosem do szpitala. 
Tam jego towarzyszami niedoli są biznesmen KURZ, malkontent MARUDA i małomówny wielbiciel  Josepha Conrada - CZWARTY. Czas dłuży się niemiłosiernie, na telewizję brakuje dwuzłotówek, a odwiedziny rzadko należą do przyjemnych. 
Któregoś wieczora CZWARTY zaczyna gorączkować. W malignie dyktuje GRZESIOWI tajemniczą opowieść. Wkrótce szpitala rzeczywistość zamieni się w koszmar klaustrofobika

opis z okładki


To pierwsza książka Jakuba Małeckiego, jaką czytałam, ale już teraz mogę powiedzieć, że autor ma niezwykły dar zatrzymania przy sobie czytelnika. Historia wydawałoby się tak niepozorna, że bardziej się nie da. Dresiarz dostał bęcki i wylądował w szpitalu. Trudno liczyć na jakieś filozoficzne przemyślenia. Trudno wymagać ich od kolesia, którego ulubionym powiedzonkiem jest "niech mnie byk wydyma", a jako swojego guru i wyrocznię stawia jeszcze większego dresiarza od siebie, Cegłę. A jeśli Cegła coś powie, to on się z nim zgadza. Litości. Ha! I już w tym miejscu autor daje Czytelnikowi pierwszego prztyczka nos. Za myślenie stereotypowe.
Ale okryć i efektów wow, jest w tej książce znacznie więcej. I sama nie wiem, co mnie bardziej zachwyciło: pomysł, lekki styl z głębszym przesłaniem, wykorzystanie twórczości Conrada jako tła, powieść w powieści niczym w Mistrzu i Małgorzacie - i obie były tak dobre. Ta książka była jak dobrze skomponowana potrawa, wieloskładnikowa, ale każdy składnik idealnie pasował do siebie i podbijał smak pozostałych. Delicje.

Tajemnicza historia Czwartego wciągała jego współlokatorów bezgranicznie, a czytelnika razem z nimi. Snujący swoją opowieść był bardzo zdeterminowany, musiał ją opowiedzieć, oni musieli jej słuchać, a my musieliśmy przeczytać. Przerwanie w trakcie było niewykonalne. 

"Rozpacz to uczucie, które niszczy falami. Przeżywając jej apogeum, człowiek jest w stanie uodpornić się na moment, zdrętwieć i nie czuć jej aż tak bardzo. Stąd fale - rozpacz składa się z najprostszych czynność, które człowiek musi wykonywać, nieważne jak bardzo by nie chciał. Rozpacz żywi się skojarzeniami, bo wszystko przypomina o stracie." s.270

Małecki nie szczędził bohatera opowieści Czwartego. Naprawdę dostał od życia w kość, jego cierpienie wręcz wylewało się spomiędzy kartek. Dołowanie level hard. Momentami zaczęłam się zastanawiać, co ze mną jest nie tak, że tak bardzo chcę przyglądać się jego cierpieniu. Czy nie ma we mnie jakiś socjopatycznych, względnie sadystycznych pierwiastków. Ale jak już wspomniałam, tej książki nie dało się tak po prostu odłożyć. Wbijała w fotel i nie pozwalała z niego wyjść. Wolę więc trzymać się wersji, że to autor się nade mną znęcał i to on mnie zmuszał do lektury. Wciągał w wir wydarzeń, gnębił tajemnicą, dręczył magią, smagał słowem. Bez dwóch zdań, jestem więc masochistką.
Jakub, rób mi tak jeszcze.

"Są ludzie towarzyscy i tacy, których omija się szerokim łukiem - sami o to proszą. Odludki i mruki. Dziwacy i przezroczyści. Samotnicy. Dziwolągi. Outsiderzy. Wariaci. Są tacy, którym to pasuje: samotność to ich oaza, kryją się w niej, uciekając przez innymi: każdy człowiek to dla nich wredne, rozgrzane ziarnko tej pustyni." s.317


Ocena tradycyjna: 8/10
Moja ocena: wyższa półka



 

czwartek, 14 września 2017

To, co czytam: Księgobójca, Maja Wolny

"Bo jedyne co ja umiem, to czytać i oceniać ciężar książek. Od leciutkich, figlarnych na jedną noc, aż do tych ciężkich, klasycznie zbudowanych, a którymi trzeba wziąć ślub, przenieść przez próg, zamieszkać na stałe."

Zaginanie rogów, wyginanie grzbietów. Podkreślanie. Używanie jako podstawki na kubek. Przeszły Cię dreszcze? Jakiej zbrodni wobec książki nie jesteś w stanie wybaczyć. Za którą z nich jesteś gotów... zabić?



 A może nie potrafisz wybaczyć tego, że o książkach się zapomina?


Już tytuł zdradza nam, że będzie to uczta dla książkoholików. Książka o książkach? Mniam. Lubimy takie smaczki. I jeszcze ta sugestia, że ktoś wyrządził im krzywdę. Od razu mamy ochotę go złapać, wsadzić do więzienia, torturować... Możemy nawet mieć nadzieję, że zemsta dopadnie księgobójcę, wszak to kryminał. Ale i tytuł, i gatunek trochę nasz oszukują...


Fakt, książek nam tu nie zabraknie. Uginają się pod nimi półki w sklepie Wiktora, uginają się pod nimi jego myśli. Jeśli główny bohater czasem z kimś rozmawia - to tylko o książkach. Nie są umieszczone jedynie między wersami, nie można powiedzieć, że stanowią tylko tło, bo momentami można odnieść wrażenie, że to wręcz one do nas mówią. Jest ich pełno, są wszędzie, wylewają się z tej historii. Ale nie jako główne bohaterki.

One są symbolem. Symbolem starości. Bo o niej jest ta książka. Bohaterami jest grupka starszych ludzi, którzy nie chcą mieć najlepszych lat za sobą, a przed sobą. Dlatego wspólnie wynajmują mieszkanie, by zestarzeć się po swojemu.


"Może zegary są ze sobą w zmowie? Przypominają o tym, co słońce mówi za darmo. Jest dzień i noc. Świt i zmierzch. Zegary nie wychwytują najważniejszego: szczęścia. Ono trwa krótką chwilę, nikt nie wie dokładnie ile, bo nikt nie patrzy wtedy na zegarek."

To książka o prawie człowieka starego. Do miłości i pożądania "w tym wieku", do własnych wyborów i starczych dziwactw. Do życia pełnią życia i umierania na swoich warunkach. To próba odpowiedzi na pytanie: kogo obchodzą jeszcze stare książki, zakurzone, zalegające na półkach antykwariatu. Czekające latami aż ktoś ich dotknie zajrzy do środka, zapyta o czym są...

Od grupy starszych przyjaciół nieco odstaje, Wiktor, główny bohater i momentami narrator (autorka zastosowała podwójną narrację: pierwszo- i trzecioosobową). Wiktor nie chciał łapać życia za nogi. Był poważny, zdystansowany, ponury. Ale to nie kwestia wieku, a charakteru, zawsze trzymał się na uboczu, ma etykietkę niegroźnego dziwka. Niegroźnego do czasu, bo jeśli znajdzie się ktoś, kto z niszczy skarb jakim jest książka... Bo jeśli ktoś bezkarnie wyrywa im kartki...

"Tymczasem w życiu nic się samo nie układa, każde nawet najmniejsze westchnienie wprawia w ruch cały wszechświat i powoduje, że zmienia się układ planet. To przerażające, dlatego większość woli o tym nie myśleć. Kiedy czytam wybitne dzieło, również na chwilę zapominam o ciężkości bytu i daję się ponieść wyobraźni. W świecie fikcji jesteśmy bezpieczni, nie narazimy się nikomu ani nie wywołamy trzęsienia ziemi."

Możliwe, że część fanów rasowych kryminałów i sensacji poczuje się zawiedziona. Śledztwa tam tyle, co kot napłakał. Za to intryg i tajemnic już o wiele, wiele więcej. Poza tym, chowając tę historię w popularnym gatunku łatwiej byłą ją przemycić na rynek. Nie czuję się oszukana, raczej gratuluję sprytu. Kolejne wyniosłe rozprawki filozoficzne stałyby zapomniane. Choć nie ukrywam, że kilka wątków można by podkręcić, inne zmienić. Styl? Jak na poważny wiek i tematykę kultury wyższej przystało podniosły, niemal poetycki.

Ostatecznie kupuję tę książkę, choć na koniec ciśnie ni niestety  się tylko jeden epitet - smutna.


Tradycyjna ocena: 6
Moja ocena: półka

środa, 13 września 2017

Patronat Szufladopółki: V Festiwal Literatury Wielorzecze - program

Tradycyjnie już (chyba mogę tak powiedzieć ;)) obejmuję patronatem Festiwal Literatury Wielorzecze, organizowany przez Stowarzyszenie Alternatywni.

W programie spotkania autorskie, warsztaty (udział w nich plus nocleg w Hotelu pod Lwem był do wygarnia u mnie w konkursie), wystawy, koncerty, Turniej Jednego Wiersza i  w ogóle będzie super!
Poniżej przedstawiam program, a jeśli chcecie mieć ściągę zawsze przy sobie - polecam zaaplikować sobie Wielorzecze, to jest ściągnąć sobie apkę - jest TUTAJ za friko ;)




PROGRAM V FESTIWALU LITERATURY WIELORZECZE

18 - 22 września - imprezy promujące

PIĄTEK 22 WRZEŚNIA

9.00 - lekcje literackie - Gabriela Szubstarska i Piotr Szczepański - Zespół Szkół Pijarskich w Elblągu
16.00 - inauguracja Festiwalu - koncert Marta Osowska-Utrysko - Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu - Duża Scena
17.00 - Z ukosa i czasem prosto - Tomasz Jastrun - spotkanie autorskie - prowadzi Bogumiła Salmonowicz - Teatr im. Aleksandra Sewruka - Duża Scena
19.00 - Warszafka w Elbongu - Anna Maria Wierzchucka, Marcin Królikowski, Krzysztof Mi, Wojciech Zamysłowski i Marcin Lewiński - Mjazzga
20.00 - Turniej Jednego Wiersza o Nagrodę Ministra Gospodarki Wielorzecznej - prowadzą Kamila Łyłka, Arco Van Ieperen - Klub Muzyczny Mjazzga
21.00 - Rosół już był - koncert Justyna Sieniuć - Mjazzga
22.00 – Duet to.... - koncert Mirella Hinc i Janusz Pierzak - Klub Muzyczny Mjazzga
23.00 - ogłoszenie wyników Turnieju
SOBOTA 23 WRZEŚNIA

10.00 - 13.00 - warsztaty:
- pisania recenzji z wydarzeń artystycznych - Marta Osowska-Utrysko, Aleksandra Maciejewska - Biblioteka Elbląska
- literackie - Agnieszka Kosińska -Młodzieżowy Dom Kultury przy ulicy Warszawskiej 51 (Wyspa Spichrzów)
15.00 - W Peru jest czwarta nad ranem - Roman Warszewski - spotkanie autorskie - prowadzi Arco Van Ieperen - Biblioteka Elbląska – Sala kinowa
16.00 - Całe życie z... - Julia Szychowiak, "Całe życie z moim ojcem" - spotkanie autorskie - prowadzi Anna Maria Wierzchucka - Biblioteka Elbląska – Sala kinowa
18.00 - wernisaż plakatu Sebastian Bauman - Młodzieżowy Dom Kultury przy ulicy Warszawskiej 51 (Wyspa Spichrzów)
19.00 - Woluminy. Głos książki - podsumowanie projektu - Zuzanna Gajewska - Sala Koncertowa przy ulicy Fabrycznej 5 (były Pujan)
19.30 - Bezdomni - Jacek Żukowski - prezentacja Alternatywny Elbląski Klub Literacki - Sala Koncertowa przy ulicy Fabrycznej 5 (były Pujan)
20.30 - MAGIA SŁOWA - Dlaczego przekleństwa są archaizmami? - wykład Dariusz Rekosz - Sala Koncertowa przy ulicy Fabrycznej 5 (były Pujan)
21.30 - ogłoszenie wyników I Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego WIELORZECZE.
Spotkanie z laureatami - prowadzi Wojciech Boros - Sala Koncertowa przy ulicy Fabrycznej 5 (były Pujan)
22.30 - Myślibitwa i inne inspiracje - koncert Tomasz Steńczyk - Sala Koncertowa przy ulicy Fabrycznej 5 (były Pujan)

NIEDZIELA 24 WRZEŚNIA

9.00-12.00 - warsztaty tworzenia komiksu - Daniel Odija i Wojciech Stefaniec - Teatr im. Aleksandra Sewruka - Foyer Małej Sceny
10.00 - 12.00 - warsztaty:
- detektywistyczne - Dariusz Rekosz - Biblioteka Elbląska
- autoprezentacji - Nina Dziwniel - Teatr im. Aleksandra Sewruka - Mała Scena
- literackie - Tadeusz Dąbrowski - Młodzieżowy Dom Kultury przy ulicy Warszawskiej 51 (Wyspa Spichrzów)
12.30 - Okularnica - Elżbieta Wojnarowska - spotkanie autorskie - prowadzi Wojciech Pelc - Hotel Elbląg ****
13.30 - Panel wydawców niezależnych - Radek Wiśniewski (K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów), Leszek Sarnowski (Prowincja), Przemek Dębowski (Wydawnictwo Karakter), Marek Zagańczyk (Zeszyty Literackie) - prowadzi Tadeusz Dąbrowski (Topos dwumiesięcznik literacki) - Zakończenie Festiwalu - Hotel Elbląg

***

Projekt V Festiwal Literatury Wielorzecze jest realizowany przez Stowarzyszenie Alternatywni przy współudziale finansowym samorządu Miasta Elbląg, Fundacji PZU, Fundacja "Potrafisz Polsko"

Patronat Honorowy nad Festiwalem objęli: Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Gustaw Marek Brzezin oraz Prezydent Miasta Elbląg Witold Wróblewski

Współorganizatorami imprezy są: Braniewskie Centrum Kultury, Teatr im. Aleksandra Sewruka, Biblioteka Elbląska, Młodzieżowy Dom Kultury, Klub Muzyczny Mjazzga, Sala Koncertowa ul. Fabryczna 5, Hotel Elbląg, Zespół Szkół Pijarskich

Przyjaciele i mecenasi
JetSystem, Restauracja przy Bramie, JABDA, Drogeria JASMIN w Elblągu, Projekt Poligraficzny EfEf, Pejakportfele.pl, LIDER – Roman Rynkiewicz, Hotel pod Lwem, Agencja Reklamowa Contact, Restauracja AmoreMio Rewizja.net, Woluminy. Głos Książki, Fundacja Lwie serce, Pisarze.pl, Grupa Literyczna Na Krechę, Szufladopółka

Patroni medialni:
Elbląska Gazeta Internetowa portEL.pl, Topos, Kwartalnik PROWINCJA, TygiEL

poniedziałek, 11 września 2017

CzaroMarownik - magiczny kalendarz 2018. Przedpremierowo.


"Nic tak nie denerwuje kobiety co miesiąc
 jak wszystko"

Zawsze uwielbiłam wszelkiej maści kalendarze i terminarze. Uwielbiam planować, zaznaczać, podkreślać, zapisywać ulotne misji. A temat magii, wiadomo nie od dziś, jest mi szczególnie bliski. Idealnym połączeniem byłby więc kalendarz z nutą magii. No i jest. CzaroMarownik.


CzaroMarownik to niezwykły kalendarz, który powstaje już od kilku lat i jest tworzony przez kobiety z myślą o innych kobietach. W każdym roku dodajemy do niego szczyptę magii, bo wierzymy, że każda z nas jej potrzebuje, aby poczuć się wyjątkowa - czytamy w słowie od redakcji.




"Spędź ze sobą trochę czasu"


Aż dziwne, że nie trafił w moje łapki w poprzednich latach. W przyszłym roku na pewno będzie mi towarzyszył. Premiera kalendarza nastąpi 13 października, ale Wydawnictwo Kobiecie uchyliło już przede mną rąbka tajemnicy i mogłam podejrzeć, co kryje się w środku. Teraz zapraszam Was!

A co nim znajdziemy? Wszystko, co w kobiecym kalendarzu być powinno. Przede wszystkim sporo miejsca na zapiski - po stronie na dzień (pół w weekendy). A poza tym, co dusza zapragnie. Od praktycznych porad po tajemnicze rytuały.
Przepisy na naturalne kosmetyki? Proszę bardzo. Sprawdzone sposoby na ból głowy? Są! Niezbędne wyposażenie kobiecej szafy i ściąga, jak czytać etykiety też.

A dla równowagi między światem realnym a magicznym szczypta wiedzy tajemnej, jak informacja o
magicznej mocy pełni księżyca i tym, co może się wydarzyć w Noc Kupały. Kamienie - talizmany, szczęśliwe kolory, horoskop i spis popularnych przesądów.

Mnie jednak najbardziej ujęły skierowane do kobiet złote myśli na każdy dzień. Czasem zabawne, czasem oczywiste, często mądre i zmuszające do refleksji. 


"Swoim uśmiechem zabarwiaj świat na kolorowo"

 "Kochaj ludzi i wykorzystuj pieniądze. Nigdy odwrotnie"

Jako fanka deszczu, pokochałam tę sentencję:

"Jeśli złapie cię deszcz
 otwórz się na niego"  

Piękna prawda?




Tytuł: CzaroMarownik
Kalendarz
Liczba stron: 448 
Wydawnictwo Kobiece
Premiera 13.10.2017

Za perspektywę następnego roku pełnego magii dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

środa, 6 września 2017

To, co czytam: Jak zostać Panią Swojego Czasu, Ola Budzyńska

 "Kobiety znajdują czas na wszystko, tylko nie dla siebie" s. 188

Dwa pięć na dobę. To powiedzonko z mojego prywatnego słownika. Używam go, kiedy coś zajmuje mi dużo czasu, kiedy jestem zmęczona, kiedy wyrabiam trzysta procent normy.  Kiedy poświęcam na coś każdą wolną chwilę i kiedy na nic nie mam czasu. Żyję dwa pięć na dobę. Bo dwadzieścia cztery godziny to za mało, by mieć na wszystko czas, prawda? Nieprawda.




Często marzymy o tym, by móc rozciągnąć dobę. Gdyby tak trwała dwadzieścia pięć lub dwadzieścia osiem godzin.... Tak, wtedy miałybyśmy czas na wszystko. Bullshit. Jeśli nie potrafimy się zorganizować dodatkowa godzina nic nie da. Im więcej mamy czasu, tym więcej bierzemy sobie zadań. Nie chcemy mieć poczucia marnowania czasu, planujemy więcej i bardziej. Bo świat goni, bo takie czasy, bo tyle jest do zrobienia. Dorzucamy na swoje i już tak kilometrowe listy, kolejne zadnia, które często są niewykonalne. Oszukujemy siebie, że zrobimy je dziś, które zaraz zamienia się w jutro, a w nas rośnie frustracja. Więc zasypiamy z uczuciem niespełnionego obowiązku i westchnieniem na ustach „Ach, gdyby tak doba miała ..... godzin”.


 "W dobrym zarządzaniu czasem nie chodzi o to, jak długo się pracuje, lecz o to czy sensownie się działa" s. 110


W swojej książce Ola uczy kobiety przede wszystkim zmiany podejścia. Do siebie, do pojęcia czasu i postrzegania siebie samej w czasie. Tak, znajdziecie w niej techniki organizacji i pomocne w niej narzędzia. Ale to nie one są sednem tej książki. Ola Budzyńska krok po kroku odkrywa kolejne tajemnice (które niby są oczywistościami ) i otwiera nam oczy, zmienia nastawienie.  


"Tak naprawdę moją pasją nie jest organizowanie kobietom życia. Moją pasją jest sprawianie, aby kobiety zobaczyły, że mogą żyć tak jak chcą i cieszyć się swoim życiem. Że mogą realizować się w wybranej przez siebie roli (albo rolach) bez względu na to, co sądzi o tym społeczeństwo. W tym wszystkim niezwykle pomaga zarządzenie czasem, które jest tylko drogą do celu, ale nigdy nie jest celem samym w sobie" s. 13

Pani Swojego Czasu uświadamia, jak z natłoku obowiązków wybrać te, które są priorytetami. Podpowiada, co i jak robić, by nie zamienić się w chodzącą frustrację, kiedy po raz kolejny nie wykonamy naszego planu. Mówi, jak planować, by do takiej sytuacji nie dopuścić. Z czego zrezygnować, by wiecznie nie oszukiwać samych siebie i nie pluć sobie w brodę, że znowu tego nie zrobiłam. Jak pozbyć się etykietki „chaotycznej i spóźnialskiej bałaganiary”. I jak tej etykiety nie wykorzystywać jako mechanizmu obronnego. Bo Ola Budzyńska także grozi nam palcem, wytyka błędy, gani za marudzenie i nie zostawia suchej nitki na mulitaskingu i perfekcjonizmie. Tak, daleka jest od głaskania. 

"Tą książką zechcę wyprowadzić Cie z równowagi i będę wkurzać Cię na każdym kroku, namawiając do wyjścia poza strefę swojego komfortu i spróbowania czegoś nowego" s. 11

Jak powiedziała, tak zrobiła. 

Książki czytam dla emocji. Lubię się wzruszać, cieszyć, bać. Ale mam awersję do poradników. Bronię się przed nimi rękami i nogami. Książka Oli Budzyńskiej to jednak jakiś ewenement, nie tylko dlatego, że po nią w ogóle sięgnęłam, ale dlatego, że muszę to powiedzieć: jeszcze żadna nie wzbudziła we mnie tylu emocji. Moich emocji. Własnych. Prywatnych. Osobistych. Nie takich, które autor chciał wywołać u mnie umieszczając w fabule duchy lub pisząc szczęśliwe zakończenie. Ola Budzyńska swoimi spostrzeżeniami wdarła się do mojej głowy, krzycząc: "I tu cię mam!"  Tak, Moje Drogie, płakałam czytając tę książkę. Płakałam nad sobą. I był to bardzo oczyszczający płacz.

"Perfekcjonizm powoduje, że jesteś idealne, ale tylko w swoich marzeniach i planach" s.162


"Nie rób z siebie cierpiącej Matki Polki i Zosi Samosi urobionej po łokcie" s. 126


"Zrobione jest lepsze od doskonałego. Perfekcjonizm nie pomaga w byciu zorganizowaną" s.172


"Samodyscypliny trzeba się nauczyć. Tak jak śpiewu, obcego języka czy jazdy na rowerze" s.202


Sama już nie wiem czy to recenzja, czyli list pochwalny do Oli, ale Dziewczyno! Dziękuję Ci! Otworzyłaś mi oczy. Polecę tę książkę każdej zagubionej w czasie lub sobie(!) kobiecie. Dosłownie Ola tego nie napisała, ale ja po zamknięciu książki słyszałam w głowie jej głos:  Ogarnij się! Tak też zrobiłam. I wiecie co? Pierwsze zdania z tego wpisu mogę już zapisać w czasie przeszłym.

Dziękuję też Klaudynie z bloga Kreatywa.net, bo to króciutka rozmowa z nią była impulsem do zakupienia kursu i książki. Niby gdzieś o nich czytałam, zapisałam się na newsletter i grupę na Fb, ale hamował mnie opór, żeby nie powiedzieć wstręt przed poradnikami.  Klaudyna powiedziała mi jednak, że powinnam spróbować, a ma dziewczyna łeb na karku i jak ona mówi, że warto to warto. 

Posłuchałam i, jak kiedyś czytając takie słowa u kogoś innego oplułabym monitor ze śmiechu, względnie rzygnęłabym tęczą, tak teraz napiszę je z całą świadomością: ten poradnik zmienił moje życie.
I nie, to nie jest wpis sponsorowany. Mało tego, na kurs i książkę oraz karteczki i ołówek (tak, jestem gadżeciarą) wydałam trzy i pół stówy. Za to notatnik dostałam gratis ;)

A! I żeby nie było, że zgadzam się ze wszystkim. To podejście, Olu, nigdy się u mnie nie zmieni:

Źródło: http://www.wachamksiazki.pl/obrazek/6329/tak-duzo-ksiazek

czwartek, 31 sierpnia 2017

#4 Czytanie w szpitalu miejskim w Elblągu + książkowe historie pacjentów

Po raz kolejny w ramach akcji Woluminy. Głos książki miałam okazję czytać pacjentom Szpitala Miejskiego w Elblągu. W sobotę, 26 sierpnia odwiedziłam chorych na oddziałach rehabilitacji kardiologicznej i chirurgii dziecięcej. Podzielę to na dwa wpisy, bo mam co opowiadać. 




Zacznę od wizyty u dorosłych. Będę się powtarzać, ale mówię wam, to jest genialna sprawa. Momentami aż boję się, że jestem egoistką ;) Po prostu spotkania z pacjentami elbląskiego szpitala rozwalają mi system. Z założenia, to ja mam im umilić czas, oderwać od szarej rzeczywistości, rozerwać ich trochę, a to oni sprawiają, że wychodzę stamtąd jak na skrzydłach. To nieprawdopodobne jak te spotkania na mnie działają. I to chyba zrządzenie losu, że poznaję tam ludzi, takich jak pan Mirosław. Że poznaję historię takie jak ta: 

- Kiedy chodziłem do szkoły strasznie nie lubiłem czytać. Wypożyczałem lektury z biblioteki, żeby był po tym ślad, ale w domu nawet nie otwierałem książki, oddawałem ją po kilku dniach - opowiada pan Mirosław. - Tak samo zrobiłem z „Placówką” Bolesława Prusa, wypożyczyłem i dwa dni później byłem z powrotem w bibliotece, by ją zwrócić. 

Pani bibliotekarka przyjrzała się uważnie uczniowi i zapytała, o czym była książka, podpowiadając, że o jakiś ślimaku... (Ślimak to nazwisko jednego z bohaterów ;) ), na co Mirek zaczął opowiadać o życiu ślimaków, że żyją w trafie, mają muszle i takie tam. 
- Oj, nie przeczytałeś tej książki. A ja jej od ciebie nie przyjmę, dopóki tego nie zrobisz – oznajmiła przyłapanemu na kłamstwie chłopakowi. Ten nie miał więc wyjścia, zmusił się do lektury i... był zachwycony. Dumny z siebie wrócił po dwóch tygodniach do biblioteki, by pochwalić się znajomością treści, ale pani bibliotekarka nie zadawała mu pytań.
 – Teraz wiem, że ją przeczytałeś. 
Ale pan Mirek – wtedy uczeń siódmej klasy – tak się wkręcił, że wypożyczył (tym razem już z zamiarem przeczytania) kolejną książkę. Dwa miesiące później był najaktywniejszym czytelnikiem w szkole, a po wakacjach został łącznikiem między biblioteką a uczniami – przypominał im o terminie zwrotu, podsuwał co ciekawsze tytuły, bądź stosował metody pani z biblioteki i przepytywał z fabuły, dorobił się ksywki Szeryf od książek. Do dziś kocha czytanie, a miłością do książek zaraził swoją córkę. 

Słuchałam tego jak urzeczona, a nie była to jedyna historia, 75-letnia pani Zofia powiedziała, że w czytaniu zakochała się odkąd tylko poznała litery, po prostu ciągnęło ją do książek. Do szpitala przyszła zaopatrzona w lektury, dzień po mojej wizycie mąż miał przynieść jej nowy zapas. Z kolei pan Ryszard opowiadał o swojej pracy w drukarni i o tym, jak pracował z książkami, jak je składał, kleił. 

Muszę mieć szczęście, że spotykam takich cudownych ludzi :)

Od lewej: Pan Piotr, Pan Ryszard, Pan Mirosław, Pani Zofia

Pacjenci wybierają książkę, którą będziemy czytać



Po niekończących się opowieściach, zabraliśmy się do czytania. Padło na „Zwyczajną łaskę” z Wydawnictwa Dreams. Przeczytaliśmy cały rozdział i muszę przyznać, że zapowiada się ciekawie.







Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

To, co czytam: To się da, Anna Sakowicz


 "Dlaczego według was to wszystko jest takie łatwe? Bo jest! Tylko ty to sama komplikujesz" s. 283

Zmiany w naszym życiu są nieuniknione. Niosą ryzyko, ale to nie znaczy, że są złe. Jednak boimy się tego, czego nie znamy, a otwieraniu się na nowe nie pomagają też bolesne doświadczenia. To one sprawiają, że kiedy na horyzoncie pojawia się szczęście, bronimy się przed nim rękoma i nogami. Właśnie to w drugiej części trylogii kociewskiej robiła jej bohaterka, Joanna.



To się da! Anny Sakowicz to kontynuacja "Złodziejki marzeń" - historii Joanny, czterdziestoletniej rozwódki i matki nastoletniej Lusi. Aśka jest nauczycielką, która bierze roczny urlop i przenosi się na Kociewie. Ma tam zająć się starszą ciocią, ale też nabrać sił, znaleźć spokój oraz natchnienie i czas na pisanie. Udało się. Wszystko wskazuje na to, że znalazła również miłość. Ale w ogóle nie jest na nią gotowa.

"W książkach dla kobiet często pojawia się taki motyw wyprowadzki jako panaceum na wszelkie zło. Kobieta się rozwodzi, jedzie na jakieś zadupie, a tam nowa miłość, nowy biznes, po prostu wszystko pięknie i ładnie, a to wcale nie jest takie łatwe. Kiedy tu przyjechałam, to poczułam wiatr w żaglach, przypływ nowej energii, bo przecież wcześniej czułam się wypalona zawodowo i potrzebowałam dystansu. A teraz? Teraz sama nie wiem, bo nie jest mi tutaj łatwo, choć przyznam, że spotykają mnie same dobre rzeczy" s. 64

W drugiej części Aśkę dopada syndrom emigranta. Jest już i jeszcze nie u siebie. Chce zostać i wyjechać. Być tu i tam. I nawet fakt, że ma u boku przystojnego i troskliwego mężczyznę nie pomaga jej w podjęciu decyzji. Ba! Ten związek jeszcze pogłębia wątpliwości. Lęk przed nieznanym i przykre doświadczenia, paraliżują ją i sprawiają, że jest skłonna zrezygnować ze szczęścia i wrócić do szarej, monotonnej, ale znanej, a więc bezpiecznej przeszłości. Na korzyść Kociewia nie przemawia też fakt, że Aśka nie może znaleźć tam sobie pracy i przeraża ją wizja bycia utrzymanką partnera.

"Przez chwilę poczułam się, jakbym stała w rozkroku na dwóch brzegach rzeki. Ta niewygodna pozycja powodowała ból. Wystarczyło przełożyć stopę na jedną ze stron, by doznać ulgi. Wahałam się tylko na którą (...) Dlaczego tak trudno podjąć decyzję? Nie da się przecież zbyt długo stać w rozkroku." s.211

W tej części polubiłam Joannę na dobre. W pierwszej zarzucałam jej brak rozgarnięcia, a momentami jej postać wydała mi się nieco przerysowana. Tu wyraźnie widać jak dojrzała... autorka, a razem z nią bohaterka oczywiście. Wykreowana przez Annę Sakowicz, Joanna z drugiej części różniła się od tej z debiutanckiej powieści. Jest bardziej naturalna. Wciąż trochę szalona, nieco zakręcona, ale pełna empatii, nadziei i obaw. Chciałoby się rzecz prawdziwa. Myślę, że wiele czytelniczek może się z nią utożsamiać, znaleźć między sobą a nią wspólny mianownik.

Tę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety, które boją się uwierzyć we własne szczęście. Lęk przed nieznanym i rozczarowaniem  oraz przekonanie, że „to jest zbyt piękne, aby było możliwe” sprawiają, że czarny scenariusz staje się samospełniającym się proroctwem. Autorka przekonuje, że nie można samemu komplikować sobie życia, szukać dziury w całym i problemów, tam gdzie ich nie ma. Życie, jeśli ma dać nam w kość, na pewno to zrobi. Warto więc wykorzystać moment, kiedy ma gest. I uwierzyć, że TO SIĘ DA!

Po przeczytaniu "Złodziejki marzeń" pisałam, że to książka naszpikowana wartościami. W drugiej części autorka nie zwalnia tempa. Porusza wiele ważnych kwestii od błędów młodości, poprzez relacje rodzicielskie, po wspomniane prawo do szczęścia. Jednak tu słowo naszpikowana jest wręcz kluczowe, gdyż Aśka organizuje akcję zbiórki szpiku dla jednej z pacjentek hospicjum. Pokłony dla Ani Sakowicz za poruszenie tego ważnego tematu. W bazie dawców jestem już od kilku lat, ale coś mi się wydaje, że po przeczytaniu tej książki przynajmniej kilka osób zarejestrowało się jako potencjalny dawca. Lub przynajmniej to rozważa.

Podsumowując, to piękna, ciepła, wzruszająca i optymistyczna opowieść. Ma wszystko, co porządna kobieca literatura mieć powinna. Z przyjemnością sięgnę po ostatnią książkę z serii.


Moja opinia: półka
Ocen tradycyjna 8/10

piątek, 25 sierpnia 2017

Rozwiązanie konkursu hotelowego

Wreszcie są! Wyniki konkursu hotelowego. Jak wspominałam na Facebooku miałam małe zawirowania komputerowo-interetowo-dzieciowe. Ale nie będę Wam tu opowiadać historii, wy od tego jesteście, a przynajmniej takie było zadanie konkursowe.



Decyzją komisji jurorskiej, w skład której weszłam ja i Dominika ze Stowarzyszenia Alternatywni, organizatora Wielorzecza, dwudniowy nocleg dla dwóch osób w Hotelu pod Lwem w trakcie Festiwalu Literackiego Wielorzecze w Elblągu (i zapewniony udział w wybranych warsztatach w ramach wydarzenia) wygrała...



Małgosia z Warszawy z bloga Pełnia.eu

Gratulujemy!!!

Odezwij się koniecznie na szufladopolka@gmail.com lub poprzez mój fan page w celu omówienia szczegółów ;)



Dziękuję też ślicznie wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zapraszam do udziału w kolejnych.

Sponsorem w konkursie jest Hotel pod Lwem w Elblągu:




czwartek, 24 sierpnia 2017

Skąd się wziął koszyczek?

Nie wiem, czy zauważyliście, ale jakiś czas temu na moim blogu zadomowił się koszyczek. Wiecie, taki zakupowy. Siedzi sobie po prawej stronie paska menu i czeka. Aż zapełnicie go po brzegi. Bo od teraz możecie robić u mnie książkowe zakupy. W moich skromnych progach rozgościła się Poczta książkowa, a ja czuję się, jakbym spełniła swoje marzenie o księgarni.




Za każdym razem, kiedy zachwyci/zbulwersuje/zaintryguje (niepotrzebne skreślić) was książka, którą akurat opisuję, wystarczy klik (no dobra, kilka) i książka leci do was. Jak to wygląda? Przy  recenzjach znajdziecie giftbox, taki buton ze zdjęciem i danymi o książce oraz informacją o promocyjnej cenie ;)

Tak wygląda to przy recenzji "Ludzkiej przystani" Johna Ajvide Lindqvista




Możecie kupić samą książkę lub zamówić pakowanie, bo w tym właśnie specjalizuje się Poczta książkowa. I robi to genialnie. To idealny pomysł na prezent dla bliskich lub siebie, przecież mamy prawo się rozpieszczać. Mówię wam, z nimi unboxing wchodzi na nowy, wyższy poziom. Przychodzi do ciebie paczka, pięknie zdobione pudełko (wielokrotnego użytku!), otwierasz je, a tam otulona siankiem, żeby nic jej się nie stało, leży wymarzona książka. Można chcieć więcej? Można - zakładki. Też dają.
Pakują też na specjalne okazje, ślub urodziny, i bardziej nietypowe, jeśli sobie ktoś zażyczy.







Obecnie zakup książki możliwy jest przy moich nowych recenzjach, ale sukcesywnie będę edytować poprzednie.
Udanego odpakowywania ;)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

To, co czytam: Gałęziste, Artur Urbanowicz

To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem. Wypełnia je. Również dzięki wam." s. 328



Para studentów z Warszawy, Karolina i Tomek wybrała się na wycieczkę na Suwalszczyznę, by poprawić relację w związku, w którym zaczęło się coś psuć. Autor zastosował tu klasyczny kontrast bohaterów: kobieta - mężczyzna, ona spokojna, on porywczy, ona drobniutka, on dobrze zbudowany, a do tego ona głęboko wierząca, a on ateista. Ot, takie przyciągające się przeciwieństwa. Mieli wspólne spędzić Wielkanoc i klika poprzedzających ją dni, zbliżyć się do siebie podziwiając zabytki i przyrodę regionu. I trzeba przyznać, że ten wyjazd wystawił ich związek na niejedną próbę. Ledwie dotarli na miejsce, a już zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gospodarze agroturystyki, którzy zapomnieli o ich przyjeździe, zastępcze lokum na totalnym odludziu, a w nim nieboszczyk za ścianą. A to naprawdę dopiero początek...

"Jezioro było tuż - tuż. Podobnie jak śmiertelne niebezpieczeństwo, o którego przerażającej bliskości żadne z nich nie miało najmniejszego pojęcia" s. 244. 

Autor chciał ukazać bogactwo historyczne i przyrodnicze Suwalszczyzny. Zabiera nas na wycieczkę po Suwałkach, zwiedzamy mosty w Stańczykach, jezioro Gałęziste, poznajemy legendę o siei i o Zamkowej Górze. Przede wszystkim jednak zwiedzamy LAS. 
Już sam opis "Thriller na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny" przywiódł mi na myśl „Dom na wyrębach” Stefana Dardy. I jak później przeczytałam w jednym z wywiadów, Artur Urbanowicz zainspirował się właśnie tą książką, i zapragnął pokazać czytelnikom region, w którym się wychował.
Muszę przyznać, że to odważny marketing, takie lokowanie miejsca, do którego po przeczytaniu książki strach wejść. 
Ale Artur Urbanowicz dobrze wie, że ludzie lubią się bać. Ja lubię. I naprawdę się bałam. Podczas lektury  towarzyszył mi ciągły niepokój, a w salonie, gdzie czytałam, dało się słyszeć mój przyśpieszony oddech, gdy drżącymi rękami przewracałam kolejne strony w oczekiwaniu na to, co wydarzy się za chwilę. Autor świetnie budował napięcie i umiejętnie zmieniał bodźcie, które działały na bohaterów, a za ich pośrednictwem na czytelnika. Najpierw gniew, następnie dziwne przeczucie, że jest tu coś nie tak, a zaraz potem wiszące w powietrzu napięcie erotyczne. A kiedy akcja na chwilę zwalnia i wydaje ci się, że możesz odetchnąć z ulgą, autor serwuje ci powtórkę z rozrywki. Ze zdwoją siłą. Nie gniew a wściekłość, nie przeczucie, a niewytłumaczalne, straszne zdarzenie. I nie motyle w brzuchu, a namiętny seks. Po takiej żonglerce wrażeń ciężko dojść do siebie. Po prostu Artur Urbanowicz powoli, sukcesywnie i z wyrachowaniem doprowadzał czytelnika do obłędu. Tak jak las doprowadza do obłędu bohaterów.

„To ja decyduję, kto stąd wychodzi, a kto nie. Dla was nie ma już żadnej nadziei. Nigdy się stąd nie wydostaniecie (...) Witajcie w moim Zielonym Królestwie.” s. 325

Wyraźnie zaznaczonym wątkiem w "Gałęzistym" jest wiara i jej brak. Można wręcz powiedzieć, że to swego rodzaju polemika, którą prowadzą w swoich rozmowach (czy raczej kłótniach?) Karolina, przykładna katoliczki i Tomek, student matematyki, który chciałby wszystko wytłumaczyć logicznie.

Ale zestawienie akurat chrześcijanki i ateisty jest tu tylko symbolem. Bo nie ma książki grozy bez tajemniczej siły. Tu był nią las. Żywy Las. Wszechmocny, bezwzględny i nienoszący sprzeciwu. A bohaterowie są zdani na jego łaskę i niełaskę. Jak, zważając na swoje przekonania, zachowa się każde z nich, kiedy zaczną doświadczać jego mocy? Ona zwątpi czy on uwierzy? A może uparcie zostaną przy swoim? I jak myślicie, Las pozwoli im wyjść? Pozwoli im żyć?


"Wydaje wam się, że jesteście najmądrzejsi na świecie, że możecie każdą rzecz zanegować i podać w wątpliwość wedle własnego widzimisię. Zakładacie, że wszystko można opisać, zmierzyć, zbadać, dotknąć, opukać i logicznie wytłumaczyć tego działania. Zapędzić w kozi róg i powiedzieć: ha, słuchaj stary, coś mi się tu nie zgadza. Macie mylne wrażenie, że nad wszystkim panujecie (...) Jakże się mylicie, jakże jesteście głupi. Wydaje się wam, że jesteście nieomylni, a tak naprawdę jesteście jedynie pyszni. Dawno zatraciliście jakikolwiek system wartości. Jesteście trądem tej planety, jesteście tylko nic nieznaczącymi robalami. Bez żadnej szkody dla tej ziemi można was ot tak zdeptać..."


To świetny debiut i autor wysoko postawił sobie poprzeczkę. Napisać lepiej po powiedzmy poprawnym debiucie, jest bardzo prawdopodobne, właściwie taka kolej rzeczy. Ale utrzymać poziom i nie zawieść czytelników, to już trudniejsze zadanie. Bardzo jestem ciekawa, czy jemu podołał. A wiem, że wyszła już kolejna książka Artura Urbanowicza i na pewno po nią sięgnę. 
Podsumowując, "Gałęziste", to groza, której szukałam. To także książka z morałem. Uczy pokory wobec natury. Dobrze wam radzę, nie zaśmiecajcie lasu. Chyba że chcecie narazić się na jego gniew.

"Ci którzy bezczeszczą moje zielone królestwo muszą ponieść określoną karę." 323.


Moja ocena wyższa półka
Ocena tradycyjna 10/10