wtorek, 25 kwietnia 2017

To, co czytam: Miasto ślepców, Jose Saramago


„Tej nocy ślepiec śnił, że oślepł.”
Muszę się do czegoś przyznać. Wydłuża się lista książek, które przeczytałam dopiero po obejrzeniu filmu. "Miasto ślepców" to książka, która na mojej wirtualnej półce "do przeczytania" stała bardzo długo, ale jakoś nie mogła się zmaterializować. Nie miałam własnej, nie było jej w „mojej” bibliotece. Za to był czas, kiedy w telewizji film na jej podstawie emitowały dwa kanały. I to z powtórkami. I tak właśnie moja silna wolna przegrała z ciekawością i złamałam (znowu) odwieczną zasadę "najpierw książka, później film".
Na szczęście obejrzenie filmu tylko zmobilizowało mnie, bym w końcu ruszyła swoje zacne wiadomo co, i poszłam do filii biblioteki, w której Jose Saramago, laureat literackiej Nagrody Nobla, od dawna na mnie czekał.




Pewnego dnia na nienazwane miasto w nienazwanym kraju spada epidemia białej ślepoty. Bez ostrzeżenia dotyka ludzi zajętych zwykłymi, codziennymi sprawami, nie oszczędzając nikogo – starców, dzieci, kobiet, mężczyzn, osób prawych i z prawością mających niewiele wspólnego, słabych i silnych.
Władze w pośpiechu zamykają pierwszą grupę w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Z dnia na dzień ta zamknięta społeczność zaczyna się rządzić własnymi, twardymi prawami, które szybko wyznaczają role ofiar i oprawców, poddanych i panów. I tylko jedna osoba wie, że nie wszyscy są ślepi.
Ta powieść jest wstrząsającym i głęboko przenikającym czytelnika studium kondycji ludzkiej.

opis za wydawcą

Opinia:

"Miasto ślepców" to klasyka gatunku. W literaturze człowieczeństwo już nie raz stawało w obliczu apokalipsy. W tym wypadku jest nią epidemia białej ślepoty. To bardzo symboliczna, a wręcz surrealistyczna, książka. Nie wiemy, na jakie miasto spada zaraza, a bohaterzy nie mają imion, są określani na podstawie cech charakterystycznych.

„skutecznie odcięto nas od świata i wkrótce zapomnimy, kim jesteśmy i jak się nazywamy, po co nam imiona, czy psy rozpoznają się po imionach nadawanych im przez właścicieli, nie poznają się po zapachu, szczekaniu, a czy my nie jesteśmy teraz podobni do psów, rozpoznajemy się po głosie, a reszta,, rysy twarzy, kolor oczu, włosów, skóry, wszystko to nie ma znaczenia, nie istnieje” s.69
Kiedy choroba dotyka kolejnych mieszkańców przeraża reakcja, a właściwie bierność władz, które ze strachu przed nieznanym zamykają ludzi, zapewniając im jedynie marne pożywienie, a i to nie zawsze. Nie uświadczymy tu ekspertów w kombinezonach ochronnych rodem z filmów o epidemiach, którzy na przekór przełożonym, narażając własne zdrowie, będą pomagać ludziom. Tu będą żołnierze pilnujący, by żaden z zainfekowanych nie odważył się wyjść poza teren kwarantanny. Strażnicy, stojący w bezpiecznej odległości z bronią w ręku, przez panikę popychani do jej użycia. Ewakuowani zdani na siebie, tonąc w bieli, muszą zbudować swój świat na nowo. Jedni jako towarzysze niedoli zbliżają się do siebie, drudzy uciekają się do pierwotnych instynktów, potwierdzając odwieczną zasadę, że silniejsi rządzą słabszymi. 

Jedyną nadzieją w ślepym społeczeństwie jest żona lekarza, której nie dotknęła tajemnicza zaraza. Bycie zdrową wśród chorych, to jednak pozorne szczęście. Wie, że sama nie pomoże setkom ludzi, więc musi ukrywać przed nimi ten fakt. Jednocześnie nie może patrzeć (dokładnie!) na ogrom nieszczęścia, jaki dotyka jej współlokatorów. Właściwie jej osobisty dramat jest większy od tragedii tych, którym coraz częściej wszystko jedno.

„Gdybyś widział to, co ja, marzyłbyś, żeby stracić wzrok. Wierzę, ale ja nie muszę marzyć, ja już go straciłem. Wybacz kochanie, ale gdybyś wiedział, Wiem, wiem, całe życie zaglądałem ludziom w oczy, to jedyne miejsce, gdzie można ujrzeć skrawek duszy” s.144

Podczas gdy bohaterów, autor uczynił ślepymi, czytelnikom pozwolił wyostrzyć wyobraźnię. Opisy miejsc i zdarzeń są w "Mieście ślepców" niebywale realistyczne, a przy tym wstrząsające, drastyczne, często niesmaczne, wręcz obrzydliwe. Tu nie ma miejsca na delikatność i powściągliwość. Kiedy człowiek przestaje widzieć, posiłkuje się innymi zmysłami, wzrok zastępują mu dotyk i węch. Jose Saramago stworzył książkę interaktywną, bo czytelnik niemal czuje otaczający bohaterów zapach. Wróć! Nie zapach. Czuje smród! Fekaliów, zepsutego jedzenia, rozkładających się ciał. Autor nie szczędzi opisów załatwiania potrzeb fizjologicznych, dantejskich scen podczas walki o pożywienie i brutalnych gwałtów. To fragmenty, które wbijają w fotel, mogą budzić wstręt, może kontrowersje i pytania, czy autor nie mógł sobie ich podarować. Otóż nie. Były niezbędne do przedstawienia tragizmu sytuacji. Dramatu obdartych z godności, chorych ludzi.

„Nie bez powodu teologowie, choć używając innych określeń, mówią, że najgorszą rzeczą w piekle jest smród”
Kontrastem dla gorszących scen i prymitywnych zachowań są głębokie rozważania bohaterów, często rozpisane na kilku stronach. Bo to nie jest książka do poczytania w rozrywkowym tego słowa znaczeniu. To ubrane w fabułę studium psychiki ludzkiej, filozoficzna rozprawa nad zachowaniami ludzkimi w obliczu zagłady.
Zdecydowanie nie jest to łatwa książka, zarówno ze względu na treść, jak i formę. Styl Jose Saramago wymaga skupienia, w odbiorze nie pomaga także pozbawiony myślników zapis dialogów, co widać po umieszczonych tu cytatach. Można co prawda do niego przywyknąć po wciągnięciu się w lekturę, niemniej to bardzo męczy oczy. Trochę więcej interpunkcji i światła między zdaniami, nie uczyniłoby przecież książki mniej wartościową.
Podsumowując, to książka dla wszystkich, którzy śledzą w literaturze motyw tworzenia się społeczeństwa na nowo. Jeśli przemawiają do was postapo, utopie i dystopie, to nie możecie przejść obok tego dzieła obojętnie.

Ocena tradycyjna: 9/10
Moja ocena: wyższa półka 

A tu zwiastun filmu, bo też całkiem dobry:


niedziela, 23 kwietnia 2017

Mój Światowy Dzień Książki - domowe czytanie i Oliwskie Święto Książki

Ten kalendarzowy, przypadający dziś, 23 kwietnia, uczczę jak się należy - z książką w dłoni. W ciszy zatopię się w lekturze. Spędzę z nią czas. Ale w przeddzień święta pozwoliłam sobie na prawdziwe szaleństwo i razem z rodziną wybrałam się na Oliwskie Święto Książki, wydarzenie organizowane przez Fundację Wspólnota Gdańska. 
Muszę przyznać, że jak na "dzielnicowy" event, to działo się!

Zaczęliśmy od warsztatów dla dzieci "Magiczne maski dobrego humoru". Prowadziła je autorka książek dla dzieci (a także ich ilustratorka) Anita Głowińska, związana z Wydawnictwem ADAMADA. Jak widać na załączonym obrazku zajęcia spełniły swoją rolę, pobudzając do kreatywności. Oto Łucja i jej dzieło, do którego stworzenia użyła - oprócz kartonowej bazy -  kubeczków i talerzyków jednorazowych oraz gumki recepturki. Prawda, że urocze?



Jak to bywa na takich imprezach, często dzieje się kilka rzeczy na raz. Więc proces twórczy Łucji podziwiał mój mąż. A ja z Dominiką z Alternatywnych, moją Oliwią i jej synkiem Olgierdem udałyśmy się do Parku Oliwskiego, gdzie miała miejsce akcja Literatura Bez Cenzury. Odkopawszy w odmętach poczty elektronicznej tekst, przepisałam go na taśmę leżącą na chodniku. Było trochę niewygodnie, bo na kolanach, o czym zresztą poniekąd był mój utwór. Może kiedyś go tu wkleję.  Póki co łapcie fotki:






Oto najlepsi kibice. Olo i Oli ;)



Pięknie to wyglądało. I jeszcze dostaliśmy róże <3



A potem? Znowu warsztaty dla Łucji, która tym razem z wydawnictwem Zakamarki udała się na poszukiwanie diamentów. Warsztaty ciekawe, oparte na jednej z części serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai" ale obrzydliwy wiatr przegonił nas stamtąd po jakimś czasie i mimo szczerych chęci nie zostałyśmy do końca. Trudno, najwyżej kryminalną zagadkę  rozwiązał za nas ktoś inny.


Ale to nie koniec atrakcji. Bo Oliwskie Święto Książki to także:

Kiermasz wydawnictw lokalnych, były więc zakupy. Wybór Łucji to książeczka od ADAMADY pt. "O wilku, który nie lubił chodzić". Przeczytałyśmy ją do połowy jeszcze w pociągu wracając do domu. W końcu jesteśmy Woluminy ;) (KLIK).




To nie jedyny nabytek. Łucja koniecznie chciała książkę niespodziankę i wcale jej się nie dziwię, bo uwielbiam takie akcje. Zapakowana w szary papier paczuszka zdradza jedynie gatunek danej książki. Tytuł i autor pozostają tajemnicą, więc bierzesz w ciemno.
U nas, co było do przewidzenia padło na książkę dla dzieci. Łucja koniecznie musiała sobie coś "wylosować". Wystarczyło wrzucić do puszki 5 zł. Do kupowania książkowego kota w worku zachęcała Fundacja Mam Marzenie.





I co tam jeszcze było? A! Literatura na drzewach...



I mój hit! Maszynka do robienia przypinek! Nie tam, że sobie wybierzesz jakąś z kilku wzorów... Sam  możesz sobie ją zrobić, ja zrobiłam i Łucja też. Wielka frajda dla nas obu, ale jak można się domyślać dla mnie większa ;)




Oto nasze:




I co jeszcze? Błyskawiczny konkurs prozatorski A4 w Paszczy Lwa. Trzeba było na nim zaprezentować tekst na jedną stronę. A tak prezentowało się zacne grono jurorskie (od lewej Wojciech Boros, Andrzej Fac i Daniel Odija):




Dlaczego mnie nie dziwi, że laury zdobyły Alternatywne? ;) 
I miejsce Kamila Łyłka-Kosińska, a II Dominika Lewicka - Klucznik. Trzecie zajęła Ewa Poniznik, a wyróżnienie honorowe otrzymał - Michael Tequilla.

Dyplomy Alternatywnych wygranych trzyma Olo.





Olo, czyli Olgierd Klucznik to syn Dominiki i fajny z niego chłopak. Ma nawet własny Fan Page - klik. Możesz tam wpaść, wesprzeć jego rehabilitację i poczytać dlaczego jej potrzebuje.

A jeśli jesteś w tej grupie, która jeszcze nie zdążyła się rozliczyć, to super. Wciąż możesz oddać mu swój 1% - tu szczegóły - klik.


A wam jak minie/mija/minął 23 kwietnia?








czwartek, 20 kwietnia 2017

#Klasyka dla Smyka - rozdanie kwietniowe

Nadszedł czas na trzecie, ostatnie, rozdanie w ramach akcji charytatywnej #Klasyka dla Smyka. Inicjatywa ma na celu promocję czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży z domów dziecka, w związku z tym do placówek trafiają zebrane w ramach akcji książki. 
Autorami tego zamieszania są Dagmara Sobczak, czyli Socjopatka.pl i Radosław Gabinek z osinskipoludzku.blogspot.com, którzy do udziału  w przedsięwzięciu zaprosili wielu blogerów, pełniących funkcję Ambasadorów Akcji. W tym zacnym gronie znalazłam się i ja :). 

I tak od trzech miesięcy blogosfera huczy o akcji. Blogerzy piszą, a wydawnictwa, księgarnie, i ludzie dobrej woli ofiarują książki, by młodzi ludzie z placówek opiekuńczych mogli zatopić się w lekturze.


Kwietniowa odsłona przyniosła siedemnaście pakietów książek od różnych darczyńców. Organizatorzy potem je odpowiednio podzielą i przydzielą konkretnym placówkom. A jakim? No, właśnie to już zależy od Was. Do 27 kwietnia czekamy na propozycje domów dziecka, do których Waszym zdaniem powinny trafić książki.

A zebrane w tym miesiącu pakiety prezentują się następująco:

Pakiet nr 1 
Od Adrianny z bloga www.eratoczyta.pl.  Książki są podarunkiem od Ady i jej rodziny. "Niepowszedni" od autorki- Pani Justyny Drzewickiej, a część książek przekazali Ewelina Kania oraz Lucyna i Robert Stachyra





Pakiet nr 2

Od Magdy autorki bloga www.savethemagicmoments.pl. Magda uzbierała książki z  dziewczynami ze swojej grupy FB "przeczytaj i podaj dalej".
 




Pakiet nr 3

Od Magdy z bloga www.tosimama.blogspot.com


Pakiet nr 4


Od Doroty z bloga Sto stron na godzinę 

Pakiet nr 5

To podarunek od Amelki z MojaPółka oraz Dyrekcji Przedszkola "Tęczowa chatka" z Wrześni. 



Pakiet nr 6

To zestaw od Kasi z bloga YellowPear i... anonimowego sponsora ;)


Pakiet nr 7

Od Madzi z bloga www.lekkaprzesada.pl 




Pakiet nr 8

A tu taka sytuacja. Pakiet nr 8 jest Magdy i jej rodziny, którzy prowadzą sklep www.indiaonline.pl. Część dochodów z ostatniego miesiąca zdecydowali się przeznaczyć na książki dla dzieci w ramach naszej Akcji.
 


 

Pakiet nr 9

Od Kamili z bloga www.psychomologia.pl 


Pakiet nr 10

Od mieszkańców parafii pw. św Urszuli w Lichnowach i uczniów II Liceum Ogólnokształcącego w Malborku. To także zasługa Kamili z bloga www.psychomologia.pl.




Pakiet nr 11




Pakiet nr 12

Książki zostały podarowane przez uczniów szkoły podstawowej w Krzętowie. Zadziałała tam Marta z bloga www.zafascynowanazyciem.pl.





Pakiet nr 13

Od Agaty z bloga www.mamol.pl


 Pakiet nr 14

Od Kapitana Nauki. Wydawnictwo przekazało swoją paczkę za pośrednictwem Gabrieli z bloga www.wyrodna.com 




Pakiet nr 15

 Książki przekazali Mariusz Grubiński i Wydawnictwo Sofijka



Pakiet nr 16

To mój mały wkład, po który uśmiechnęłam się do Poczty Książkowej :)

 

Pakiet nr 17

Od wydawnictwa EneDueRabe, które pozyskała dla akcji Marta z bloga www.rudymspojrzeniem.pl



 Do paczek z książkami będzie dołączony list na takiej oto papeterii:






No! Nie pozwólcie, by książki się zmarnowały ;) Piszcie, gdzie powinny trafić. Domy Dziecka możecie zgłaszać u mnie, Organizatorów lub innych Ambasadorów Akcji, bo na pewno traficie jeszcze gdzieś na taki wpis ;)


środa, 5 kwietnia 2017

Radość! Woluminy wśród Elbląskich Nagród Kulturalnych!

Uwaga, chwalę się! Już niedługo będę naprawdę szaleć z Woluminami! Będzie więcej warsztatów, więcej czytania w miejscach publicznych, więcej happeningów i więcej promocji czytelnictwa. Co mi dało takiego kopa?
Szczęśliwie zostałam laureatką Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląga, otrzymałam je - oczywiście ;) - na realizację swojej akcji promującej czytelnictwo – Woluminy. Głos książki (Więcej o niej tu -klik).

We wtorek (04.04) odbyła się uroczysta gala Elbląskich Nagród Kulturalnych, podczas której wręczono:
  • Stypendia Artystyczne dla młodych, ale zasłużonych artystów, by mogli rozwijać swoje umiejętności. Otrzymali je: Magdalena Goljanek, Dariusz Gatz, Jakub Grzelachowski, Oliwia Ingielewicz, Katarzyna Iermołaiewa, Wiktoria Kieniksman, Grzegorz Kozłowski, Adam Krawczuk, Igor Łesyk, Alicja Okuniewicz, Zuzanna Polkowska, Katarzyna Różańska, Magdalena Sadowa, Adrian Sielicki, Karol Sokołowski, Szymon Stasiak, Antonina Wiśniewska, Bogumiła Wiśniewska, Małgorzata Wójcik i Noemi Wrzos.
  • Stypendia Kulturalne dla dojrzałych twórców na realizację określonego przedsięwzięcia kulturalnego. I właśnie w tej "dojrzałej grupie" ;) się znalazłam, a razem ze mną: Robert Furs, Krzysztof Jaworski, Wojciech Minkiewicz,  Karolina Nowotczyńska i Kamil Zimnicki. 
  • Przyznano także: Nagrodę Artystyczną Prezydenta Elbląga, jej laureatką została malarka Karolina Kardas, nagrodę dla Kreatora Kultury, którym okrzyknięto Wojciecha Minkiewicza, właściciela klubu muzycznego Mjazzga. Natomiast Wydarzeniem Roku było "Zielone lato w bibliotece" - cykl spotkań dla seniorów organizowany przez Bibliotekę Elbląską. 

fot. michalkalbarczyk.com

fot. michalkalbarczyk.com

fot. michalkalbarczyk.com
Jestem bardzo szczęśliwa, bo takie wsparcie (3 tysiące złotych) pozwoli mi podejść do mojego działania bardziej profesjonalnie, zorganizować wydarzenia dla (mam nadzieję) szerszej grupy odbiorców - głównie elblążan, ale nie zabraknie mnie też w innych miastach. Zamierzam się jeszcze podszkolić (trochę z warsztatu literackiego, ciut z animacji, nieco z promocji), żeby zaoferować odbiorcom  inicjatywy na wysokim poziomie. Stypendium Kulturalne to dla mnie wielkie wyróżnienie, a przede wszystkim sygnał, że to co robię jest potrzebne i motywacja, by robić, więcej, częściej, bardziej. Jestem naprawdę podekscytowana.

W ramach działań planuję kontynuować to, co zaczęłam „na własną rękę”, ale chcę znacznie poszerzyć zasięg działań i zwiększyć intensywność. Będzie jeszcze więcej warsztatów, a przede wszystkim  więcej czytania w przestrzeni publicznej, bo taka jest główna idea mojej akcji - pokazywanie ludziom, że książka i czytanie oprócz szeregu swoich zalet, są po prostu  najlepszym sposobem na nudę. I warto zawsze mieć ją przy sobie.

Jednocześnie planuję także większą akcję internetową, w związku z czym, jak na superbohatera przystało, będę potrzebowała pomocników. Mam nadzieję, że ich znajdę wśród Was :)

A na koniec chciałabym serdecznie podziękować komisji stypendialnej i Prezydentowi Elbląga Panu Witoldowi Wróblewskiemu za docenienie moich działań i zaufanie. Z całej swojej supermocy będę starała się przekonać elblążan i nie tylko, że warto spędzać czas z książką.

Pragnę też jeszcze raz pogratulować wszystkim laureatom Elbląskich Nagród Kulturalnych.

Ależ radość!