poniedziałek, 8 maja 2017

To, co czytam: Florystka, Katarzyna Bonda

 "Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar."

Katarzyna Bonda mówi, że kiedy pisze jest w transie, nie istnieje dla niej świat, bo pochłania ją rzeczywistość, którą tworzy. A tworzy ją nad wyraz skrupulatnie, z dbałością o każdy detal. Choć dawno porzuciła pracę w mediach nie da się nie zauważyć w jej książkach dziennikarskiego zacięcia, tej konieczności wyszukania informacji, drążenia i ugryzienia tematu z każdej możliwej strony. Dodatkowo, jej fikcyjny świat inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami. Można powiedzieć, że stworzyła własny gatunek plasujący się gdzieś pomiędzy kryminałem, powieścią obyczajową, thrillerem psychologicznym a literaturą faktu. Taka właśnie jest "Florystka".


Fabuła:

Hubert Meyer popełnił błąd w profilu i porzucił pracę w policji. Stary przyjaciel prosi go o pomoc w przesłuchaniu młodej kobiety, w związku z zaginięciem jej 9-letniej córki. Policjanci próbują łączyć tę sprawę z bestialskim zabójstwem 11-letniego Amadeusza, którego matka jest szanowaną w mieście florystką. Okazuje się, że była ona ostatnią osobą, która widziała Zosię żywą.

Florystka początkowo pomaga w poszukiwaniach, ale gdy ciało dziecka odnajduje się na tym samym cmentarzu, gdzie pochowano Amadeusza, staje się główną podejrzaną.

opis za wydawcą




Opinia:

"Florystka" to książka o nieszczęśliwych kobietach. Bonda odmieniła tragiczną bohaterkę przez wszystkie przypadki. Jest niekochana żona, znienawidzona synowa, odrzucona kochanka, zaniedbana córka, osierocona matka, niespełniona artystka; wreszcie kobieta, żyjąca w świecie zdominowanym przez mężczyzn, na każdym kroku musząca udowadniać, że jest równie zdolna i wartościowa. Współczucie i poczucie niesprawiedliwości to uczucia jakie towarzyszyły mi niemal przez całą lekturę. "Florystka" to symbol uciemiężonej kobiety. Całe zło, jakie tu się wydarzyło było konsekwencją nieszczęścia, które dotknęło każdą z bohaterek. Ludzie różnie radzą sobie z traumami, wypierają je, przezwyciężają lub mszczą. Nie zawsze na właściwym sprawcy...

 "Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar."

"Nie można się na nikim mścić. Co byś zrobiła, gdyby kopnął cię koń? Oddałabyś mu?"


"Nie wystarczy przebrać się za kogoś innego, obciąć włosy, by zmienić tożsamość. Dotychczasowe problemy pozostają, nie da się od nich uciec."


Intryga kryminalna była interesująco skonstruowana i dobrze przemyślana przez autorkę, ale nie grała tu pierwszych skrzypiec. Czytelnik, choć ciekawy, co spotkało małą Zosię, bardziej chce poznać prawdę o Florystce. To owiane tajemnicą i mrokiem życie osieroconej matki sprawia, że przekładamy kolejne strony. Mimo że książka kończy serię z proliferem Huberem Meyerem w roli głównej, w tej części jego postać jest zdecydowanie przyćmiona przez Aleksandrę Jakiel, tytułową Florystkę. Wątki z życia policyjnego psychologa są oczywiście zaznaczone. Nie brakuje mu nawet problemów, ciągnie się za nim smród źle rozwiązanej sprawy i nawet w miejscu, gdzie ukrył się przed światem znajdą się tacy, którzy nie życzą mu dobrze. Ale jego problemy wydają się być nieistotne, malutkie, przedstawione jako kontrast do prawdziwych zmartwień.


"Wszystko jest emocją, bo wszystko to energia. To dlatego nasze myślenie warunkuje rzeczy, które do nas przychodzą. Jeżeli ma pani złe myśli, przyciąga pani złe zdarzenia. Złych ludzi, zło. A czym jest zło? Brakiem dobra. Brakiem dobrych emocji."


To czytał Bondę, zna jej styl. Nazwałabym go mieszanym. Z jednej strony proste zdania i lekki język, z drugiej rozległe opisy, analizy, retrospekcje i retardacje. Takie połączenie może dać tylko jeden efekt.  Sześciusetstronicową cegłę, którą czyta się zadziwiająco dobrze. Bywały momenty, kiedy raczej skanowałam tekst niż pochłaniałam każde słowo, ale ostatecznie historie Florystyki i innych kobiet były tak wciągające, że nie dało się tak po prostu przerwać czytania.

"Rzecz chyba w tym, że potrzebujemy wyjaśnień. Chcemy wiedzieć, co się dzieje i dlaczego. Tak budujemy iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. To dlatego wymyślamy sobie pewne pojęcia, bez których trudno wyobrazić sobie cywilizację: sprawiedliwość, dobro, zło. A wystarczy po prostu żyć. Jutra nie ma, wczoraj nie istnieje. Jest tylko to, co teraz."

Podsumowując, gdybym miała oceniać książkę tylko przez pryzmat wątku kryminalnego, oceniłabym ją jako przeciętną. Jednak Katarzyna Bonda pozwoliła mi wejść w umysł i duszę bohaterów, co było niezapomnianym przeżyciem i za co jej dziękuję.



Ocen tradycyjna 8/10
Moja ocena: półka

  

7 komentarzy:

  1. Wątki kryminalne to raczej nie mój klimat, ale historie ludzi jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam,że nie jestem fanką książek Bondy. Trochę są dla mnie zbyt przygnębiające. Chociaż sposób pisania podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Bonda raczej przedstawia tę mroczniejszą stronę życia...

      Usuń
  3. Myślę, że to jednak nie dla mnie. Chociaż kusi mnie to, że tak dogłębnie możemy poznać bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszelkie wartości dodane do wątku kryminalnego jak najbardziej wzbogacają naszą przygodę czytelniczą, czasem właśnie dla nich książka wydaje się atrakcyjniejsza niż wskazywałaby na to intryga kryminalna. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiłam sobie tę książkę już jakiś miesiąc temu, ale nadal nie mogę się za nią zabrać. Na temat powieści pani Bondy słyszałam sporo sprzecznych opinii i mam przez to mętlik w głowie i mieszane uczucia. Przyznam, że ta recenzja mocno mnie zachęciła i chyba wreszcie się za nią zabiorę jak trochę nadrobię zaległości :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Florystki" jeszcze nie czytałam, ale dwie poprzednie historie o Meyerze tak. I mi się i wątek kryminalny, i fabuła podobała, chociaż o wiele bardziej wolę serię o Saszy Załuskiej.

    OdpowiedzUsuń