poniedziałek, 22 maja 2017

Mój warszawski sen

Pobudka o 4.30 i w drogę. Dwadzieścia sześć godzin na nogach, z przerwami na niespokojny sen w trudnej do opisania pozycji w drodze powrotnej autobusem. Jogurt z tubki na śniadanie, kanapka i jabłko na obiad. Piechotą pokonałam kilka kilometrów, kręcąc się w kółko i wciąż wracając do tego samego miejsca. Szłam objuczona ciężkim plecakiem i torbami, idąc pod prąd lub popychana przez tłum znajdujący się za mną. Brzmi koszmarnie? W żadnym razie. Byłam w raju! Byłam na Warszawskich Targach Książki.






Tyle się działo, że gdybym była tam przez cztery dni, temat targów zdominowałby mój blog na kilka tygodni. Skoro odwiedziłam je tylko w sobotę, postaram się upchać wszystkie wrażenia w jednym poście. Ale uwaga będzie z rzędu najdłuższych postów ever.



Moją jednodniową pełną wrażeń wycieczkę rozpoczęły warsztaty Maszyny do pisania z Sylwią Chutnik. Zajęcia zawierały część teoretyczną i praktyczną. Dwugodzinne spotkanie nie może oczywiście oddać tego, co dają kilkutygodniowe kursy, jakie oferuje szkoła. Grupa też była większa niż jest zazwyczaj, dlatego przeprowadzone ćwiczenia służyły raczej rozruszaniu szarych komórek, które znam choćby z naszych klubowych Alternatywnych warsztatów.


Natomiast jestem zachwycona częścią teoretyczną. Też jestem zdziwiona ;) Jednak Sylwia Chutnik jest niesamowicie otwartą osobą, a jej pełne humoru i ironii komentarze do własnych rad, wywoływały na sali salwy śmiechu. Było zabawnie, ale przede wszystkim konkretnie.



Prowadząca zaczęła od rzucenia złotej myśli "Aby napisać, trzeba pisać". Banał, co nie? I właśnie tego było mi trzeba. Znacie to? Mamy w sobie tyle energii, tyle zapału, tylko czasu brak. Naprawdę lub tak nam się tylko wydaje. Sylwia Chutnik mówiła o znalezieniu w sobie siły do pisania,  o samozaparciu, znalezieniu własnych sposobów na to, by tekst szedł, choćby małymi krokami do przodu. Najcenniejsze były dla mnie porady jak walczyć z prokrastynacją. Z pewnością będę miała je w głowie, kiedy kolejny raz zasiądę przed kompem, odpalę worda czy panel bloga i poczuję nagłą ogromną ochotę zrobienia porządków w kartonach z ubraniami po starszej córeczce ;). Z warsztatów wyszłam niesamowicie naładowana pozytywną energię, a naprawdę tego było mi trzeba.

Będąc już przy "Maszynie do pisania..." Opisywałam wam kiedyś moje polowania na książkę pod tym tytułem Katarzyny Bondy. W sobotę zdobyłam na niej podpis autorki! Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i musiałam ją także zapytać o blokady przy pisaniu. Mówię wam, jak wprowadzę w czyn to, czego dowiedziałam się od obu pisarek, to normalnie siądę i napiszę książkę ;)



W kolejce do Katarzyny Bondy skusiłam się na "Pochłaniacza", bo wygrane kiedyś w konkursie "Lampiony" już od dawna stoją samotne i nieprzeczytane na półce. Teraz mogę zacząć czytać, a "Okularnik" też pewnie niebawem znajdzie się w mojej biblioteczce.

Założenie było takie, by nie zrujnować budżetu domowego. Dlatego miałam nie kupować książek, a skorzystać z możliwości spotkania z autorami tych tytułów, które stoją u mnie na półce. Oprócz wspomnianego "Pochłaniacza", kupiłam  książkę Maxime Chattama, bo akurat przechodziłam obok, kiedy składał podpisy, a kolejka była niewielka.  Taki impuls ;)



Udało mi się natomiast zdobyć książkę, po którą jechałam i kupiłam ją z całą świadomością. Spotkałam się także z jej autorką i poprosiłam ją o pewną wyjątkową dedykację. Na razie jednak nic nie mogę powiedzieć. Sekret zdradzę za tydzień.

Jedną z przywiezionych z domu książek były "Latarnie umarłych" Leszka Hermana, która natchnęła mnie do uruchomienia cyklu #Trzy fakty z książki. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam autorowi, jak bardzo mnie zainspirował. A co on na to?

- A wiem, czytałem. Ciekawy pomysł.
- :0! - odpowiedziałam mniej więcej tak ;)



Z kolei Janusz Leon Wiśniewski ucieszył się na widok starego wydania "Samotności w sieci"  (upolowałam je chyba na jakiejś wymianie czy kiermaszu) i wyraził zachwyt moim ekslibrisem ;), 




Natomiast pan Krzysztof Beśka przyznał, że ma sentyment do książki, którą podsunęłam mu do podpisu, czyli "Trzeci brzeg Styksu"



Przechadzam się między stoiskami i kogo widzę - Michała Gołkowskiego, autora, który udzielił mi wywiadu do pracy magisterskiej. Musiałam mu podziękować osobiście! Jest i fotka na pamiątkę ;)



Nie obyło się bez rozmów z wydawcami o mojej akcji, ale póki co cicho sza!

Tyle jeśli chodzi o książki i podpisy, ale to jeszcze nie koniec wrażeń. To, o czym zaraz napiszę sprawiło, że o mało nie zemdlałam i poważnie zaczynam myśleć czy nie powinnam leczyć się z książkoholizmu (oczywiście, że nie). Będąc jednak przy nałogach. Właśnie Książkoholicy mieli swoje stanowisko - normalnie kopalnia tematów dla mojego cyklu o gadżetach mola książkowego. Boże! Czego oni tam nie mieli: ubrania (koszulki, bluzy, szale) z cytatami, hasłami nawiązującymi do książek lub z drukiem całych, długich fragmentów Romea i Julii czy "Dumy i uprzedzenia", poduszki w kształcie książek, biżuterię i świeczki zapachowe inspirowane zapachami z książek, a nawet o aromacie druku! (Mówiłam o takich bajerach na swojej obronie, a tu masz, przyszło mi je zobaczyć na żywo). Oczywiście nie napiszę, co sobie kupiłam, musicie cierpliwie poczekać na osobny post. Nie chcę popsuć niespodzianki ;)

Polowanie na autorów i książki to jedno. Polowanie na blogerów, z których każdy ma swoją targową trasę do pokonania, to znacznie trudniejsza sprawa. Szczęśliwie udało mi spotkać z Dagmarą Socjopatką. Mówię wam, jeśli socjopaci są tak cudownymi, sympatycznymi ludzi jak ta, która pozuje ze mną do zdjęcia, to ja naprawdę nie wiem, czego ludzie od nich chcą...
Dziękuję kochana, to było świetne ekspresowe spotkanie. I pozdrów męża ;)



Tuż przed godziną 19.00, kiedy już powoli trzeba było się zwijać, adrenalina zaczęła opadać,  zmęczenie dawało o sobie znać wpadłam na to. Ścianka.





No sorry, ale musiałam sobie zrobić fotę. Właściwie zrobiła mi ją pewna przesympatyczna pani, która cierpliwie czekała, kiedy w odmętach swojego  plecaka szukałam rekwizytów. To chyba oczywiste, że moje Alter ego - Wolumina - też chciała mieć pełne lansu zdjęcie ;)






Potem pozwiedzałam trochę okolice stadionu...





Jest i selfie ;)



Ostatecznie miałam ponad dwie godziny na zjedzenie 2forU w Macku. Spędziłam je czytając "Pochłaniacza" i wprowadzając w czyn porady Sylwii Chutnik i Katarzyny Bondy.

O 23.30 z dworca autobusowego Metro Młociny odjechałam w kierunku domu. Pod ciepłą kołderkę po jeszcze cieplejszej kąpieli wślizgnęłam się około godziny szóstej rano.

To była niesamowicie intensywna doba.

Byliście na Targach? 
Jak tam zdobycze książkowe i spotkania z autorami? 
Podzielcie się wrażeniami :)

12 komentarzy:

  1. Stałaś przede mną w kolejce do Janusza L. Wiśniewskiego :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale super! Fajnie, że do mnie trafiłaś, też lecę pozwiedzać. Czy to znaczy, że jesteś autorką zdjęcia? <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jogurt z tubki mnie wzruszył :) Wrażenia natomiast - szczerze zazdroszczę. I skoro już zaczęłaś myśleć o pisaniu książek - pisz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że się poznałyśmy! Dziękuję za ciepłe słowa! Czuję, że odbieramy na tych samych falach i chciałabym wypić z Tobą nie jedną kawę! :)

    Ja swoje zdjęcie wstawiłam na insta. Nawet Cię oznaczyłam, ale chyba dawno tam nie zaglądałaś. Hehe :D

    PS Socjopaci są spoko! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super relacja! Aż żałuję, że sam nie wybrałem się na takie targi. Gdybym tylko wiedział wcześniej... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Ale fajna relacja! Najbardziej podziwiam energię - taka ilość czasu na nogach zdecydowanie by mnie powaliła. Super, że podjęłaś spore logistyczne wyzwanie i wróciłaś z Targów szczęśliwa i zainspirowana :)

    Ja miałam się wybrać na Targi w sobotę i niedzielę, ale udało mi się dopiero w niedzielę. Lotem dosłownie wpadłam na stoisko Wydawnictwa LTW żeby kupić książkę "W życiu jak w teatrze" i pogadać chwilę z synem słynnego Dudka. Na dłużej wciągnęło mnie też stoisko Wydawnictwa Iskry, nad którym górował cudowny obrazek autorstwa Jerzego Zaruby. I mam stamtąd "Hamleta w stanie spoczynku" czyli opowieść o Domu Aktora Weterana w Skolimowie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tłumy, tlumy dzikie tłumy :) Jak akurat byłam zainteresowana wydawnictwami dla dzieci ale mignęły mi osoby z Twoich zdjeci

    OdpowiedzUsuń
  8. Żałuję, że znowu się nie spotkałyśmy. Cieszę się jednak, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie wypatrywałam tej Twojej książkowo - jabłuszkowej sukienki ;) Zdarzyło mi się nawet biec za kobietami w ciemnych długich włosach i okularach, chociaż były inaczej ubrane. Następnym razem po prostu się zdzwonimy. I koniec <3

      Usuń
  9. Boże, jak ja Ci zazdroszczę... Przyznaję bez bicia, że poza Bondą i J. L. Wiśniewskim nie kojarzę żadnego z autorów (a gdyby nie podpisy, nie poznałabym nawet tej dwójki). Ale kurcze... Chciałabym kiedyś pojechac na te targi. Może kiedyś mi się spełni. Zazdro, zazdro, wściekłe zazdro! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę... Ja nie miałam możliwości pojechać na targi :( Wielka szkoda. Może kiedyś w końcu mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna impreza, ciekawa relacja, jak bardzo uskrzydlają takie spotkania. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń