czwartek, 22 czerwca 2017

#1 Wycieki z magisterki. Promocja czytelnictwa w sm: Tytułem wstępu

Tak, jak zapowiadałam, przychodzę do Was z cyklem felietonów o promocji czytelnictwa w mediach społecznościowych, opartych na mojej pracy magisterskiej, którą obroniłam rok temu na kierunku socjologia. Zacznę od początku, czyli od wstępu. Pisałam w nim, o czym i po co ta praca. Wam też powiem ;) tylko, jak również wspominałam nieco przetłumaczę to na nasz blogowy język ;)




Od początku wiedziałam, że jak będę pisać pracę, to będzie ona związana z kulturą, a jeszcze lepiej z książkami. Trzeba było tylko znaleźć punkt odniesienia. No i jest:



Czytelnictwo a socjologia


Czytelnictwo może być przedmiotem badań wielu dziedzin naukowych. Od pedagogiki przez bibliotekoznawstwo po psychologię. Dla socjologii - nauki badającej zachowania jednostek wewnątrz grupy - to także ciekawy temat do analizy.  Czytelnictwo jest bowiem zjawiskiem kulturalnym, a te są zachowaniami nabytymi. To znaczy, że warunkuje je nie biologia, a socjalizacja i mogą istnieć tylko w określonych ramach społecznych. Słowem, nikt nie rodzi się fanem czytania. Za to szybko może się nim stać. Już przed laty socjologowie (np. Pierre Bourdieu, Antonina Kłosowska - będę o nich jeszcze pisać) podkreślali, że czytaniem najlepiej zarażać się od najmłodszych lat. Natomiast osoby czytające często obracają się w towarzystwie innych miłośników książek. Dlatego nam, książkoholikom, blogerom książkowym i bywalcom wydarzeń literackich, na przykład takich targów książki, z bardzo wysokim zagęszczeniem mola książkowego na metr kwadratowy, tak ciężko pogodzić się ze statystykami. Po prostu znamy wielu innych czytaczy.



Niski poziom czytelnictwa. I co z tego?

O tym, jak niskie jest czytelnictwo w Polsce powtarza się od kilku lat. Pomiędzy 2004 a 2008 rokiem nastąpił znaczy spadek liczby czytelników rzeczywistych (czytających rocznie 7 i więcej książek). Kolejne raporty donoszą o niskim odsetku czytających, przy czym według najnowszego sondażu, (z 2015, ale i 2016 roku) Polacy w nieczytaniu pokonują samych siebie (63% respondentów nie zetknęło się w ciągu roku z książką). W związku z tym w mediach pojawiają się pełne paniki przekazy, powtarzające się pytania, jak to możliwe i kolejne apele wzywające obywateli do sięgania po książkę. Z drugiej strony nie brakuje oczywiście negacji – dlaczego niby spośród tylu sposobów na spędzanie wolnego czasu promować właśnie czytelnictwo, a nie oglądanie seriali czy jazdę na rowerze?

Hmmm... Po odpowiedź na to pytanie odesłałabym do raportu Obywateli dla Kultury o czytelnictwie i dostępie do kultury książki z 2010 roku, którego pośrednim rezultatem jest wdrażany obecnie Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Argumenty, że czytelnictwo wzbogaca słownictwo i pobudza wyobraźnie są tak często powtarzane, jak ignorowane i uznawane za utarty frazes niepobudzający do refleksji. Autorzy raportu jednak znacznie je uzupełniają i podkreślają, że czytelnictwo ma wpływ na rozwój krytycznego myślenia, a takie umiejętności jak czytanie ze zrozumieniem czy poprawne wysławianie się są podstawą do zdobywania kolejnych umiejętności – w tym dojrzałości społecznej.
Ciężko nie zgodzić się z myślą Stefana Packa, brzmiącą „Durnym narodem łatwiej się rządzi”. Dokument Obywateli Kultury, oczywiście w sposób bardziej wysublimowany, mówi to samo. Obywatele czytający to obywatele świadomi, samodzielni, a zagrożeniem wynikającym ze spadku czytelnictwa jest między innymi wzrost liczby osób, których funkcjonowanie w społeczeństwie uzależnione będzie od pomocy wszelkich instytucji, a więc rządzących. Podsumowując, jeśli chcecie mieć własne zdanie i radzić sobie w życiu, czytajcie książki.


Internet - samo zło?

Odnosząc się do tych danych chciałam przyjrzeć się, jak wygląda promocja czytelnictwa w przestrzeni, która kojarzy się z jego upadkiem – internecie. Czy naprawdę jest winien za całe zło? Możliwe, że to on sprawił, iż ludzie nie są w stanie przeczytać tekstu dłuższego niż trzy strony. Faktem jest, że to w sieci powstał skrót tl;dr ( ang. too long; didn't read – za długie; nie czytałem) pozostawiany jako reakcja pod dłuższymi treściami zamieszczanymi na stronach internetowych. Na portalach społecznościowych nie brakuje komentarzy użytkowników, którzy odnoszą się wyłącznie do nagłówka, wyciągają wnioski i wydają sądy nie wchodząc w link, nie czytając artykułów, a sam tytuł. Te przykłady mogłoby wskazywać internet jako przyczynę spadku liczby czytających. Jednak  różne badania pokazują, że internauci czytają więcej niż osoby nie korzystające z sieci. Po drugie, i co należy wyraźnie podkreślić, media społecznościowe to narzędzie marketingowe. Jak dotrzeć do odbiorców, jeśli nie poprzez kanały, których używają na co dzień? To przestrzeń, w której działają blogerzy i wirtualni animatorzy kultury. Dlatego na przekór social media powinny być (i są) wykorzystywane do promocji czytelnictwa. Może ona przyjąć różną formę – recenzji, zdjęcia z książką, relacji ze spotkania autorskiego czy konkursu z książkową nagrodą i odbywać się z różnych poziomów: instytucjonalnego, komercyjnego czy oddolnego. Niemniej, ma realne szanse na odbiór. 


 Kto robi to dobrze?

Głównym celem mojej pracy było opisanie zjawiska promocji czytelnictwa w mediach społecznościowych i odbioru takich działań. Chciałam zbadać środowisko osób zajmujących się oddolną promocją czytelnictwa, dowiedzieć się, jak oceniają zachowania państwa czy wydawców w tej materii oraz dowiedzieć się dlaczego sami podejmują się zadania kształtowania nawyków czytelniczych u reszty społeczeństwa. Co ich motywuje? Badania miały też wykazać, jaka w tej promocji jest rola internetu, a konkretnie mediów społecznościowych – czy bardziej wspierają czy zagrażają czytelnictwu?  

W celu uzyskania odpowiedzi na pytania przeprowadziłam dziesięć wywiadów pogłębionych z szeroko pojętymi czytelnikami. Zastosowałam celowy dobór próby, czyli wybrałam konkretne osoby, które propagują czytanie w ramach swojego hobby. Są to blogerzy, inicjatorzy akcji organizowanych w sieci oraz pisarze, którzy poprzez promocję własnej twórczości (i nie tylko) namawiają do czytania. Myślę, że ich znacie lub przyjemniej kojarzycie. Już im tu dziękowałam publicznie, ale powtórzę, że będę im dozgonnie wdzięczna.

Poza wywiadami, sama również obserwowałam kto i co robi w tej materii, a także, jak to zwykle bywa przy pisaniu pracy zapoznałam się z tonami książek. Bez teorii się nie obyło. I Wam też jej nie odpuszczę, ale uwierzcie mi, to naprawdę jest ciekawe ;) Następnym razem powiem Wam:

Co to w ogóle jest to czytelnictwo?

  
   

7 komentarzy:

  1. Z tym durnym narodem to prawda. W internecie każdy znajduje to, co szuka. Dla mnie jest to wielkie źródło kontaktów z innymi czytelnikami, z pisarzami itd. Ale zauważam, ze w ogólnym oglądzie życia wokół czytanie upadło jako rozrywka. Seriale ją zastąpiły. Z drugiej strony blogi i portale książkowe przyciągają młodzież. Sama widzę nieraz czytających młodych. I chyba tym torem trzeba iść. Wpajać książki młodym.

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 za tl;dr i durny naród - "szkoda" tylko, że w dzisiejszych czasach już nie opłaca się mieć durnego narodu, bo jako gatunek sami sobie podcinamy gałąź i trzeba nam BARDZO światłych obywateli, którzy wymyślą co z tym zrobić - a dostrzeganie daleko idących zagrożeń bierze się z krytycznego myślenia, czyli wracamy do wniosku, że rządzącym powinno bardzo zależeń na zwiększaniu poziomu czytelnictwa.
    Myślę, że Internet zmienia sposób odbioru, ale daje przede wszystkim niezwykłe szanse. Znam sama kilka historii osób, które można powiedzieć... pogodziły się ze swoim nieoczytaniem, a po zetknięciu na starość z siecią nagle zaczęły się szkolić i dociekać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz wszyscy wolą oglądać, słuchać a nie czytać. Niestety takie czasy :(

    OdpowiedzUsuń
  4. W podstawówce zdobywałam nagrody za największą ilość wypożyczonych książek z biblioteki. Potem przestałam czytać. Uważam, że to w dużej mierze przez lektury. To samo było u mnie z teatrem. Nie chciałam chodzić, bo ze szkołą chodziliśmy tylko na jakieś durne przedstawienia. Dopiero rodzice zabrali mnie na "Taniec Wampirów", "Koty", "Mamma mia", potem sama zaczęłam chodzić na "Metro", "Romeo i Julia" i mnóstwo róznych komedii. Ale wcześniej sądziłam, że teatr to nuda, bo tylko takie rzeczy znałam. Jeżeli dzieci się zmusza do czytania czegoś, czego w zasadzie nawet nie rozumieją (Pan Tadeusz chociażby), to statystyki tak później wyglądają. Dziś trochę lepiej u mnie z czytaniem, glównie dzięki siostrze pracującej w wydawnictwie i jako tłumacz literatury.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę nie wiem, jakim cudem można przez cały rok nie zetknąć się z przynajmniej jedną książką... I niesamowicie mnie to przeraża. Chociaż, jak robię taką rewizję, to okazuje się, że pewnie większość moich znajomych funkcjonuje w ten sposób...
    A targi książki "z bardzo wysokim zagęszczeniem mola książkowego na metr kwadratowy" to mój nowy ulubiony tekst <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Już to chyba gdzieś kiedyś mówiłam / pisałam - jeśli człowiek zapomni jak czytać książki na rzecz oglądania filmów, seriali, to równie dobrze od razu może wrócić pod postacią meduzy do wód oceanicznych. Czytać, ludzie, czytać! :) To nic nie kosztuje a jest największym skarbem jaki możemy sami sobie w życiu stworzyć.

    OdpowiedzUsuń