czwartek, 31 sierpnia 2017

#4 Czytanie w szpitalu miejskim w Elblągu + książkowe historie pacjentów

Po raz kolejny w ramach akcji Woluminy. Głos książki miałam okazję czytać pacjentom Szpitala Miejskiego w Elblągu. W sobotę, 26 sierpnia odwiedziłam chorych na oddziałach rehabilitacji kardiologicznej i chirurgii dziecięcej. Podzielę to na dwa wpisy, bo mam co opowiadać. 




Zacznę od wizyty u dorosłych. Będę się powtarzać, ale mówię wam, to jest genialna sprawa. Momentami aż boję się, że jestem egoistką ;) Po prostu spotkania z pacjentami elbląskiego szpitala rozwalają mi system. Z założenia, to ja mam im umilić czas, oderwać od szarej rzeczywistości, rozerwać ich trochę, a to oni sprawiają, że wychodzę stamtąd jak na skrzydłach. To nieprawdopodobne jak te spotkania na mnie działają. I to chyba zrządzenie losu, że poznaję tam ludzi, takich jak pan Mirosław. Że poznaję historię takie jak ta: 

- Kiedy chodziłem do szkoły strasznie nie lubiłem czytać. Wypożyczałem lektury z biblioteki, żeby był po tym ślad, ale w domu nawet nie otwierałem książki, oddawałem ją po kilku dniach - opowiada pan Mirosław. - Tak samo zrobiłem z „Placówką” Bolesława Prusa, wypożyczyłem i dwa dni później byłem z powrotem w bibliotece, by ją zwrócić. 

Pani bibliotekarka przyjrzała się uważnie uczniowi i zapytała, o czym była książka, podpowiadając, że o jakiś ślimaku... (Ślimak to nazwisko jednego z bohaterów ;) ), na co Mirek zaczął opowiadać o życiu ślimaków, że żyją w trafie, mają muszle i takie tam. 
- Oj, nie przeczytałeś tej książki. A ja jej od ciebie nie przyjmę, dopóki tego nie zrobisz – oznajmiła przyłapanemu na kłamstwie chłopakowi. Ten nie miał więc wyjścia, zmusił się do lektury i... był zachwycony. Dumny z siebie wrócił po dwóch tygodniach do biblioteki, by pochwalić się znajomością treści, ale pani bibliotekarka nie zadawała mu pytań.
 – Teraz wiem, że ją przeczytałeś. 
Ale pan Mirek – wtedy uczeń siódmej klasy – tak się wkręcił, że wypożyczył (tym razem już z zamiarem przeczytania) kolejną książkę. Dwa miesiące później był najaktywniejszym czytelnikiem w szkole, a po wakacjach został łącznikiem między biblioteką a uczniami – przypominał im o terminie zwrotu, podsuwał co ciekawsze tytuły, bądź stosował metody pani z biblioteki i przepytywał z fabuły, dorobił się ksywki Szeryf od książek. Do dziś kocha czytanie, a miłością do książek zaraził swoją córkę. 

Słuchałam tego jak urzeczona, a nie była to jedyna historia, 75-letnia pani Zofia powiedziała, że w czytaniu zakochała się odkąd tylko poznała litery, po prostu ciągnęło ją do książek. Do szpitala przyszła zaopatrzona w lektury, dzień po mojej wizycie mąż miał przynieść jej nowy zapas. Z kolei pan Ryszard opowiadał o swojej pracy w drukarni i o tym, jak pracował z książkami, jak je składał, kleił. 

Muszę mieć szczęście, że spotykam takich cudownych ludzi :)

Od lewej: Pan Piotr, Pan Ryszard, Pan Mirosław, Pani Zofia

Pacjenci wybierają książkę, którą będziemy czytać



Po niekończących się opowieściach, zabraliśmy się do czytania. Padło na „Zwyczajną łaskę” z Wydawnictwa Dreams. Przeczytaliśmy cały rozdział i muszę przyznać, że zapowiada się ciekawie.







Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

To, co czytam: To się da, Anna Sakowicz


 "Dlaczego według was to wszystko jest takie łatwe? Bo jest! Tylko ty to sama komplikujesz" s. 283

Zmiany w naszym życiu są nieuniknione. Niosą ryzyko, ale to nie znaczy, że są złe. Jednak boimy się tego, czego nie znamy, a otwieraniu się na nowe nie pomagają też bolesne doświadczenia. To one sprawiają, że kiedy na horyzoncie pojawia się szczęście, bronimy się przed nim rękoma i nogami. Właśnie to w drugiej części trylogii kociewskiej robiła jej bohaterka, Joanna.



To się da! Anny Sakowicz to kontynuacja "Złodziejki marzeń" - historii Joanny, czterdziestoletniej rozwódki i matki nastoletniej Lusi. Aśka jest nauczycielką, która bierze roczny urlop i przenosi się na Kociewie. Ma tam zająć się starszą ciocią, ale też nabrać sił, znaleźć spokój oraz natchnienie i czas na pisanie. Udało się. Wszystko wskazuje na to, że znalazła również miłość. Ale w ogóle nie jest na nią gotowa.

"W książkach dla kobiet często pojawia się taki motyw wyprowadzki jako panaceum na wszelkie zło. Kobieta się rozwodzi, jedzie na jakieś zadupie, a tam nowa miłość, nowy biznes, po prostu wszystko pięknie i ładnie, a to wcale nie jest takie łatwe. Kiedy tu przyjechałam, to poczułam wiatr w żaglach, przypływ nowej energii, bo przecież wcześniej czułam się wypalona zawodowo i potrzebowałam dystansu. A teraz? Teraz sama nie wiem, bo nie jest mi tutaj łatwo, choć przyznam, że spotykają mnie same dobre rzeczy" s. 64

W drugiej części Aśkę dopada syndrom emigranta. Jest już i jeszcze nie u siebie. Chce zostać i wyjechać. Być tu i tam. I nawet fakt, że ma u boku przystojnego i troskliwego mężczyznę nie pomaga jej w podjęciu decyzji. Ba! Ten związek jeszcze pogłębia wątpliwości. Lęk przed nieznanym i przykre doświadczenia, paraliżują ją i sprawiają, że jest skłonna zrezygnować ze szczęścia i wrócić do szarej, monotonnej, ale znanej, a więc bezpiecznej przeszłości. Na korzyść Kociewia nie przemawia też fakt, że Aśka nie może znaleźć tam sobie pracy i przeraża ją wizja bycia utrzymanką partnera.

"Przez chwilę poczułam się, jakbym stała w rozkroku na dwóch brzegach rzeki. Ta niewygodna pozycja powodowała ból. Wystarczyło przełożyć stopę na jedną ze stron, by doznać ulgi. Wahałam się tylko na którą (...) Dlaczego tak trudno podjąć decyzję? Nie da się przecież zbyt długo stać w rozkroku." s.211

W tej części polubiłam Joannę na dobre. W pierwszej zarzucałam jej brak rozgarnięcia, a momentami jej postać wydała mi się nieco przerysowana. Tu wyraźnie widać jak dojrzała... autorka, a razem z nią bohaterka oczywiście. Wykreowana przez Annę Sakowicz, Joanna z drugiej części różniła się od tej z debiutanckiej powieści. Jest bardziej naturalna. Wciąż trochę szalona, nieco zakręcona, ale pełna empatii, nadziei i obaw. Chciałoby się rzecz prawdziwa. Myślę, że wiele czytelniczek może się z nią utożsamiać, znaleźć między sobą a nią wspólny mianownik.

Tę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety, które boją się uwierzyć we własne szczęście. Lęk przed nieznanym i rozczarowaniem  oraz przekonanie, że „to jest zbyt piękne, aby było możliwe” sprawiają, że czarny scenariusz staje się samospełniającym się proroctwem. Autorka przekonuje, że nie można samemu komplikować sobie życia, szukać dziury w całym i problemów, tam gdzie ich nie ma. Życie, jeśli ma dać nam w kość, na pewno to zrobi. Warto więc wykorzystać moment, kiedy ma gest. I uwierzyć, że TO SIĘ DA!

Po przeczytaniu "Złodziejki marzeń" pisałam, że to książka naszpikowana wartościami. W drugiej części autorka nie zwalnia tempa. Porusza wiele ważnych kwestii od błędów młodości, poprzez relacje rodzicielskie, po wspomniane prawo do szczęścia. Jednak tu słowo naszpikowana jest wręcz kluczowe, gdyż Aśka organizuje akcję zbiórki szpiku dla jednej z pacjentek hospicjum. Pokłony dla Ani Sakowicz za poruszenie tego ważnego tematu. W bazie dawców jestem już od kilku lat, ale coś mi się wydaje, że po przeczytaniu tej książki przynajmniej kilka osób zarejestrowało się jako potencjalny dawca. Lub przynajmniej to rozważa.

Podsumowując, to piękna, ciepła, wzruszająca i optymistyczna opowieść. Ma wszystko, co porządna kobieca literatura mieć powinna. Z przyjemnością sięgnę po ostatnią książkę z serii.


Moja opinia: półka
Ocen tradycyjna 8/10

piątek, 25 sierpnia 2017

Rozwiązanie konkursu hotelowego

Wreszcie są! Wyniki konkursu hotelowego. Jak wspominałam na Facebooku miałam małe zawirowania komputerowo-interetowo-dzieciowe. Ale nie będę Wam tu opowiadać historii, wy od tego jesteście, a przynajmniej takie było zadanie konkursowe.



Decyzją komisji jurorskiej, w skład której weszłam ja i Dominika ze Stowarzyszenia Alternatywni, organizatora Wielorzecza, dwudniowy nocleg dla dwóch osób w Hotelu pod Lwem w trakcie Festiwalu Literackiego Wielorzecze w Elblągu (i zapewniony udział w wybranych warsztatach w ramach wydarzenia) wygrała...



Małgosia z Warszawy z bloga Pełnia.eu

Gratulujemy!!!

Odezwij się koniecznie na szufladopolka@gmail.com lub poprzez mój fan page w celu omówienia szczegółów ;)



Dziękuję też ślicznie wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zapraszam do udziału w kolejnych.

Sponsorem w konkursie jest Hotel pod Lwem w Elblągu:




czwartek, 24 sierpnia 2017

Skąd się wziął koszyczek?

Nie wiem, czy zauważyliście, ale jakiś czas temu na moim blogu zadomowił się koszyczek. Wiecie, taki zakupowy. Siedzi sobie po prawej stronie paska menu i czeka. Aż zapełnicie go po brzegi. Bo od teraz możecie robić u mnie książkowe zakupy. W moich skromnych progach rozgościła się Poczta książkowa, a ja czuję się, jakbym spełniła swoje marzenie o księgarni.




Za każdym razem, kiedy zachwyci/zbulwersuje/zaintryguje (niepotrzebne skreślić) was książka, którą akurat opisuję, wystarczy klik (no dobra, kilka) i książka leci do was. Jak to wygląda? Przy  recenzjach znajdziecie giftbox, taki buton ze zdjęciem i danymi o książce oraz informacją o promocyjnej cenie ;)

Tak wygląda to przy recenzji "Ludzkiej przystani" Johna Ajvide Lindqvista




Możecie kupić samą książkę lub zamówić pakowanie, bo w tym właśnie specjalizuje się Poczta książkowa. I robi to genialnie. To idealny pomysł na prezent dla bliskich lub siebie, przecież mamy prawo się rozpieszczać. Mówię wam, z nimi unboxing wchodzi na nowy, wyższy poziom. Przychodzi do ciebie paczka, pięknie zdobione pudełko (wielokrotnego użytku!), otwierasz je, a tam otulona siankiem, żeby nic jej się nie stało, leży wymarzona książka. Można chcieć więcej? Można - zakładki. Też dają.
Pakują też na specjalne okazje, ślub urodziny, i bardziej nietypowe, jeśli sobie ktoś zażyczy.







Obecnie zakup książki możliwy jest przy moich nowych recenzjach, ale sukcesywnie będę edytować poprzednie.
Udanego odpakowywania ;)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

To, co czytam: Gałęziste, Artur Urbanowicz

To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem. Wypełnia je. Również dzięki wam." s. 328



Para studentów z Warszawy, Karolina i Tomek wybrała się na wycieczkę na Suwalszczyznę, by poprawić relację w związku, w którym zaczęło się coś psuć. Autor zastosował tu klasyczny kontrast bohaterów: kobieta - mężczyzna, ona spokojna, on porywczy, ona drobniutka, on dobrze zbudowany, a do tego ona głęboko wierząca, a on ateista. Ot, takie przyciągające się przeciwieństwa. Mieli wspólne spędzić Wielkanoc i klika poprzedzających ją dni, zbliżyć się do siebie podziwiając zabytki i przyrodę regionu. I trzeba przyznać, że ten wyjazd wystawił ich związek na niejedną próbę. Ledwie dotarli na miejsce, a już zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gospodarze agroturystyki, którzy zapomnieli o ich przyjeździe, zastępcze lokum na totalnym odludziu, a w nim nieboszczyk za ścianą. A to naprawdę dopiero początek...

"Jezioro było tuż - tuż. Podobnie jak śmiertelne niebezpieczeństwo, o którego przerażającej bliskości żadne z nich nie miało najmniejszego pojęcia" s. 244. 

Autor chciał ukazać bogactwo historyczne i przyrodnicze Suwalszczyzny. Zabiera nas na wycieczkę po Suwałkach, zwiedzamy mosty w Stańczykach, jezioro Gałęziste, poznajemy legendę o siei i o Zamkowej Górze. Przede wszystkim jednak zwiedzamy LAS. 
Już sam opis "Thriller na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny" przywiódł mi na myśl „Dom na wyrębach” Stefana Dardy. I jak później przeczytałam w jednym z wywiadów, Artur Urbanowicz zainspirował się właśnie tą książką, i zapragnął pokazać czytelnikom region, w którym się wychował.
Muszę przyznać, że to odważny marketing, takie lokowanie miejsca, do którego po przeczytaniu książki strach wejść. 
Ale Artur Urbanowicz dobrze wie, że ludzie lubią się bać. Ja lubię. I naprawdę się bałam. Podczas lektury  towarzyszył mi ciągły niepokój, a w salonie, gdzie czytałam, dało się słyszeć mój przyśpieszony oddech, gdy drżącymi rękami przewracałam kolejne strony w oczekiwaniu na to, co wydarzy się za chwilę. Autor świetnie budował napięcie i umiejętnie zmieniał bodźcie, które działały na bohaterów, a za ich pośrednictwem na czytelnika. Najpierw gniew, następnie dziwne przeczucie, że jest tu coś nie tak, a zaraz potem wiszące w powietrzu napięcie erotyczne. A kiedy akcja na chwilę zwalnia i wydaje ci się, że możesz odetchnąć z ulgą, autor serwuje ci powtórkę z rozrywki. Ze zdwoją siłą. Nie gniew a wściekłość, nie przeczucie, a niewytłumaczalne, straszne zdarzenie. I nie motyle w brzuchu, a namiętny seks. Po takiej żonglerce wrażeń ciężko dojść do siebie. Po prostu Artur Urbanowicz powoli, sukcesywnie i z wyrachowaniem doprowadzał czytelnika do obłędu. Tak jak las doprowadza do obłędu bohaterów.

„To ja decyduję, kto stąd wychodzi, a kto nie. Dla was nie ma już żadnej nadziei. Nigdy się stąd nie wydostaniecie (...) Witajcie w moim Zielonym Królestwie.” s. 325

Wyraźnie zaznaczonym wątkiem w "Gałęzistym" jest wiara i jej brak. Można wręcz powiedzieć, że to swego rodzaju polemika, którą prowadzą w swoich rozmowach (czy raczej kłótniach?) Karolina, przykładna katoliczki i Tomek, student matematyki, który chciałby wszystko wytłumaczyć logicznie.

Ale zestawienie akurat chrześcijanki i ateisty jest tu tylko symbolem. Bo nie ma książki grozy bez tajemniczej siły. Tu był nią las. Żywy Las. Wszechmocny, bezwzględny i nienoszący sprzeciwu. A bohaterowie są zdani na jego łaskę i niełaskę. Jak, zważając na swoje przekonania, zachowa się każde z nich, kiedy zaczną doświadczać jego mocy? Ona zwątpi czy on uwierzy? A może uparcie zostaną przy swoim? I jak myślicie, Las pozwoli im wyjść? Pozwoli im żyć?


"Wydaje wam się, że jesteście najmądrzejsi na świecie, że możecie każdą rzecz zanegować i podać w wątpliwość wedle własnego widzimisię. Zakładacie, że wszystko można opisać, zmierzyć, zbadać, dotknąć, opukać i logicznie wytłumaczyć tego działania. Zapędzić w kozi róg i powiedzieć: ha, słuchaj stary, coś mi się tu nie zgadza. Macie mylne wrażenie, że nad wszystkim panujecie (...) Jakże się mylicie, jakże jesteście głupi. Wydaje się wam, że jesteście nieomylni, a tak naprawdę jesteście jedynie pyszni. Dawno zatraciliście jakikolwiek system wartości. Jesteście trądem tej planety, jesteście tylko nic nieznaczącymi robalami. Bez żadnej szkody dla tej ziemi można was ot tak zdeptać..."


To świetny debiut i autor wysoko postawił sobie poprzeczkę. Napisać lepiej po powiedzmy poprawnym debiucie, jest bardzo prawdopodobne, właściwie taka kolej rzeczy. Ale utrzymać poziom i nie zawieść czytelników, to już trudniejsze zadanie. Bardzo jestem ciekawa, czy jemu podołał. A wiem, że wyszła już kolejna książka Artura Urbanowicza i na pewno po nią sięgnę. 
Podsumowując, "Gałęziste", to groza, której szukałam. To także książka z morałem. Uczy pokory wobec natury. Dobrze wam radzę, nie zaśmiecajcie lasu. Chyba że chcecie narazić się na jego gniew.

"Ci którzy bezczeszczą moje zielone królestwo muszą ponieść określoną karę." 323.


Moja ocena wyższa półka
Ocena tradycyjna 10/10

środa, 16 sierpnia 2017

To, co czytam: Ludzka przystań, John Ajvide Lindqvist

"Nagle dotarł do niego pewien zapach. Najpierw nie potrafił powiedzieć co to było, ale poczuł, że nabiera powietrza w płuca i oddycha tak głęboko, że oczy zaszły mu łzami (...) zapach pochodził od nabrzeża i był zapachem morza..." 
s.87



Morze. Wołało mnie od zawsze. Najgłośniej, gdy wracałam wodolotem z jednodniowych wycieczek do Krynicy Morskiej. Jeszcze kiedy przybijaliśmy do brzegu Bulwaru Zygmunta Augusta w Elblągu, słyszałam za sobą krzyk fal. Pytały, kiedy wrócę.

Wiecie, że powyższe zdania pochodzą z mojego innego wpisu? Wpisu, którego jeszcze nie opublikowałam, bo czeka na pewną specjalną okazję. Dlatego, kiedy czytałam "Ludzką przystań" i trafiłam na poniższy cytat, naprawdę przeszły mnie ciarki.

 Nigdy nie słyszałeś morza? Nie słyszałeś jak woła? s. 289


Bo morze w książce Johna Ajvide Lindqvista nie jest takim, za którym tęskniłam od wakacji do wakacji. Jest mroczne, mściwe i złe. I wszechmoce. 



Morze to mój żywioł, obok burzy najpiękniejsze i najpotężniejsze zjawisko natury. Za każdym razem, kiedy staję u szczytu plaży, a moim oczom ukazuje się widok niekończącego się granatu, to czuję i zachwyt, i respekt. Z jednej strony ogarnia mnie błogość, z drugiej zdaję sobie sprawę, jaka jestem mała... 

Morze, nad którym leżała książkowa wyspa Domaro wzbudzało u jej mieszkańców jeszcze silniejsze odczucia. Trudno powiedzieć do końca czy to był szczery podziw i szacunek czy jedynie lęk przed jego gniewem.


"Tatusiu, co to jest? Tam na lodzie?"

Słoneczny zimowy dzień. Anders i jego sześcioletnia córeczka Maja podziwiają ze szczytu latarni morskiej idylliczny krajobraz. Wszędzie dokoła rozciąga się tylko śniegi Anders nie dostrzega tego, co pokazuje mu Maja. Dziewczynka schodzi, żeby przyjrzeć się z bliska temu, co widzi, i... znika. Nikt nie potrafi zrozumieć, co się stało. I nikt nie potrafi wyjaśnić, jak to możliwe, że ślady dziecka na śniegu nagle się urywają. Zrozpaczony ojciec przysięga sobie, że odnajdzie córeczkę

- choćby w piekle... 

opis za wydawcą

To nie prawda. Anders został ze zniknięciem Mai sam, rozpadło się jego małżeństwo z Cecylią, popadł w alkoholizm. Rzeczywiście nikt nie potrafił (nie chciał?) mu pomóc. Ale czy na pewno nikt nie wie, co stało się z dziewczynką? 

Tam, gdzie mała miejscowość, tam są tajemnice, i kiedy w przypływie resztek sił Anders wraca na wyspę i postanawia działać, powoli zaczyna je poznawać. Od samego środka, od samej głębi. Zaczynają dziać się rzeczy, które ciężko wytłumaczyć racjonalnie, jak na przykład to, że ojciec czuje przy sobie obecność córki... Ale zamiast się cieszyć, dopada go uczucie jeszcze większej bezsilności, bo nie wie, nie rozumie, co się dzieje. Alkoholowe majaki mieszają mu się z psychodeliczną rzeczywistością. I nadal nikt nie chce mu pomóc...

"Wiatr zawodził w kominie, Anders się wzdrygnął nagle poczuł się opuszczony. Jak niechciane dziecko rozstawione w lesie. Opuszczone. Jego kruchy domek stał osamotniony, opuszczony na cyplu. Fale morskie docierały coraz wyżej, wyciągając ku niemu swoje macki. Wiatr wdzierał się wszędzie prężąc muskuły, szukając nowych dróg." s.57


Bo wiedzieć mogą tylko rodowici mieszkańcy Domoro, bo tylko oni rozumieją morze i prawa, jakimi się rządzi. Obraz małej społeczności, ściśle przestrzeganych i chronionych przez nią zwyczajów i tajemnic to jeden z mocniejszych punktów tej książki. A autor razem z mieszkańcami ukrywa je nawet przed czytelnikiem. Żeby je odkryć trzeba zajrzeć naprawdę głęboko...

Kolejnym są relacje rodzinne, na różnej płaszczyźnie. Obok bezgranicznej miłości Andersa do córeczki, która jak wszystko w tej książce ma swoje drugie dno, jest osobliwy związek jego babci Anny Grety z Simonem, którego Anders ma się rozumieć traktuje jak dziadka. Gdy przyjeżdża zmierzyć się z demonami przeszłości, babcia dba o to, by wnuk nie chodził głodny, dziadek służy dobrym słowem, ale czy to na pewno wszystko, co mogą dla niego zrobić? Czy silniejsze są więzy rodzinne, czy te które łączą człowieka z morzem?


"Znaczymy mniej niż ziarnko piasku na grzbiecie słonia, jeśli morze będzie miało ochotę, pochłonie nas. Tak po prostu. Morze nie zna granic, jest bezwzględne. Dało nam wszystko i wszystko może nam zabrać." s. 137

Sięgnęłam po tę nią z polecenia, kiedy zapytałam na FB o dobrą grozę, padł ten tytuł. Morze, Skandynawia, groza - czy może być lepiej? Od razu pobiegłam do biblioteki. Historia mnie wciągnęła. Bardzo chciałam wiedzieć jak skończą się losy Andersa i czy odkryje, co stało się z Mają, Było morze(!) tajemnice, intrygujący bohaterowie i świetne nakreślona społeczność, ale jak dla mnie ciut za mało było tego dreszczyku. Brakowało mi uczucia pierwotnego lęku, tego, że podskoczę, gdy ktoś wejdzie do pokoju, gdy czytam.

Ale i tak zdecydowanie polecam zatopić się w lekturze...


"Morze się buntowało. Bałwany parły do przodu w świetle księżyca, pojedyncze krople sięgały szyb okien, które zawodziły złowieszczo pod naciskiem wichury. Stare szyby dawały marną ochronę przed gniewem przyrody. " s.121



Moja ocena: półka 
Ocena tradycyjna: 7/10 




















A teraz wsłuchajcie się w wołanie morza...


 




"Gdy małą łódką wypłyniemy dostatecznie daleko, tak że stracimy z oczu ląd, wtedy zobaczymy morze. Nie jest to przyjemne doświadczenie. Morze jest jak ślepy i niemy bóg, otacza nas ze wszystkich stron i ma nad nami władzę, mimo że zdaje się w ogóle nie wiedzieć o naszym istnieniu" s.137






poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Konkurs! Literacki weekend w Hotelu pod Lwem - wygraj nocleg podczas Festiwalu Wielorzecze

Lubisz brać udział w wydarzeniach literackich? Targach, festiwalach, spotkaniach? Pytanie. A co cię czasem powstrzymuje? Że są na drugim końcu Polski? A nawet jeśli bliżej, to nocleg piechotą nie chodzi, prawda? Znam ten ból. 

Dlatego mam dla Ciebie zestaw all inclusive! Weź udział w konkursie i wygraj nocleg dla siebie i osoby towarzyszącej w Hotelu pod Lwem podczas Festiwalu Literatury Wielorzecze w Elblągu.



A musisz wiedzieć, że Hotel pod Lwem to nie taki byle jaki hotel. To hotel, w którym dokonano morderstwa. A nawet dwóch. Pierwszego dokonała Agnieszka Pietrzyk w swojej książce "Śmierć kolekcjonera". Kolejna zbrodnia to moja sprawka i przyznaję się do tego bez bicia. Choć ja tylko podżegałam. 16 lipca zorganizowałam Spacer Literacki śladami Śmierci kolekcjonera, a jedną z atrakcji wydarzenia było rozwiązywane zagadki kryminalnej. A co to za zagadka bez trupa. Dlatego musiało być morderstwo, podejrzani i detektywi, w których wcielili się uczestnicy Spaceru.







Będąc już przy temacie, warsztaty detektywistyczne, to z kolei jedna z atrakcji Festiwalu Literatury Wielorzecze. Poprowadzi je Dariusz Rekosz. Ale można wybrać też warsztaty tworzenia komisu z Danielem Odiją i Wojciechem Stefańcem, literackie z Agnieszką Kosińską i Tadeuszem Dąbrowskim, autoprezentacji z Niną Dziwniel-Stępką oraz pisania recenzji z wydarzeń artystycznych z Martą Osowską-Utrysko.

Oczywiście warsztaty to nie wszystko, będą też spotkania z twórcami (Tomasz Jastrun, Elżbieta Wojnarowska, czy Julka Szychowiak i Roman Warszewski) koncerty (Justyna Sieniuć, Janusz Pierzak z Mirellą Hinc i Tomasz Steńczyk) oraz panele, wykłady, wystawa i happeningi. Dokładny program już niebawem, ale zapowiedź możecie przeczytać TUTAJ.

Mam nadzieję, że rozbudziłam Wasz apetyt. To jeszcze tylko przeczytacie regulamin i czekam na zgłoszenia.


Regulamin:

1. Konkurs skierowany jest do blogerów poruszających na swoich stronach tematykę literacką/książkową.

2. Nagrodą w konkursie są dwa noclegi dla dwóch osób w Hotelu pod Lwem w Elblągu w trakcie trwania Festiwalu Literatury Wielorzecze (22-24 września 2017) oraz udział w wydarzeniu w tym warsztatach - liczba miejsc na nie jest ograniczona, jednak zwycięzca konkursu ma zapewniony udział w wybranych przez siebie warsztatach. Na życzenie zwycięzcy możliwy jest też indywidualny spacer po Elblągu tropem książki "Śmierć kolekcjonera".

3. Co zrobić, żeby wziąć udział:
  • W komentarzu pod tym postem napisz miniopowiadanie (wystarczy kilka/kilkanaście zdań, ale mogą być i dłuższe) z Festiwalem Wielorzecze i Hotelem pod Lwem w tle. 
  • Koniecznie umieść w nim następujące słowa i zwroty: Hotel pod Lwem, Elbląg, Festiwal Literatury Wielorzecze, trup, książka, czytać, głos książki, pokój, spotkanie, warsztaty, nocleg, proza, poezja (możesz używać ich wielokrotnie, zmieniać formy i oczywiście dodawać wiele innych spoza listy)
  • Forma i fabuła zależy tylko od ciebie. Puść wodze fantazji - możesz stworzyć romans, kryminał, wspomnienia albo informację prasową
  • Podpisz swoje opowiadanie imieniem i miastem z jakiego pochodzisz, dorzuć link do bloga
  • Niekonieczne, ale mile widziane polubienie fan page: Szufladopółka, Hotel pod Lwem, Stowarzyszenie Alternatywni,  Festiwal Literatury Wielorzecze
  • Jeśli chcesz możesz zamieścić swój tekst na swoim blogu z odnośnikiem do konkursu i/lub umieścić konkursowy baner
4. Wygrywa tekst, który najbardziej przypadnie do gustu komisji jurorskiej, czyli mi i jednemu z członków Stowarzyszenia Alternatywni. W razie wyrównanej walki i problemów z wyborem, kryterium pomocniczym będzie przegląd Waszych blogów ;)

5. Udział jest jednoznaczny z deklaracją, że w razie wygranej na Twoim blogu pojawi się relacja z pobytu wraz z informacją o wygranej w konkursie.

6. Konkurs trwa do 21 sierpnia (poniedziałek) do godziny 23.59.

7. Wyniki pojawią się najpóźniej do 24 sierpnia. Ze względów bezpieczeństwa nie proszę o podawanie mejli, dlatego obserwuj mój blogi i fan page i zgłoś się do mnie, jeśli okażesz się zwycięzcą. Na wiadomość czekam dwa dni, potem odzywam się do kolejnej osoby w kolejce.

8. W razie pytań pisz na szufladopolka@gmail.com.

Sponsorem Konkursu jest Hotel pod Lwem w Elblągu





Na Festiwal Literatury Wielorzecze zaprasza Stowarzyszenie Alternatywni



***

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

Literacki Wielorzesień

Piąta edycja Festiwalu Literatury Wielorzecze może mieć coś z jubileuszu. Na pewno jednak po raz kolejny organizatorzy będą starali się przede wszystkim pokazać elblążanom i gościom różne nurty literackich inspiracji. W tym roku główny nacisk położony będzie na różnego typu warsztaty, akcje promujące czytelnictwo oraz nowoczesne środki dotarcia do odbiorców.




Stowarzyszenie "Alternatywni" zapraszają na literacki weekend 22-24 września, na spotkania, które tradycyjnie odbędą się w wielu przestrzeniach Elbląga. Poza happeningami, koncertami i wystawami na Wielorzeczu będzie można spotkać się z takimi twórcami jak na przykład Tomasz Jastrun, Elżbieta Wojnarowska, czy Julka Szychowiak i Roman Warszewski oraz z wydawcami niezależnymi. Piąte Wielorzecze to przede wszystkim bogactwo warsztatów od detektywistycznych z Dariuszem Rekoszem, poprzez ćwiczenie autoprezentacji z Niną Dziwniel-Stępką oraz pisanie recenzji w wydarzeń artystycznych z Martą Osowską-Utrysko aż po tworzenie komiksu z Danielem Odiją i Wojciechem Stefańcem oraz literackie z Agnieszką Kosińską i Tadeuszem Dąbrowskim. Grupowo zaprezentują się poeci związani ze środowiskiem warszawskim pod czujnym okiem Anny Wierzchuckiej, a Alternatywni sięgną po tekst swojego autora - Jacka Żukowskiego i oczywiście zaskoczą.
     Muzycznie wielorzeczyć będą Justyna Sieniuć, Janusz Pierzak z Mirellą Hinc i Tomasz Steńczyk, a plastycznie Sebastian Bauman.
     Piąta edycja Festiwalu to będzie ważne wydarzenie kulturalne w kalendarzu elblążan i miłośników literatury z całej Polski. To również rozstrzygnięcie I Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego i tradycyjny Turniej Jednego Wiersza. Szczegółowy program oraz zapisy na warsztaty udostępnimy już wkrótce. Zachęcamy do śledzenia wydarzenia na Fanpage Festiwalu Literatury Wielorzecze.
    
     Wydarzenia festiwalowe odbędą się w Bibliotece Elbląskiej, Młodzieżowym Domu Kultury, Teatrze im. Aleksandra Sewruka, Klubie Muzycznym Mjazzga, Zespole Szkół Pijarskich, Sali Koncertowej przy ul. Fabrycznej 5 oraz w Hotelu Elbląg. Wszystkim tym instytucjom za współpracę i pomoc już teraz dziękujemy.
    
     Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli marszałek województwa warmińsko-mazurskiego oraz prezydent Elbląga

inf. prasowa, Dominika Lewicka - Klucznik,
Stowarzyszenie Alternatywni

wtorek, 8 sierpnia 2017

Każdy może zostać Superbohaterem - czytelnicze spotkanie w Elblągu

W ramach akcji "Woluminy. Głos książki" zaprosiłam dzieci i rodziców z Elbląga na czytelnicze warsztaty na powietrzu. Odbyły się na Przystanku Starówka jako część "Lata w formie", wakacyjnej oferty dla elblążan, przygotowanej przez Miasto Elbląg. I co tam się działo?

Obowiązkowo przymierzanie peleryn i rysowanie superbohaterów. Koniecznie podkreślenie korzyści płynących z czytania i magicznej mocy bajek terapeutycznych. I chociaż nie były to "typowe" warsztaty, (bez prezentacji i notowania ;)), a wiatr momentami płatał nam file zwiewając ze stolików książki, myślę, że wydarzyło się tam to, co najistotniejsze...

Bo najpiękniejsze były książkowe pogaduchy: z ludźmi, którzy akurat przechodzili, z rodzicami czytającymi dzieciom i zarażającymi je miłością do książek, z młodymi ludźmi, dla których największą karą jest brak czytania przed snem ;)
Jedno wam powiem, w Elblągu nie brakuje czytających superbohaterów. Muszą tylko wyjść z ukrycia. W sobotę, 5 sierpnia wyszli. Podchodzili i pytali, co im polecam i... czy mogą sobie poczytać. A przecież to ja jestem od czytania innym. Cóż, zwyczajnie dali mi wolne ;) Sami zobaczcie:































Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Woluminy. Głos książki. Lipcowe działania Drużyny Pogromców Nudy

 #głosksiążki rozbrzmiał na dobre


W lipcu #głosksiążki rozbrzmiał na dobre. Rozkręcili się Superbohterowie, a nominowani podejmowali wyzwania. Zrobiliśmy hałas czytając i mam nadzieję, że sierpień będzie jeszcze bogatszy w działania.

/Przypomnę, że akcja ma na celu promocję czytelnictwa i polega na czytaniu w miejscach publicznych. Najlepiej na głos, choć niekoniecznie. Do akcji już przyłączyli się blogerzy (nie tylko książkowi), bibliotekarze i inni szeroko pojęci miłośnicy czytania. Powstała Drużyna Pogromców Nudy. Czytają, pokazują się z książkami, dokumentują swoje działania i udostępniają w mediach społecznościowych oraz zapraszają do zabawy znajomych. Po prostu – oddają głos książce. Wciąż można do nas dołączyć./

Czytam wszędzie


Właściwie mogę powiedzieć, że lipiec upłynął mi pod znakiem czytania w miejscach publicznych ;)  Czytałam:


Nad morzem

Kocham morze i książki, dlatego z radością wzięłam udział w spotkaniu "A może nad morze? Z książką!", które 8 lipca odbyło się w Zatoce Sztuki w Sopocie. Uczestniczyli w nim blogerzy, autorzy, czytelnicy. Jednak zanim się zaczęło czytałam na plaży ;), a razem ze mną kilka innych uczestniczek, w tym autorka, Agnieszka Pruska. 



W mediach

Akcja zainteresowała elbląskie media. Test o Woluminach pojawił się na portalu Info Elbląg oraz w Dzienniku Elbląskim, z którego dziennikarka Aleksandra Szymańska towarzyszyła mi podczas czytania na przystanku tramwajowym na Placu Słowiańskim w Elblągu. Natomiast lokalna telewizja Truso.tv wyemitowała moją wypowiedź o Spacerze Literackim. Relacja z tego wydarzenia pojawiła pojawiła się także w portel.pl

Na spacerze (literackim)

16 lipca zorganizowałam w Elblągu Spacer Literacki tropem książki "Śmierć kolekcjonera" Agnieszki Pietrzyk. W trakcie wydarzenia uczestnicy zwiedzali miejsce zbrodni, rozwiązywali zagadkę kryminalną, odbyło się też spotkanie z autorką i policjantem dochodzeniowo-śledczym. Oczywiście było też czytanie, na elbląskiej starówce, na ulicy Rechniewskiego i Gwiezdnej oraz po drodze między punktami. Zachęcam do przeczytania relacji z wydarzenia i obejrzenia galerii zdjęć.

Na See Bloggers

See Bloggers to chyba największe i najbardziej znane spotkanie blogerów w Polsce. Pojawiają się tam twórcy internetowi z różnych dziedzin, ale my-  blogerki książkowe zrobiłyśmy tu sobie własne spotkanie. Oczywiści czytałam i tam, a razem ze mną inne książkoholiczki.

 

Na Jarmarku Dominikańskim 

Uwielbiam Jarmark Dominikański, kojarzy mi się z dzieciństwem. Lubię jego klimat i kramy z wyrobami rękodzielników, którzy czarują. Mogłabym chodzić między stoiskami godzinami Chyba że jest upał, wtedy warto sobie przysiąść, odpocząć, i poczytać. Na zdjęciu z córeczką i siostrzenicą, ale kilka kroków dalej nie brakowało przypadkowych słuchaczy, którzy nieśmiało przysłuchiwali się gdy czytałam ;)










Kim byłby Superbohater bez Sojuszników?

Takim chyba półsuperbohaterem. Na szczęście ja mogę liczyć na Drużynę Pogromców Nudy. Superbohaterów - Sojuszników i Pomocników, którzy także czytają w miejscach publicznych lub pokazują się z książką, (by pokazać, że zamiast denerwować się, gdy pociąg się spóźnia można czytać) lub po prostu chociaż informują o akcji na swoich blogach, stronach, profilach.

Wśród nich jest Gosia. Powiedziałabym, że to uczeń, który przerósł mistrza ;) Znana w sieci jako Antyterrorystka (choć ja bym polemizowała z tym przedrostkiem ;)) działa prywatnie i służbowo (z ramienia Biblioteki w Morągu), zaangażowała w działania lokalne media (Ostróda News) i czyta w szpitalu, przedszkolach i przed księgarnią. Niemożliwa jest ta dziewczyna. Zachęcam do przeczytania relacji.

Natomiast najaktywniejszą Sojuszniczką z Elbląga, a więc miasta macierzystego akcji jest Magdalena Perucka. Czyta i rzuca wyzwania i nie znosi sprzeciwu ;) Nominuje miejscowe Stowarzyszenia, organizacje, działaczy. I chyba na największą "przyjmowalność" wyzwań ;) Zapraszam do niej na bloga, gdzie pisze o... pysznościach - Kuchnia Magdaleny.

Podsumowania z działań w ramach akcji możecie znaleźć też na blogach innych Superbohaterów i Pomocników, np. Aleksandry z Czytelniczych Recenzji, która czytała między innymi pacjentom Zakładu Rehabilitacji Leczniczej  i u Agnieszki z 321startDIY, która na swoim blogu oprócz relacji z działań dorzuca projekty plakatów z cytatami z bajek, możecie je pobrać ;).

Wszelkie działania podjęte w ramach akcji znajdziecie w mediach społecznościowych (głównie Facebook i Instagram) wpisując hashtag #głosksiążki






Podejmij wyzwanie, jak i ja podejmuję

Częścią akcji jest rzucanie wyzwań. Ci, którzy są członkami Drużyny Pogromców Nudy lub odważyli się poczytać coś choćby raz, zapraszają do zabawy kolejne osoby. Z podejmowaniem wyzwań bywa różnie, jedni nie mają odwagi (co rozumiem, ale podpowiadam, że można czytać również po ciuchu, po prostu pokazać się z książką), inni się migają (tym pogrożę palcem ;)), a jeszcze inni po prostu biorą książkę i czytają (tym kłaniam się i ślicznie dziękuję). 
A tak serio, serio. To cieszy mnie i wzrusza każda aktywność, bardzo mi zależy, by pokazać tym którzy jeszcze nie wiedzą, jak wielką frajdę daje czytanie, że... daje frajdę ;) Sama tego nie zrobię. Z pomocą innych - prędzej ;)

I tak czytał już np. Elbląski Odział Abstrakcyjny, Biblioteka Elbląska, Wydawnictwo Filia Mroczna Stron czy Wydawnictwo Wielka Litera. W czytanie wkręciły się blogerki książkowe, które spotkałam na żywo ;) Np. Antyrerrorystka rzuciła wyzwanie Halmanowej po czytaniu w Sopocie, a Halmanowa je przyjęła i czytała na Nadmorskim Plenerze Czytelniczym w Gdyni. Agnieszka (Lew Kanapowy) także czytała w także w Sopocie, ale jej się wkręciło i czytała też podczas See Bloggers, a tam to już się dziewczyny rozczytały na dobre - Ula (Pełen Zlew) przyjęła wyzwanie ze Spaceru Literackiego, a Blair Czyta i Alicja ma kota czytały spontanicznie. Rude Recenzuje, która również tam była nie czytała, ale tak się złożyło, że wyzwanie rzuciło jej Wydawnictwo Filia Mroczna Strona.  Tak się kręci. Pięknie!
I o to chodzi!!!  Dziękuję! 







Wszystkich, którzy chcieliby zarażać innych czytaniem, zapraszam do udziału w naszej akcji. Na naszej facebookowej grupie możecie zadawać pytania. A jak chcecie poszukać innych działań, to wpisujecie w social mediach hashtag #głosksiążki. Podsumowanie działań z czerwca znajdziecie TUTAJ, a więcej o samej akcji wraz z informacją jakie role można przyjąć oraz, które wydawnictwa z nami współpracują - TUTAJ.

I pamiętajcie, róbmy hałas. Czytając ;)

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg