niedziela, 22 października 2017

To, co czytam: Bliźnięta z lodu, S.K. Tremayne

"Śmierć tych, których kochamy jest o wiele gorsza niż nasza własna i... tak, wszelka miłość jest formą samobójstwa, niszczysz samego siebie, poddajesz się, z własnej woli zabijasz coś w sobie, jeśli naprawdę kochasz"





Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia.

opis wydawcy

Trudno było czytać mi tę książkę. Nie z powodu warsztatu pisarza, bo tu akurat nie mam zastrzeżeń. Tremayne świetnie prowadzi narrację, fabuła wciąga od samego początku, bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni, a nastrój... wow, naprawdę wsiąknęłam.
Ciężko mi było przejść przez samą historię. Jako matce. Moja starsza córeczka jest w podobnym wieku do bohaterki, Kirstie (Lydii?). I to, z czym musiało zmierzyć się siedmioletnie dziecko, jest nie do opisania. Jej cierpienie było wręcz namacalne, chciałam wejść do książki i ją przytulić, pocieszyć, a najlepiej stamtąd zabrać. Poczucie niesprawiedliwości i przygniatająca bezsilność to uczucia, które towarzyszyły mi niemal przez całą lekturę.

"Nie tyle moja własna śmierć jest nie do zniesienia, ile śmierć najbliższych. Bo ich kocham. I część mnie umiera razem z nimi. Dlatego można by powiedzieć, że wszelka miłość jest formą samobójstwa."


Momentami naprawdę ciężko stwierdzić czy jest to thriller psychologiczny czy jednak nie wkradły się tu elementy paranormalne. Bo czy możliwe, żeby rodzeństwo, nawet bliźnięta, miały ze sobą tak silną wieź, że porozumiewają się bez słów? Dlaczego  Kirstie twierdzi, że jest Lydią, czy to biedne dziecko traci rozum, czy może jej zmarła siostra jednak powróciła z zaświatów? Rodzice naprawdę się pomylili, a może stracili obie córki i to oni odchodzą od zmysłów. Autor do samego końca każe nam się zastanawiać, co tak naprawdę się stało.

"Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy, a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje."



I właśnie ta niepewność dodaje smaku do i tak mocnej już fabuły. Ze strony psychologicznej to poza kondycją dziewczynki niezwykle istotne są tu relacje rodzinne w ogóle. Na każdym poziomie. Małżeństwo Angusa i Sary zdawało się przetrwać tę ciężką próbę, jaką była śmierć dziecka, ale czy na pewno nie mają do siebie wzajemnego żalu? Czy to jeszcze miłość, czy tylko sztuczne podtrzymywanie rodziny dla dobra ich doświadczonej przez los córki?

Uwagę zwracają też stosunki pomiędzy poszczególnym rodzicem a Kirstie/Lydią. Nie do końca można powiedzieć tu o rywalizacji między matką a ojcem, ale zdecydowanie ich podejście się różni.
Pojawia się często poruszany przy temacie śmierci dziecka motyw "większego prawa" matki do rozpaczy. Ale Angus również cierpi po stracie i także ma świetny kontakt z żyjącą córeczką i chce, żeby po prostu zaczęła normalnie żyć. Sarę przygniata bezsilność, gdy widzi cierpiące dziecko i czasami pomaga jej na siłę.

Naprawdę jesteśmy świadkami rodzinnej tragedii, a kiedy dochodzimy do końca okazuje się, że było jeszcze trudniej niż nam się wydawało. Jak dla mnie to jest genialna książka, ale przestrzegam wszystkie wrażliwe osoby, szczególnie rodziców dzieci w wieku wczesnoszkolnym, to może być dla was wstrząs.


Ocena tradycyjna 9/10
Moja ocena: wyższa półka




piątek, 13 października 2017

Robiliśmy to przy ludziach!

We wszystkich możliwych miejscach publicznych. Na plaży, w pociągu, na przystankach autobusowych, w poczekalni. Oddawaliśmy się temu szaleństwu przez całe lato i.. robiliśmy to na głos!

Czytaliśmy książki! Wszędzie i wszystkim. Dzieciom w przedszkolach, pacjentom w szpitalach, seniorom w domach opieki, petentom w ZUS-ie, pasażerom w pociągu, przechodniom na ulicy. Drużyna  Pogromców Nudy ruszyła do działania i latem rozbrzmiał Głos Książki. Zapraszam na post podsumowujący internetową odsłonę akcji. Internetową, to znaczy taką, gdy Pomocników werbowałam przez internet, a efekty naszych działań publikowaliśmy w sieci. ;)


Pragnę podziękować wszystkim, którzy wstąpili do Drużyny Pogromców Nudy - jako Superbohaterowie-Sojusznicy, Pomocnicy i Promotorzy, a także wszystkim, którzy dołączyli do zabawy w odpowiedzi na rzucane przez nas wyzwanie. Nie było to może jeszcze pospolite ruszenie, ale czytali blogerzy, autorzy, przedstawiciele wydawnictw, instytucji, lokalnych mediów. I ważne było każde publiczne czytanie, każdy wpis  na blogu i post w mediach społecznościowych, który wzbudził zainteresowanie, komentarz, reakcję. Nie jestem w stanie przytoczyć tu wszystkich przykładów naszych woluminowych działań, bo raz, że post zamieniłby się w książkę ;), dwa, na pewno nie wspomniałabym wszystkich, a to byłoby nie fair. Przykłady akcji możecie zobaczyć w postach podsumowujących czerwcowe i lipcowe działania Pogromców Nudy albo wyszukać przez hashtag #głos książki, zajrzeć na grupę na Facebooku. Do tej pory nazywała się Woluminy. Głos książki - Pomocnicy, ale zmienię jej nazwę, by służyła też na inne akcje promujące czytelnictwo. Na moim blogu możecie też znaleźć relację z moich akcji pod etykietą "moje działania".



Najgłośniej chciałabym podziękować Gosi z bloga Antyterrorystka, dzięki niej rozczytał się cały Morąg. Szczęśliwe w Elblągu, w rodzimym mieście akcji, też miałam wsparcie, głownie Magdy z Kuchnia Magdaleny, ale pomogły i lokalne media (Dziennik Elbląski, Info.elblag,
Portel.pl, TRUSO.TV), wspaniała Biblioteka Elbląska, cudowne Stowarzyszenie Alternatywni, a także najlepszy Hotel pod Lwem :). Prężnie działała także Aleksandra z Czytelnicze Recenzje, zawsze  mogłam też liczyć na Agnieszkę z 321 START DIY i Martę z Bloga W sercu książki i Monikę Halmanową. Wspierały mnie też Dagmara Socjopatka i Klaudyna Kreatywa, a Agnieszka, czyli Lew Kanapowy zorganizowała u siebie Klub Czytającego Malucha i tam działała w ramach akcji  Dziękuję również wszystkim członkom facebookowej grupy i blogerom, którzy napisali na swoich blogach informacje o tym, że akcja ma miejsce.

Serdecznie dziękuję wydawnictwom, które przyłączyły się do akcji, wyraziły zgodę na publiczne czytanie książek, a część z nich (Adamada, Zakamarki, Oficynka, Nasza Księgarnia, Dreams i Albatros) przekazała nam książki, żebyśmy mieli, co czytać. Książki przekazałam zainteresowanym Sojusznikom, ale całkiem sporo ich zostało i wierzcie mi nie zmarnują się. Trafią oczywiście do Szpitala Miejskiego w Elblągu.



Podczas Festiwalu Literatury Wielorzecze, organizowanego przez Stowarzyszenie Alternatywni miało miejsce podsumowanie internetowej odsłony akcji, gdzie przedstawiłam trochę faktów, wspomnień z działań Drużyny Pogromcy Nudy i zdjęć, ale.... musiałam to uczcić także głośnym czytaniem. A że humory nam dopisywały pobawiliśmy się we wróżbę, typu otwórz książkę na xx stronie, a xx zdanie będzie oznaczało...  Nie powiem wam w jakie wróżenie się bawiliśmy, ale uśmialiśmy się do łez ;)

Kolaż zrobiony z fotografii Izabeli Matuszewskiej

Zakończenie głośnego czytania przez Drużynę Pogromców Nudy to nie koniec moich działań w ramach głosu książki i Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg, które otrzymałam na rozwój inicjatywy promującej czytelnictwo. Internetowa odsłona zarezerwowana była na miesiące letnie, kiedy aura sprzyjała działaniom na świeżym powietrzu. Ale tu cały czas się dzieje, we wrześniu byłam na szkoleniu z biblioterapii, w listopadzie ruszam na kolejny kurs, a w tak zwanym międzyczasie zadzieje się coś na graficznie (i merytorycznie też) na blogu.

Oczywiście nadal będę zabierała ze sobą książkę wszędzie, by w razie zagrożenia nudą móc ją wyciągnąć i poczytać. Wszystkim. Na głos. I na nową internetową akcję już tez mam pomysł, bo jak to się mówi, natura nie znosi próżni ;)

Wiem, nie będę oryginalna przytaczając słowa Wisławy Szymborskiej, że "Czytanie to najpiękniejsza zabawa jaką sobie ludzkość wymyśliła", ale kiedy to prawda. Czytanie to świetna rozrywka i oczywiście nie musi kręcić każdego, ale jeśli są ludzie, którzy jeszcze nie odkryli frajdy płynącej z czytania, to chcę im ją pokazać.
Jeśli gdzieś są osoby, które dziś nie czytają tylko dlatego, że ktoś kiedyś  zmusił ich do przeczytania książki, która ich nie zainteresowała, której nie zrozumieli, chcę im udowodnić, że czytanie może być fascynujące. Jeśli są osoby, które czytać i chciałby, i boją się, jeśli są na granicy sięgnięcia po książkę, to ja chcę z nimi ją przekroczyć. A te wszystkie zalety, jak pobudzanie wyobraźni, wzbogacenie słownictwa czy rozwój krytycznego myślenia to tylko skutki uboczne ;)






I jeszcze raz dziękuję wszystkim zaangażowanym. Jesteście cudowni!

Internetowe działania Drużyny Pogromców Nudy są częścią akcji "Woluminy. Głos Książki"

Zrealizowano w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg